Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

Trudne powroty, ale w walizce jak zwykle słodki ciężar

Niestety już tak jest, że moje wyjazdy i powroty są trudne. Ciągnąć tego wątku nie będę, jest tak i już. Tym razem wyjechana byłam jedynie z bagażem podręcznym, więc od razu wiedziałam, że marne szanse na jakiekolwiek zakupy. Zresztą nie miałam też i nastroju na buszowanie po regałach. No, ale nastrój to jedno, a druga natura człowieka to co innego. Oczywiście weszłam do kilku księgarń, żeby się trochę uspokoić, myśli zebrać, w okładkach ukojenia szukać.
Byłam w empiku, dwóch Matrasach i jednej takiej małej księgarence, o której napiszę oddzielnie.
Empik jak to Empik, chociaż ten inny jakiś, bo mały. W centrum Koszalina, niedaleko Domku Kata, na skraju zieloności parkowej miasta, można by sobie od razu na ławeczce z książką przysiąść, jeśli taka wola i czas pozwala. I menele, bo jak ci się w jakimś kątku zadomowią, to już po ptakach. Nie wiem, czy ja tego wcześniej nie widziałam, czy faktycznie jest ich więcej, ale wydawało mi się, że opanowali miasto. W upał ubrani w wełniane czapki lub takie z daszkiem jakieś zeszmelcowane, w kurtkach, z reklamówkami, wszędzie gdzie okiem nie rzucić. Więc lepiej nie rzucać :-)
Wracając do Empiku - obsługa młoda, przemiła i do tego niezwykle dowcipny chłopak, który mnie wkręcił, że za reklamówkę muszę zapłacić 7 zł. Na czole mam chyba wypisane, że naiwniak spoza Polski. Wzięłam to na poważnie i aż mi szczęka opadła, ale zaraz zaczął się śmiać, więc się zorientowałam. Tym razem nie było pana z ochrony, który z oddechem na karku podąża za kupującymi. Czy to za wcześnie, czy nie było potrzeby?
Zaraz obok mieści się księgarnia Matras. Nie wiem, co tam jest nie tak, ale mieści się w miejscu, gdzie odkąd pamiętam były książki sprzedawane i wtedy lubiłam to miejsce, a teraz wchodzi się tam i jakieś napięcie dziwne. Niby niczego konkretnie złego nie można się doszukać, ale jakaś taka niechęć do asortymentu tam panuje. Panie stoją za ladą, jak coś zapytać, to ugrzecznione, ale serca to one do tego fachu księgarskiego nie mają. Równie dobrze mogłyby tam być buty czy krawaty, może nawet by wolały. A może jakieś kłopoty firma przechodzi, dostały złą wiadomość, obcięli pensje? Nie wiem, ale byłam tam rok temu, dwa lata temu i też tak sztywno i jakoś niezręcznie było.
Za to w Matrasie w centrum handlowym Atrium wręcz przeciwnie - babki świetne. Bystre oko mola zaraz wyczuło 'swojego'. Od razu poczułam się 'jak w domu', nie było nikogo innego, można było pogawędzić o książkach. Gdyby nie moje ograniczenie bagażowe, pewnie bym tam dużo pieniędzy zostawiła. Wrócę na pewno. O trzeciej napiszę oddzielnie, bo to dłuższa opowieść o jednej z ostatnich, wprawdzie w sieci, ale jakby niezależnych księgarni.
Zakupów miało nie być, ale właśnie w tej ostatniej się nie oparłam tej oto książce


Jakże bym mogła? Przeczytałam kilka pierwszych zdań i nie było takiej siły, żebym jej ze sobą do domu nie zabrała.
Wiedziałam, że na wsi u rodziny męża czekają na mnie dwie książki, szykowałam na nie miejsce


Kochana Paula odsprzedała mi pierwszy tom Mojego życia z książką Rabskiej. Tak trudno mi było dokupić początek do drugiego, który już od prawie dwóch lat stoi na półce. Wreszcie mam.
A do tego wydawnictwo Bukowy Las wysłało dla mnie swoją nowość wydawniczą - książkę o Przybyszewskiej. Na FB poprosiłam i jest :-) Już podczytałam w autobusie, wygląda na to, że hit!


