poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Filmowe lato, Więckiewicz razy dwa, Dziędziel też na dodatek, a i po czesku też coś wpadło

Kochani. Zamilkłam, jakoś mi nie idzie teraz. Listę mam długą jak papier toaletowy, a pisać nie po drodze. Co siadam, to wydaje mi się, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia. A potrafię przy porządkach na przykład przemyśliwać, co to ja Wam powiem, jak tylko dorwę się do komputera. Wystrzelam się z myśli podczas pozakomputerowego czasu, a przychodzi ten moment, że trzeba by znaki do kupy zebrać w słowa i nic. Wszystko wydaje mi się jakieś takie bez sensu. Rozmemłałam się jak mamałyga, czas potrafię przepierzyć za przeproszeniem jak nikt. Przewalam się między komputerem, książką, gazetą, filmem, kuchnią, ogrodem i obowiązkami i nic nie jest zrobione jak trzeba. No, może poza obowiązkami.
Postanowiłam przerwać ten zaklęty krąg niepisania, zrobiłam sobie herbatę zaparzoną jak Pan Bóg przykazał, czyli w czajniczku liściastą, nalałam do ulubionej filiżanki i do dzieła. Dzisiaj o kilku filmach.


Od Moniki z błękitnej biblioteczki pożyczyłam dvd 'W ciemności'. Ona biedna nie zdzierżyła, ale to dlatego, ze dopiero co po urodzeniu Henryczka, młode mamy lepiej, żeby coś weselszego oglądały, miała rację, że zostawiła na potem. Przyniosła mnie przed wyjazdem do Polski na wakacje i jak tak chodziłam wokół tego filmu, jakby mi ktoś drzazgę w palec wbił. Aż stwierdziłam, że trzeba się z tematem zmierzyć, bo jak to tak z kawałem drewna pod skórą żyć?

 
O Bożenciu, co ja się naemocjonowałam, myślałam, ze mi serce siądzie. Nie będę tu rozprawiać o zdjęciach i scenariuszu, o tym, że Więckiewicz wielkim aktorem jest, bo to możecie sobie poczytać gdzie indziej, wszyscy pieją i mają rację. Powiem tylko, że czułam wilgoć, czułam strach, samotność, ale i małe radości (malutkie takie) w czasie tego ukrywania się. Podobała mi się kreacja Więckiewicza i jego postać, człowieka niejednoznacznie dobrego, z duszą o wielu odcieniach szarości i czarniawą nawet. Przecież bohaterem się człowiek nie rodzi, nim się bywa i to czasem nie na podstawie logiki i przemyśleń, a impulsu, bo inaczej nie można. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to pewnie by człowiek wolał nim nie być, byle mieć święty spokój, byle bezpieczniej. A tu coś ci karze pomagac cholera, ryzykować i nic na to nie poradzisz. Wojna to straszny czas, nie chciałabym tego przeżyć, dlatego trudno mi oceniać tych, co byli dobrzy i tych, co się zepsili.
A kiedy oni wyszli z kanału i on krzyczał - Moje Żydy, to ja tak strasznie płakałam, że się aż mąż zaniepokoił. Bo się napięcie nabudowało i to się tak masowo wodospadem wyładowało. Ja w ogóle ostatnio mam nerwy na wierzchu, strasznie wszystko przeżywam, tak jak kolejny film z Więckiewiczem pt. Wymyk.Tym razem Canal+ mi go zapodał, kocham ten kanał za polskie filmy (i nie tylko, bo i francuskie też nadają i w ogóle dobre)