I to miał być już koniec. Przecież miejsca nie miałam. Ale przyjaciel jak zwykle obdarował mnie dwoma książkami. Marku wybacz, ale Katarzynę Wielką już posiadam, więc mi wymieniono na Kobiet Władzy PRL. Towarzyszka panienka to było moje marzenie, odłożyłam, bo wiadomo.  Ale i tak mnie znalazła :-) Już przeczytana, niedługo o niej napiszę.


U mamy podczas porządków znalazłam dwie książki ukochanej przeze mnie i mamę Stefanii Grodzieńskiej. Kupiłam je kiedyś na urodziny mamie, ale ona już nie poczyta, bo straciła zdolność do tego (to musi być straszne), nie miałaby też cierpliwości, żeby słuchać czytanej książki, więc je zabrałam ze sobą. Jakby co (nadzieja zawsze umiera ostatnia) zawiozę z powrotem


Już w tym momencie nie wiedziałam zupełnie, jak ja się spakuję? Tym bardziej, że miałam już kupioną 'Panią', gdzie był wywiad z Janem Jakubem Kolskim, 'Twój Styl', bo widziałam, że tam wiele ciekawych artykułów i wywiad z Pilchem, do tego 'Wysokie Obcasy Extra', bo cały ciekawy numer (felieton prof.Mikołejki i o Dorocie Wellman) i nie mogłam po prostu przejść obojętnie. Zawsze sobie obiecuję, a potem jak jakaś przemytniczka mięsa z okupowanej Warszawy, jadę wyładowana książkami w kieszeniach kurtki. Niosę ją pod pacha i palę głupa jak mój pies Franek, że to nie ja.
Przed samym wyjazdem pobiegłam jeszcze do kiosku po Wyborczą z Dużym Formatem i co widzę od wejścia?


Zacukałam się, bo nie znam tej powieści Fleszarowej-Muskat. Zrobiłam dzióbka i uruchomiłam proces myślowy, jak to możliwe, przecież mam wszystkie... i nagle mnie olśniło - niżej w tym różowym kółku przecież napisane, że to Biografia pisarki. Odwaliłam indiański taniec w tym kioseczku, napchanym rajstopami, pieluchami, gazetami, proszkami do prania, kołami dmuchanymi i czym tam jeszcze, sami sobie dopowiedzcie. Oczywiście zanabyłam drogą kupna i taka byłam rozemocjonowana, że dopiero w domu, za późno, zorientowałam się, że nie kupiłam Wyborczej z upragnionym DF. Ale skucha. 
Spakowałam to wszystko i tylko się zastanawiałam, jak sobie poradzę, kiedy zważą ten bagaż? Jechałam dwie godziny na lotnisko i zaklinałam rzeczywistość. 
Mole czasem mają szczęście, przeszłam, ale tyle nerwów mnie to kosztowało, że cały lot przespałam. W Dublinie czekały na mnie jeszcze dwie książeczki, daaaawno kupione na Allegro, przywiezione przez przyjaciółkę córki, dwie z czterech w serii (ukochane klimaty)


A w domu czekała przesłana przez autorkę dla polskiej biblioteki powieść - dziękujemy


 Najpierw musiałam odreagować pobyt, stres, trochę wylizać rany, ale po dwóch dniach rozłożyłam się ze stosikiem na łóżku i z godzinę przeglądałam, podczytywałam, cieszyłam się po prostu. Tak oto postanowienia nie kupowania wyglądają w praktyce. Wprawdzie kupiona jedna, ale przytargane kilka.


A że nie samym i książkami człowiek żyje, przywiozłam też film, przyjaciele mi sprezentowali, bo jęczałam, że nie widziałam. Teraz leży obok telewizora, a ja się boję go obejrzeć. Zawsze tak mam ze Smarzowskim, trudna miłość :-)


To by było na tyle. Mam dużo książek do opisania, postaram się nie opuszczać w blogowaniu. Miałam blokadę po wyjeździe, nie miałam w sobie słów, a tam nic nie czytałam, nie mogłam jakoś. Starałam się być na bieżąco z prasą. Zazdroszczę Polakom dzienników, prasy w ogóle. Wyborcza niezwykle ciekawa, a już sobotnia z Wysokimi Obcasami szczególnie. Czwartkowego wydania nie udało mi się kupić, raz za późno poszłam do sklepu, a drugi czwartek opisałam wyżej. Jeden miałam tylko problem, nie wzięłam okularów i pierwszy raz w życiu miałam problem (do tej pory mogłam i bez tego od biedy), litery malutkie, szare, a w magazynach takich jak np. Papermint czy WO Extra druk na obrazkach, częściowo 'zaburzony' jakimiś cudami na kiju, do tego szary, czcionka zmieniana, raz pochyła, raz inna, nie dało rady. Pierwszy raz mi przyszło do głowy, że przyjdzie mi się przeprosić z wersjami na Kindla i będę musiała z czasem kupować takie. Żal, bo lubię papier, zapach druku i nie będzie już to samo, jakkolwiek by mi ktoś nie imputował, że chodzi głównie o treść. Może teraz młodzi tak na to patrzą, ale ja mam jeszcze nawyki - kawa, rogalik, i gazeta w rękach, a nie tablet, nie Kindle. Ech, westchnęła i oddaliła się w stronę zachodzącego słońca...

wtorek, 18 grudnia 2012

Świąteczna lista życzeń - takie małe choinkowe przyjemności

Wszyscy opisują swoje typy na święta, albo to, co by chcieli. Ja też postanowiłam, bo mi to sprawia organiczną przyjemność, nawet jeśli mnie nie stać na ich kupno, powklejam sobie tutaj te książki i już mi lepiej. To nie jest też wpis martyrologiczny pod tytułem - nie mam, taka jestem nieszczęśliwa. Po prostu uwielbiam macać, chociażby przez ekran. Gdybym była w Polsce, poszłabym do księgarni, najchętniej takiej z kawą i do tego, żeby jakaś koleżanka ze mną była, żebyśmy się mogły razem ponakręcać. Jak się nie ma, co się lubi, do tego noga rwie (o tym na moim co-dzienniku), spać się nie da, to chociaż, jak to małżon mówi, okładki, okładki i jeszcze raz okładki.

Wymieszałam te moje marzenia-życzenia, trochę starych, które miałam nadzieję zdobyć, trochę nowych, pewnie tak wszyscy macie.

1. Słodkie życie - Ewa Morelle

pisał o niej Tyrmand, wspominali w książce o Czyżewskiej, ciekawe by było wiedzieć, co ona myślała. Poza moim zasięgiem allegrowym, za droga

2. Moje życie z książką tom 1. Mam drugi, ale nie chcę czytać bez zapoznania się z pierwszym. Nie mogę go nigdzie dostać, bywa na Allegro, ale przegrywam licytacje.





 3. Zamieć śnieżna i woń migdałów - Camilla Lackberg. Nowość, na święta jak znalazł


4. Powrót do Killybegs, powinno być w sumie na pierwszym miejscu. Moje strony, znam historię, znam podłoże, IRA - za mało wiem, ciekawa jestem bardzo.




5. Mam dwie pierwsze, muszę mieć i tę, któregoś dnia na pewno

6. Mam dwa tomy, trzeci koniecznie, a do tego żony







7. Miasto złodziei z wyd. Sonia Draga znowu, wydaje mi się dla mnie


8. Zawsze to chciałam mieć, ale ciągle coś innego wyskakuje, weź się w garść Kaśka!




9.  Wysłuchałam pierwszej, drugą też bym chciała, ale przed świętami nie da rada, jak mawiał jeden Irlandczyk sprzedający owoce.




10. Jak widać latam od rozrywki do poważniejszych tematów, płodozmian wskazany




 11. Opowieść o Izabeli Czajce-Stachowicz, przedwojenne klimaty, lubię




12. Po wysłuchani Dziennika Tyrmanda, ta książka jest po prostu must have dla mnie



13. Miałam w ręku, ciekawa, ale droga. W sferze marzeń, może kiedyś z Allegro?


14. Nic o tej kobiecie nie wiem, frajda poczytać o tej, która kształtowała moją wyobraźnię, kiedy byłam dzieckiem




15. Oba Siedliska bym chciała





16. Uwielbiam ją jako aktorkę, żyła w ciekawych czasach i z ciekawymi ludźmi, koniecznie - Diane Keaton autobiografia


17. Anna German o sobie
18. Ciekawa jestem








Zatrzymam się na dwudziestu.
W tle gra muzyka świąteczna. Ale fajnie mi było sobie tak grzebać w przechowalniach.
Wysoko na liście, chociaż tutaj kolejność też przypadkowa, była nowa powieść Bator, ale niespodziewanie dostałam ją od czytającej pisarki i tak się cieszę, że normalnie chyba będę spała z nią pod poduszką. Dzięki.