To jest film, w którym widać, że Więckiewicz jest po prostu cholernie dobrym aktorem. Warunki ma takie, jakie ma, można by powiedzieć, że wszędzie jest taki sam, gdyby nie to, że nie jest. Kurczę, jak on to robi, że ja wiem, że to on, a jednocześnie identyfikuję go za każdym razem z rolą i wszystko mi jedno, że to znowu on. Większy mam problem z Simlatem, bo on mi się wydaje wszędzie taki sam, ale w sumie tu nie ma słabych ról. Wątek jest od początku do końca bardzo świadomie poprowadzony, na sztywnym kiju, że się tak wyrażę, nic tam się nie gibie na strony.
A ładunek emocjonalny równie mocny jak w wojennych i rozliczeniowych samograjach, bo tam, nie oszukujmy się, bez łaski, że się człowiek przejmuje, a tu mamy historię dwóch braci i pewnej podróży pociągiem, po której nic już nie jest takie samo.
I mój ulubiony Dziędziel jak wisienka na torcie. I Muskałę bardzo lubię, chciałabym jej więcej w kinie.
Nie będę opowiadać fabuły, bo nie lubię tego na innych blogach, tutaj tylko o tym, że siedzieliśmy z mężem jak zaczarowani i tylko klęliśmy pod nosem, że to się wszystko tak pokiełbasiło u bohaterów i już nie odkręci, bo życie nie zawsze jest takie, że powiesz przepraszam i wszystko jest ok.
Bardzo polecam.


A jak Dziędziel, to po raz drugi, tym razem w dużo lżejszym gatunkowo wydaniu. Mam słabość do Fleszarowej-Muskat, a to właśnie na podstawie jej powieści o budowaniu Gdyni - 'Tak trzymać' - nakręcono mini serial czteroodcinkowy 'Miasto z morza'. Czy ja mogłam to przegapić? Oczywiście, że nie, chociaż cukierkowy, chociaż pozytywistyczny, o tym, jak ciężką pracą ludzie się bogacą a Polska rośnie w siłę. Ujęcia jak z obrazów nadmorskich malarzy, którzy tworzą na promenadzie i mają nadzieję sprzedać na pniu swoje produkcje. Ale mnie to nie przeszkadza, nie samymi ciężkimi i ważnymi filmami człowiek żyje, potrzeba mi czasem wytchnienia i odpoczynku, a nade wszystko nieustającej wiary, że ciężką pracą i pasją można osiągnąć wiele, a wielkie wizje rodzą się w głowach i sercach ludzi najpierw, potem dopiero trafiają do realizacji i nie trzeba się bać, jeśli w coś wierzysz, to się ziści.
Nawet jeśli nie, wierzyć trzeba.

Jak już tak lżejszymi poleciałam, to zapodałam od razu Morning Glory trzymany na tę właśnie okazję.


Typowa amerykańska komedia, o młodej producentce, która trafia do większej, ale podupadającej stacji do programu porannego i stawia go na nogi. Wszystko to już było, czyli na początku jest do niczego, ale potem się to jakoś układa, ale śmiesznie jest i naprawdę duży to relaks, więc polecam jak słodkiego pączka na troski, nie samymi sałatkami z soją człowiek żyje.

A na koniec wisienka na torcie. Kiedyś widziałam ten film od połowy, nie znałam tytułu i mnie męczyło, co to takiego było? Teraz zasadziłam się na oglądanie 'Piękności w opałach' na Ale Kino (drugi kanał, bez którego żyć bym nie umiała) - filmu czeskiego, o którym wiele dobrego słyszałam. I co ja widzę? Ta dam, to ten film, co go tylko pół widziałam. Obejrzałam teraz jak należało, czyli od napisów początkowych do końcowych i powiem tak, dobry cholernie, ale zostawił mnie zniesmaczoną, jakby mnie ktoś lepkim mazidłem obsmarował i zostawił na słońcu. Nie z powodu samego filmu, bo podkreślam, że jest świetny i ze wszech miar wart obejrzenia, ale i historia, i bohaterowie nie są zdecydowanie tym, do czego nas przyzwyczaili Czesi, którzy zawsze brzydkie potrafili pokazać w lepszym świetle, chociaż na wesoło. Tutaj nie ma wesoło, to, co jest niesmaczne, jest niesmaczne, pogmatwane i dołujące. Jedynie aktor, który kiedyś grał doktora Błażeja w Szpitalu na peryferiach, jedyna normalna postać w tej opowieści, jest zadziwiająco na starość przystojny.