Jeszcze kilka w języku angielskim, które mam na oku


Też u pisarki przeczytałam o nich


Ostatnia jej powieść, wydana już pośmiertnie.



Życie mola jest bardzo szczęśliwe, jak nie ma to nie szkodzi, bo samo oglądanie i czytanie o tych książkach u Was na blogach, też jest przyjemnością.

Pozdrawiam wszystkich świątecznie,  pewnie to nie ostatni wpis przed godziną zero, ale gdyby, to wiedzcie, że o Was myślę w ten czas. O Waszych zakupach i prezentach też :-)

czwartek, 5 lipca 2012

Caro, Elka, Wiśka i Mildred - cóż za doborowe towarzystwo


Trzyma się mnie ta piosenka od kilku dni i nie puszcza. Śpiewam pod prysznicem, kiedy się ubieram, kiedy robię makijaż - a to trudno, bo ze względu na rytm i podrygiwanie dupskiem, można sobie oko wydłubać. Nauczona doświadczeniem pilnuję się, żeby nie śpiewać w sklepach na głos, ale w samochodzie, kto mi zabroni?

Ale nie o tym miałam pisać.
Nie wiem, czy czasem bywacie na profilu Notatek na Facebook, tam pisałam, więc może dla niektórych się powtarzam, że mam wielką ochotę na czytanie, ale wszystko bym chciała na raz, więc rozedrganie we mnie wielkie i to mnie męczy. Książek do czytania bez liku. Pojechałam odwiedzić Monikę z Niebieskiej Biblioteczki, całą drogę z twardym postanowieniem, że żeby nie wiem co tam było, nie będę pożyczać, bo przecież dużo czeka. I co zrobiłam? Jak jakaś durna, jak tylko zobaczyłam te książki, poprosiłam o użyczenie na kilka tygodni. To jest nienormalne.


A tutaj książki przywiezione przez córkę. Nie miała miejsca w bagażu, jak wracają z Markiem z Krakowa, ile by mnie miała wykupione, będzie za mało, ale dla mamy zawsze na książki znajdzie miejsce i dzięki temu mam biografię naszej Noblistki, a obok biedniutko, w porównaniu z tym tomiszczem w twardej oprawie, wyglądająca Zofia Woźnickiej książka Było takie lato, którą tak przewodnikpokrakowie  polecała, że nie mogłam jej nie zdobyć. Na szczęście była do kupienia za grosze na Allegro. Jaka to dziwna historia z tymi starymi książkami, dziewczyna ją sprzedająca, nie jakiś antykwariat czy księgarnia, chciała się jej pozbyć i nie mogła, a ja tak bardzo chciałam kupić. Był problem z odebraniem w Polsce, nawet mówiła, że do Irlandii za nic pośle. No, ale się znalazł kanał przerzutowy i jest u mnie, nikt na tym nie stracił, a ja zyskałam takie malutkie czytadełko.


No dobra, to się pochwaliłam, a teraz o serialu, który właśnie z mężem obejrzeliśmy, a zasługuje on na większą uwagę - produkcja HBO 'Mildred Pierce'.
Kiedy był nadawany pierwszy raz na kanale HBO, przegapiłam pierwszy odcinek i jakoś mi się nie chciało nadrabiać. Dzięki powtórkom letnim wróciłam do niego teraz i ręce ku niebu wnoszę w okrzyku WHY? Dlaczego tak długo czekałam z obejrzeniem tak fantastycznego serialu? A przecież wiedziałam, że dostał on wszystkie możliwe nagrody.
Nie będę wklejać tu trailera, bo dużo w nim widać, a jak chciłabym, żebyście go obejrzeli nie spodziewając się niczego, jak mnie się to zdarzyło. Ależ to było rollercoaster emocjonalny!

Koniec prohibicji w USA. Mildred zostaje sama z dwójką dzieci, mąż opuszcza ją dla innej kobiety. W tamtych czasach, kiedy praca w usługach była dla wielu ludzi poniżeniem i upadkiem, w dobie czarnego kryzysu, kiedy firmy upadały jedna po drugiej, ona, niepracująca nigdy kobieta, zostaje na lodzie. I tu zaczyna się historia jej życia 'po mężu', pięć odcinków, duży przedział czasowy, dużo się dzieje, prywatnie, zawodowo, wszędzie.
Fantastycznie pokazane uczucia, bez żadnego kiczu, bez cukrzenia, bardzo prawdziwie. Życie Mildred nie oszczędzało, ale ona dzielnie dawała sobie radę. Aż do czasu... O nie, nic więcej nie napiszę.
Powiem tylko, że z mężem jeszcze z pół godziny po zakończeniu ostatniego odcinka siedzieliśmy milcząco w fotelach i przemyśliwaliśmy, co właśnie się tam zdarzyło. Nie wiem, może dlatego, ze mamy dzieci, tak nami to wstrząsnęło? Film po prostu trzeba zobaczyć. Seriale HBO, przynajmniej niektóre, to są istne majstersztyki, a każdy odcinek jest jak film, równie dobry, równie bogaty, równie pieczołowicie zrealizowany.

Spójrzcie jak Kate Winslet cieszyła się po otrzymaniu Emmy za rolę w tym filmie. Jakąż ona ma klasę, jak ona potrafiła to okazać. Kiedyś nie bardzo ją lubiłam, ale teraz uważam, że jest jedną z najlepszych aktorek, nie wyobrażam sobie nikogo innego w Lektorze na przykład.
Ten serial jest nawet dla tych, którzy nie lubią seriali, ma tylko pięć odcinków i zaspokoi nawet najbardziej wybrednych. 


sobota, 31 grudnia 2011

Książki przybyłe ostatnim rzutem na taśmę, podsumowań nie będzie, obietnic też nie, za to jedno wyzwanie, które zaskoczyło mnie samą

Kochani, kończy się ten rok. Nie będę nic podsumowywać, wyznaczać najlepszych i najgorszych książek, co miałam powiedzieć o nich, napisane na blogu. Czy przeczytałam mało, czy dużo, nic mnie nie obchodzi. Najważniejsze, że mam wiele radochy z czytania, że czekają na mnie wspaniałe książki, że polska biblioteka się pięknie rozwija i patrzę raczej w przyszłość niż przeszłość. Aż mi się ręce trzęsą do tego, co na mnie na półkach czeka, tak więc, chociaż nie przystępuję z zasady do żadnych wyzwań, tym razem postanowiłam dołączyć do TEGO:


Zachęca ono do czytania książek zakupionych przed 2012 rokiem, należących do nas. Takiego mi trzeba właśnie.
Będę mogła do niego włączyć te książki, które w wyniku pewnej umowy, bynajmniej nie recenzyjnej, przybyły do mnie od PWN 




Wzięłam w ręce te o dwudziestoleciu międzywojennym i oszalałam - jakże one pięknie wydane, ciekawe komentarze, piękne zdjęcia. Uczta.
Poza tym ciekawe wspomnienia kobiet z Gułagu. Język angielski dla męża i dla mnie słownik ang-pol i odwrotnie, przydatny będzie do tłumaczeń, na pen drive hasła są umieszczone. Nawet bez dostępu do sieci będę mogła skorzystać.
Niespodzianka wielka, bo sama zamówiłam, ale się nie spodziewałam tak szybko.
Taki koniec roku, to ja rozumiem

Kochani - życzę Wam wspaniałych lektur w 2012 roku, żebyście szczęśliwie, suchą nogą,  przez niego przeszli, jeśli komuś się darzy, niech tak zostanie, jeśli ktoś ma pecha, niech pech zostanie w starym roku. Tak czy tak, niech Wam się darzy.

niedziela, 25 grudnia 2011

Nadejszła wiekopomna chwila, papier w strzępach :-)

Paczki otworzone, ciekawość zaspokojona, radość nieopisana, ale za to obfotografowana. Ja nie, bo tonęłam w papierach, zakładkach i książkach, ale moje dziecko mi zdjęcia strzeliło. Mnie tam nie ma, po co Wam trauma na całe życie :-). Ale zdobycze są na zdjęciach jak najbardziej.

Jak obiecałam, nie rozpakowałam, tak jak 'stały' poszły pod choinkę.


Leżą po lewej, dwa pakiety, których nie mogłam otworzyć, bo od razu bym wiedziała, co w środku, szara koperta od Wiewióry, a na spodzie jest granatowa paczuszka od Książkowca.