Jan Hrebejk pokazał życie swoich rodaków w jaskrawych kolorach, bez żadnego ściemniania, stukania się kuflami piwa i czeskich przyśpiewek. Wspaniałe kino, ale wymagające czegoś więcej, więc nie nastawiajcie się na beztroskie jedzenie domowego popcornu. Momentami będzie bolało. Mimo tego, jest to jeden z tych filmów, które na pewno obejrzę kiedyś jeszcze raz.

A na koniec polecę Wam nowy serial kryminalny, na który się niezwykle cieszę - tym razem rodem z Finlandii - od 2 września, na razie 6 odcinków pt. Vares. Przeczytałam w zajawkach -  serial, w którym czarny kryminał splata się z elementami komedii i pastiszu, został okrzyknięty w ojczyźnie Świętego Mikołaja początkiem nowego gatunku - Finn Noir. Osiągnął kolosalną popularność, a jego kolejne odcinki wchodziły tam na duży ekran, jako pełnometrażowe filmy kinowe. 


Nie chcę go przegapić, już sobie zapisałam w kalendarzu, ciekawe, czy uwiedzie mnie równie łatwo jak Winter, Wallander czy Sarah Lund?
I cieszę się, że Krew z Krwi (polski serial kryminalny z Agatą Kuleszą) będzie na Canal+ powtórzony, bo ja przegapiłam połowę odcinków z powodu choroby. Dla zainteresowanych od 3-12 września codziennie po jednym odcinku będą emitować, lub od 21 września w każdy piątek.

No to się nagadałam, a teraz idę sobie precz. Wiem, połowa z Was nie ogląda, druga połowa nie ma telewizora, trzecia połowa nie ma Canal+, czwarta nie ma Ale Kino, ale filmy są też pewnie dostępne na dvd, warto o nich wiedzieć. A ja uwielbiam dobre seriale i dobre filmy, traktuję je na równi z książkami, uważam, że rezygnowanie z tej akurat muzy to odbieranie sobie wiele przyjemności. Nie chcę tu wywoływać dyskusji, tylko można powiedzieć ją kończę, po wielu komentarzach o tym, że szkoda czasu na TV.
Po ostatnim seansie pierwszego odcinka sfilmowanej książki Forda Madoxa Forda 'Parade's End' na BBC2, szczególnie nie mogę się z tym poglądem zgodzić. Jakie to było, hmmm, pysznościowe, tak bym to ujęła. Ale o tym więcej kiedy indziej


36 komentarzy:

  1. Noo jak na niemoc pisania i niewiele do powiedzenia naopowiedziałaś się! :D Fajnie, bo lubię poczytać co tam masz nowego. Co do niemocy to i ja się pod nią podpisuję. Nawet chwilowo niemoc jakaś w czytaniu, ale może się zbiorę co nieco napiszę o tej niemocy ;)
    Na "W ciemności" zbieram się już od dawna, podobnie jak na "Wymyk", tylko ze zbieraniem się jakoś trudno. Coś chyba przesilenie jesienne ;) Albo niedospanie :) W każdym razie też muszę się zabrać za zaległości filmowe..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oba te filmy są naprawdę dobre i szkoda czekać. Ja tak późno, bo nie mam innej możliwości, czekam na premiery na dvd albo na kanałach filmowych

      Usuń
    2. Ja z kolei też nie zawsze mam na kino ;) Więc też dvd pozostaje ;)

      Usuń
    3. skąd ja to znam. Jak kupię dvd to 4 nas ogląda, a cztery bilety to już duży wydatek, dojazd, coś sobie tam kupić. To dla rodziny duże wyjście. Nie tak jak kiedyś, co do kina po kilka razy na ten sam film się latało