Na pierwszy ogień poszła ta od Wiewióry, bo  na wierzchu. A w niej piękne wyroby samej ofiarodawczyni, dwie filcowe podkładki pod kubki, do tego filcowe kolczyki piękniste kulki (ja nie wiedziałam, ze z filcu takie cudeńka można zrobić!!!), własnoręczna zakładka, która jest równocześnie kartką świąteczną, no i książka 7 babek, 1 dziadek. Szkoda, że nie pokazałam tego na zdjęciu, ona jest oprawiona w twardą okładkę, a dopiero w srodku jest ta właściwa, książkowa. A do tego piękna wizytówka z koralikiem, która dla mnie też będzie zakładką, bo sznureczek z koralkiem zostawiłam. Wizytówkę odwróciłam, bo nie wiem, czy sobie Wiewióra życzy, żeby widać było jej namiary. Na jej blogu twórczym są cudeńka, jest też strona ze sklepikiem, ale ja o tym nie wiedziałam, bo czytam jej bloga kulinarnego. Kobieta wielu talentów, do tego wielkiego serca, ze się ze mną podzieliła Dziadkiem :-)
Mam nadzieję, że moja paczuszka trafiła w Twoje upodobania.


Druga paczuszka przyjechała do Kate, Irlandzkiej koleżanki, która niestety mieszka daleko ode mnie. Kate swoim zwyczajem, nic nie mówiąc, pewnie po przeczytaniu posta na blogu, wysłała strzał w dziesiątkę, czyli The Sealed Letter. Czytałam Emmy Donoghue The Slammerkin i Pokój i bardzo mi się podoba jej pisanie. Dzięki Kate, śliczna kartka, życzenia i dużo serca w tej przesyłce. Niech Wam się z Cezarem darzy. Kate bloga niestety nie ma, może pomyślisz o tym kochana kuleżanko???


Ta paczuszka poniżej leciała aż zza Oceanu. Madzia wysłała drugą powieść Emmy Donoghue Life Mask. Widziałam wydania brytyjskie i powiem Wam, że się nie umywają do tego amerykańskiego. Ma piękne gładkie strony, kremowe - uwielbiam ten kolor, jesty przyjazny dla oczu, kiedy się czyta. Poza tym pozostawia wrażenie, że się starą książkę czyta. Madziu dziękuję, również w dychę trafiłaś.
Dostałam też kartkę skomponowaną ze zdjęć Magdy pociech, śliczna. Poszła do albumu.


No i ostatnia paczka od Książkowca - Pruszkowska, która jest prawdziwym rarytasem (mam list i klucz, to już mi tylko jednej brakuje, hurra!!!). Do tego Ksiądz Rafał, którego mi się ciągle nie udawało kupić, piękna podkładka z aniołem (już mam ją na biurku przy komputerze), zakładka robótkowa (ta różowa) i całe naręcze pięknych zakładek papierowych. A wszystko w towarzystwie własnoręcznie wykonanej kartki. Ja nie umiem nic rękami, to serdecznie podziwiam. Książkowcu, tak to zapakowane, poukrywane, mimo, że w jednej paczce, że co chwila okrzyki wnosiłam - o tu mam coś, o i tu coś jeszcze ....



Ale radochy mi sprawiliście. Faktycznie nie miałabym żadnej książki (chociaz mnie dziecko nieźle obsztorcowało za to, ze jej nie kazałam nic kupować z książek, a potem przeżywałam, powiedziała, że już mi nigdy nie uwierzy, haha).

Jest też i inny stosik, z tego, co dostali moi bliscy


DVD Maja w Ogrodzie dla męża, bo on ją uwielbia i gdyby nie to, że ona daleko, byłabym zazdrosna. Zresztą może powinnam?
The Alchemist dla Misi
Trzy Indridasony dla Jeszcze-Nie-Zięcia, pod poduszkę dostał Miłoszewskiego Uwikłanie po angielsku
Tancerka Degasa dla Misi
Ingheritance też dla córki
Hypnostist dla Jeszcze-Nie-Zięcia od córki
Trylogia o rycerzach zakonu krzyżowców dla męża ode mnie
A na samy dole dla córki, nie mam sama pojęcia co to jest, haha. Prosiła, zamówiłam na Amazon. Coś dla grafików.

Ot i tak sobie teraz grzebię w tych moich prezentach. Jak co roku, rodzinka rozeszła się po swoich kątach, Posprzątane, jedzenie pochowane, pies coś tam przez sen marudzi, jest już po drugiej w nocy, a ja jeszcze tutaj piszę i się raduję tym dniem.
Mam nadzieję, że u Was też wszystko dobrze.