      Usuń
  2. "Miasto z Morza"- temat mi bliski dwojako. Mój dziadek ze strony ojca był jednym z pierwszych absolwentow szkoły morskiej, która wtedy mieściła się jeszcze w Tczewie,teraz jest to Akademia Morska w Gdyni,wówczas była "tylko" wyższą szkołą zawodową,pózniej, przed II wojną pływał na transatlantykach. Drugi powód to moja miłość do autorki, odwieczna i niezmienna:)
    Tylko Dziędziel, jako Kaszub mnie nie przekonuje! Może dlatego, że za dużo było ostatnio produkcji śląskich z jego udziałem, a może dlatego, że jakoś gruby Kaszub, to...Jô tegò nie lëdajã:)
    "Wymyk" genialny, nie można zapomnieć. "W ciemności" nie widziałam, czytałam książkę i autentycznie boję się tego filmu.
    Polecam "Lęk wysokości" z Dorocińskim,jeżeli jeszcze nie ogłądałaś - w/g mnie bardzo dobry!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaszubów znam tylko tych z Łeby, więc nie mam pewnie pełnego olgądu na sprawę, dlatego Dziędziel mi nie przeszkadzał, ale widzę, żeś zorientowana, więc ci wierzę. Film mi się spodobał, nagrałam sobie i będę powtarzać. Lęk wysokości oczywiście koniecznie muszę obejrzeć, najpierw zdobyć, albo doczekać się w TV. Kocham nie tylko Dorocińskiego, ale i Stroińskiego.

      Usuń
    2. Dobry jest. Pamiętasz "Rysę" z Jankowską Cieślak?
      Jest dużo dobrych polskich filmów, ale chciałoby się więcej...
      Nie wiem dlaczego, ale jak Kaszub to kojarzy mi się raczej ktoś chudy, dlatego Dziędziel mi nie ten tego:)

      Usuń
    3. Ba, Rysa, gdyby nie temat, byłaby moim ulubionym filmem, ale nie da się go oglądać i oglądać,, bo trudny jednak. Ja sobie teraz powtórzyłam Daleko od szosy i kocham Leszka normalnie
      Kaszub faktycznie chudy, ale on tam taki grubaśny nie jest wcale, a taki ogorzały bardziej. Ale fakt, ze stryj bardziej mi do Kaszuba pasował

      Usuń
  3. oba dobre i " Wymyk" i "W ciemności"
    skończyłam czytać " Mr Pebble i Gruda", pysznie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się Pebble podobał. A filmy ba, dobre i polskie!

      Usuń
  4. Oj, wiem, o czym mówisz, były dnie, że pisałam co dzień, teraz siadam pod komputerem, myślę, myślę, wyraz, dwa, kasuję, jakaś pustka i brak pomysłów.
    W ciemności - b.dobry film. No,może niekoniecznie na Oskara, ale bardzo, bardzo. Zanim się do kina wybrałam, musiało trochę czasu minąc, bo na takie filmy trzeba odpowiedniego nastroju.
    A Miasto z morza- kocham ten film, mam na płytce i odtwarzam sobie od czasu do czasu i też mi nie przeszkadza, że troszkę cukierkowy, taki na miłe spędzenie czasu. A powieś Tak trzymać muszę sobie koniecznie przypomnieć, bo czytałam (chyba) dość dawno temu. A film lubię też dlatego, że gra w nim moje miasto; liceum, w którym bohater zdawał maturę było też moim liceum :) Pozdrawiam i życzę weny Tobie i sobie. Choć dziś, jak na brak weny to napisałaś całkiem sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. guciamal - Miasto z morza niezwykle urokliwe, bardzo mi się podobało i na pewno będę powtarzać, a książkę muszę od nowa przeczytać, bo już daaawno to było.
      Ale to musi być fajnie, kiedy widzi się swoją budę na filmie
      Z tą weną to jest tak, że jak się zacznie, to jakoś leci

      Usuń
  5. Cieszś się, że "Wymyk" tak Ci się spodobał. Na mnie samej wywarł on bardzo podobne wrażenie. I to co napisałaś o Więckiewiczu, zgadzam się w pełni! Co do "W ciemności" to bierz się za książki bo są dwie, bardzo dobre i po filmie MUSISZ je przeczytać! No chyba, że czytałaś a ja przegapiłam... Ja natomiast wezmę się za film, choć po książkach to z pewnością inaczej będzie mi się oglądało niż Tobie:) Pozdrawiam! Ps. Kupiłam "Wszystko dla pań" i mi nie doszło do piątku tylko dzisiaj:/ Zostało zatem w Polsce i musi czekać do grudnia, chyba że ktoś podrzuci... A takiego smaka mi narobiłaś!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam i na pewno sięgnę. Mam ze świata książki jedną, ale nie wiem, czy to te, o których mówisz. W kanałach Lwowa tytuł. Może niech ci ktoś wyśle? Taki pech, wiem, że to boli, kiedy wiesz, że książka czeka.

      Usuń
    2. Książkę mam ze Swiata Ksiażki W kanałach Lwowa, czy to jedna z nich?
      Masz tyle czytania, ze jak dojedziesz na święta i będziesz miała tamtą, to miły czas zimowy cię czeka.

      Usuń
    3. To nie ta. Ja polecam "Świat w mroku" napisany przez Ignacego Chigera i "Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyny Chiger. Obie świetne! I mimo, że dotyczą tego samego to bardzo się różnią i świetnie uzupełniają. I napisane tak, że oderwać się nie można! O tej książce "W kanałach Lwowa" słyszałam i coś czytałam, ale nie przekonuje mnie jakoś... Zobaczymy co Ty o niej będziesz miała do powiedzenia.
      A co do "Wszystko dla pań" to może uda mi się jakoś w październiku się do niej dobrać, bo sobie właśnie uświadomiłam, że będę wtedy w PL (nie u siebie, ale jednak) i może mi ją ktoś podrzuci do tego Torunia...:)

      Usuń
    4. Zapisałam tytuły. W kanałach Lwowa to sobie odpuszczę narazie, bo nie mam siły się w tym nurzać. Odpocząć trzeba. Ale mam zapisane.

      Usuń
  6. O, Więckiewicza uwielbiam od czasów Vinciego i Odwróconych, których, jako należąca do połowy nieposiadającej tv, mam na DVD. Na te filmy, których jeszcze nie znam, zasadzam się, żeby zakupić, z czasem się uda.
    Kino czeskie to konik mojego męża, od niego się nasłuchałam ochów i achów, ale czasem nie wiem, którego filmu akurat dotyczą. O "Piękności w opałach" też coś mówił, muszę przepytać jeszcze raz, co to tam było. Niewykluczone, że nawet posiadamy, więc oglądnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż lubi kino czeskie, a Ty z nim nie oglądasz? Oglądaj, bo dobre! Vinciego i Odwróconych pamiętam, a jakże, ale te ostatnie role to jest inny ciężar gatunkowy, to jest mistrzostwo

      Usuń
    2. Kiedyś oglądaliśmy filmy razem, teraz każdy ogląda na swoim ekranie. Ja mogę tylko na leżąco, a mąż tak nie lubi. Zresztą mnie kino czeskie aż tak nie pociąga. Owszem, lubię, ale często wolę coś innego. Chyba że mi tak zachwala, że już się nie mogę oprzeć. ;)

      Usuń
    3. A to ciekawe, ja lubię filmy grupowo z mężem oglądać, ale faktycznie, męczyć się nie ma co. Mam szczęście, że nam się podobne podobają

      Usuń
    4. Taaaaak, Vinci i teksty oraz miny Więckiewicza- bezcenne:)

      Usuń
  7. Faktycznie, nic nie masz do powiedzenia :))
    Ale wiem, o co chodzi. Też tak mam: układam w głowie, mam milion pomysłów, a zebrać się czasami nijak nie mogę.

    Fajne filmy to jedyny powód dlaczego mi czasami brakuje telewizorni.
    Notuję jednak skrzętnie, bo część puszczają na bbc iplayerze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fidrygauko - na iplauerze, niektóre są online też dostępne gdzie indziej. Warto

      Usuń
  8. Oj chcę obejrzeć "W ciemności", ale...się boję :/ czytałam książkę na, którą zareagowałam bardzo emocjonalnie, wiem, że z filmem może być jeszcze "gorzej". Więckiewicza bardzo sobie cenię, Wymyku nie widziałam, ale mnie zainteresował. Fajnie, że napisałaś o "Vares" bo na 100% bym przegapiła, "Parade's End" też zamierzam obejrzeć. Obecnie zerkam sobie na "Farmę ciał" - widziałam na razie 1 odcinek i dam szanszę drugiemu bo na razie nie wiem czy mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, Farma ciał czy trupia farma, bo chyba taki tytuł, nie wiem, czy mi się podoba, mam ambiwalentne odczucia, raz tak, a raz myślę, że nie. Poczekam z wydaniem wyroku

      Usuń
  9. Więckiewicz wielkim aktorem jest! filmów, o których piszesz z racji emocjonalnych nie obejrzę raczej, może kiedyś, ale uwielbiam jego głos a rola(e) w mało znanym filmie "Południe północ) także z Szycem mnie powaliła!
    Dziękuję za telewizyjne podsumowania gdyż to dzięki nim przypominam sobie o Ale Kino. Na VARES czekam już i czekam oglądam zajawki i czekam :)
    PS\ a książka już w zeszłym tygodniu pofrunęła do Ciebie. Daj znać jak dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam znać na pewno. Przeczytam i odeślę. Południe północ w ogóle nie znam, muszę poszukać. Vares chyba będzie świetny.

      Usuń
  10. Wymyk bardzo mi się podobał, tez swojego czasu recenzowałam na blogu. Uwielbiam Wieckiewicza, to na prawdę świetny aktor. W ciemności jeszcze nie czytałam ani nie oglądałam, musze na to znależć jakąś spokojną chwilę i mieć nastrój.
    No i widzisz, masz jednak coś do napisania:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anetapzn, ja to zawsze mam do powiedzenia, a pisanie mi się czasem przyblokuje i ani hu hu :-) Niemoc słów czuję niekiedy.
      W ciemności warto bardzo, chociaż fakt, trzeba mieć dobry moemnt

      Usuń
  11. czapki z głów k.e. W ciągu paru godzin przeczytać, pooglądać i jeszcze opisać wszystko pięknie! Dopiero tu byłam, świeżyzny nie wypatrzyłam, a teraz na obu blogach aż wre. Jak to się robi?
    PS i jeszcze u mnie napisałaś kilometry, a pewnie i nie tylko u mnie. Blada'm jak ściana widząc swoją niemoc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, przeceniasz mnie, filmy były oglądane na przestrzeni dwóch tygodni. A i z tym pisaniem zrywami tak. Dyskusja z Tobą o teatrze odbyła się podczas niesamowitego koncertu Stańko+ Solidarity of Art, jazz i rozmowy i tyle mądrości Twojej, nigdy tego nie zapomnę. Zbieram takie momenty, wieczory, układam w pamiętniku w głowie. Dziękuję

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu masz rację, ja też po francusku nic nie powiem, a przeczytać połowy nie zdołałam. I też jestem ciekawa dalszych losów, ale z tego, co wiem, nie zostały one opisane. Może się mylę?

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alicjo - własnie od Ciebie wróciłam i się rozmarzyłam o tej Gdyni i Fleszarowej-Muskat, bo bardzo lubię tę powieść i autorkę. Cieszę się, że i Tobie przypasowała

      Usuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam