niedziela, 19 sierpnia 2012

O wizytach na blogu rzecz ta będzie

Miałam zupełnie inny pomysł na dzisiejszego posta, bo chciałam Wam opowiedzieć o moim prywatnym projekcie Łapicki. Ale poczytałam różne wpisy gdzie nie gdzie o wizytach i komentowaniu, o tym, jak to niektórzy są zawiedzeni poziomem komentarzy, o nielubieniu tego czy owego jeśli idzie o ich treść i styl i jakieś ziarno mi dzisiaj w głowie, najpierw się zagnieździło, a potem podczas zmywania naczyń kiełkowało. Może to dlatego, że dużo wody i szorowania było. Jak mój mąż gotuje, to klękajcie narody, smaczne, ale zmywania potem na godzinę (zakładając, że część pójdzie do zmywarki).

Ale ad rem - mój głos w dyskusji będzie taki, pozwólcie, że pojadę Żuławskim średnim, tym od Zośki (on u siebie w felietonach dla TS co chwila pisał, bo a), bo b)...):

a) nie przeszkadzają mi ŻADNE wizyty, ani ŻADNE komentarze. Publikuję wpisy na blogu otwartym i każdy może tu wejść i powiedzieć, co myśli

b) jest jeden wyjątek do punktu 'a' - komentarze chamskie, złośliwe, również te ukrycie złośliwe, które próbują mi wmówić, że w istocie nie są, jedynie ja nie posiadam wystarczająco dużo inteligencji, dystansu i poczucia humoru. Logika zapożyczona od Wojewódzkiego. Te komentarze są czasem anonimowe, czasem nie, ale nieważne czy podpisane czy z określonymi nickami, poznaję po kilku słowach, nie czytam dalej, nie odpowiadam, czasem jak mi się chce, usuwam. Imponuje mi, że znajdują moje słowa tak interesującymi, że poświęcają czas na pisanie komentarzy i jak sami mówią, na wnikliwe czytanie wpisów. Ja, kiedy mi się jakiś blog nie podoba, nie po drodze mi z autorem, po prostu tam nie zaglądam, a  na komentowanie tym bardziej nie miałabym czasu. No, ale żyję swoim życiem i pasjami, innym może nudno. Jak o tym pomyślę wnikliwiej, niech i oni sobie piszą, skoro to jedyna w ich mizernym żywocie rozrywka, uprzedzam jedynie, że nie odpowiadam, nie czytam, czasem jak jakiś dłuższy elaborat i zakładam, że może być toksyczny, usuwam w siną dal. Jeśli są zamieszczane po to, żeby mnie dotknąć, szkoda czasu i atłasu, bo ich treść jest mi obca, gdyż jak już wspomniałam, po prostu nie czytam.

c) jeśli idzie o komentowanie - nie uważam, żebyśmy prowadzili blogi i się na nich odwiedzali po to, żeby spełniać czyjeś oczekiwania i ambicje, co do wizytujących. Kiedy ktoś pisze, że takie czy inne komentarze są nie do przyjęcia ze względu na ich poziom, zaraz czuję, że i ja do wymaganego poziomu pewnie nie dorastam i odechciewa mi się interakcji z innym blogerem, a w konsekwencji, bywania na tym blogu. U mnie możecie pisać, co chcecie, że macie na liście, że chyba nie dla Was, że może kiedyś, że nie znam tej pani.... Kiedyś się zżymałam na takie oświadczenie, szczególnie dotyczące klasyków czy ludzi bardzo uznanych, jak Cybulskiego, Miłosza, Julii Hartwig ostatnio. Ale mi przeszło, bo przemyślałam temat i doszłam do wniosku, że dużo jest ludzi młodych tutaj, a nie ich wina, że się urodzili dużo wcześniej ode mnie. Nie ich również wina, że poziom edukacji i cięcia programu są takie, że nie znają wielu pisarzy czy myślicieli, czy aktorów i kończy się na tym, że nie mają pojęcia, kim był Cybulski czy Łapicki, jak ktoś ostatnio też zauważył. Natomiast jeśli ktoś napisze - nie interesuje mnie i koniec, żadnego merytorycznego argumentu, a uznaje za konieczne napisać coś takiego, to dla innych jest to znak, że chodzi tylko i wyłącznie o reklamowanie siebie, jako innego blogera

d) bywam na blogach dużo młodszych blogerów, gdyż kupując książki do biblioteki dla różnego odbiorcy, również młodszego, ciekawa jestem, co tam w trawie piszczy, ale nie zachwycam się wampirami itp, gdyz już jestem na to za stara, nie komentuję jednak, że nie dla mnie, że nie znam tego pana z zębami na wierzchu, bo po co? Natomiast czasem się włączam do dyskusji, kiedy ktoś bzdury wypisuje o jakiejś książce z klasyki, może nawet wybitnej, a nie widzi nic poza te swoje wampiry, no cóż, jestem tylko człowiekiem i mnie też niekiedy ponosi. Cenię sobie wtedy umiejętność opamiętania.

Kilka razy dyskusja poszła za daleko (na różnych blogach, nie tylko młodych czytelników) i przeprosiliśmy się z interlokutorem za porywczość w dobieraniu argumentów i ich prezentowaniu. Czasem małe słowo 'przepraszam' czyni cuda. Ze wstydem przyznaję, że dwukrotnie nie ode mnie pierwszej ono wyszło. Uczę się sztuki 'wstrzymywania koni', przy moim temperamencie dyskusyjnym i pasji do książek, czasem trudno. Nie od dawna wiadomo, że przepraszam jest czasem najtrudniejszym słowem, ale zachęcam, i siebie, i innych, do używania go częściej i odważniej.

e) pewnie, że wolałabym, żeby notki czytano wnikliwie, ale już takie czasy, ze młodzi szczególnie, nie mają cierpliwości i nie z braku szacunku, ale złego nawyku, czytają początek, trochę środka i koniec. Myślę, że mnie się to rzadko zdarza, żebym wyczuła brak znajomości treści notki, ale inni się na to skarżą często, stąd moje zdanie w tej sprawie - nic na to nie poradzimy.
Nie wymagam, zeby moje blogi czytali tylko chudzi, tylko mądrzy, tylko brunetki, tylko humaniści czytający dużo, tylko czytający kryminały, nie czytający romansów itp. Jeśli chociaż jedna osoba po przeczytaniu moich wrażeń z lektury, sięgnie po autora czy jakąś powieść i się zachwyci, to już jestem szczęśliwa.

f) generalnie, jesli widzę, że moje komentarze gdzie indziej pozostają bez odpowiedzi, nie raz, a taka norma, przestaję bywać, przestaję czytać. Nie chcesz mnie jako czytelnika, ignorujesz, nie ma mnie tam, gdzie nie ma tego, o co chodzi.

Kiedy zaczęłam pisać blogi i czytać innych, byłam prze-szczęśliwa, ze spotykam ludzi kochających książki czy podzielających takie same zainteresowania czy poglądy, a jeśli nie, umiejący o różnicach dyskutować. Nic mi nie przeszkadza, nic nie denerwuje, nie zawracam sobie głowy takimi sprawami. Po prostu czerpię radość z blogowania czego i Wam życzę.
A przez trzy lata, bo niedługo taką rocznicę będę obchodzić, spotkałam dzięki przebywaniu tutaj, wspaniałych, wrażliwych ludzi, których, mimo, że tylko na ekranie, traktuję jak dobrych znajomych, jak blogowe przyjaciółki i przyjaciół i nic mi tego nie odbierze, tym bardziej jeden czy dwa byle jakie komentarze. Zresztą czy w ogóle są byle jakie? - w każdym przypadku ktoś musiał poświęcić czas, żeby je zostawić. Generalnie powiem tak - więcej wyrozumiałości, a jeśli idzie o różnice - ekumenizm blogowy by się nam tu przydał. Pozdrawiam Was wszystkich, jesteście wspaniałym dopełnieniem mojego życia.

109 komentarzy:

  1. Zaczyna mnie to przerażać, jak bardzo podobnie myślimy.
    Dobrze, że jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, mnie to nie przeraża, mnie to fascynuje, że można spotkać kogoś, kto skończyć moje zdanie i nie umknęłoby nic z myśli, którą chciałam wyrazić. Też się cieszę, że 'cię mam'

      Usuń
  2. Oh, żeby wszyscy byli tacy światli, otwarci, wyrozumiali i nieustraszeni jak Ty Kasiu, to świat ten byłby rajem.
    Serdecznie zawsze.
    Ofca (wybieram anonimowy profil, bo żaden inny tutaj do mnie nie pasuje. Na Gazecie jak zawsze :)
    P.S. Ja ostatnio mało czytam :( zdałam sobie z tego sprawę nie dalej jak wczoraj i dlatego odkurzyłam ostatni prezent urodzinowy, Amosa Oza Opowieść o miłości i mroku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ofco, jeśli ci wygodniej, te same wpisy ukazują się na Notatkach bloxowych, tam się nie musisz logować, bo już jesteś.
      A jeśli idzie o Amosa Oza, jeśli ci się nie spodoba i będziesz chciała na stos z nim, to chętnie go od Ciebie odkupię, bo jest niedostępny ostatnio, a bardzo chciałabym go mieć. Chociaż jak znam Oza to marne szanse, bo on jest po prostu świetny, a ta wyjątkowo szczera. Czytałam do połowy po angielsku, ale jest tak wydana, ze mi oczy siadły i nie dałam rady
      Z tą światłością to wiesz, bez przesady, uczę się pokory każdego dnia (bo buta mi przychodzi automatycznie, haha)

      Usuń
    2. Kasia, oddać Ci nie oddam, bo Oz to jeden z moich koników, ale z przyjemnością Ci podeślę żebyś przeczytała! Mam książkę po polsku, więc łatwiej :)

      Usuń
    3. Napisałam na wypadek, gdybyś była jedną z tych pań, które czytają a nie zbierają, zawsze lepiej sprzedać, jest w tedy kasa na kolejną. Jeśli taka sprawa, to może kiedyś jak bedę w Dublinie będzie okazja tę książkę pozyczyć i zwrócić po przeczytaniu. Będę pamiętać. Dzięki

      Usuń
    4. Oh weź, ja Ci ją wyślę!

      Usuń
    5. dzięki za gotowość pożyczkową, ale najpierw czytaj Ty. Ciekawa jestem jak ci się spodoba?

      Usuń
  3. Witaj :) zdecydowanie zgadzam się z tym co napisałaś. Ja jedynie chamskich, wulgarnych komentarzy lub złośliwych nie znoszę i przyznam, że dwa razy usunęłam je by nie dać powodu komuś do podsycania głupiej dyskusji. Krytykę konstruktywna cenię, poprawiać się staram zarówno jako kucharka jak i bloger czyli ta co pisze :)
    Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję, że w końcu prześlę Ci obiecana książkę, przepraszam za zwlokę ale czas wakacyjny okazał się być jakimś szalonym!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiewióro, czasem człowiek sie wkurzy, czasm skasuje, czasem nauczy czegoś, przyjmie inny punkt widzenia, tak czy tak, co za pomysł, żeby jednych witać z otwartymi rękami, a innych nie chcieć widzieć. zamknąć bloga, zapraszać za podaniem hasła, to tak. Toksyczne, zjadliwe kasować, bo zatruwają i innych, to jedyny wyjątke

      Usuń
  4. Oooj ja też nie lubię jak się nie odpowiada na moje komentarze. Wiem, nie zawsze się da, bo co czasem odpisać na moje jedno zdanie? Zresztą, ja w ogóle rzadko gdziekolwiek komentuję, ale jak już komentuję, jak napiszę coś dłuższego, się naprodukuję to chciałabym, żeby mi chociaż zwykłym uśmiechem ktoś odpowiedział, żebym wiedziała, że w ogóle ten komentarz widział. Nie lubię jak się mnie olewa i nic na to nie poradzę. Zresztą nie lubię też gdy odpowiadam na jakiś komentarz u siebie i miałabym tak ochotę pociągnąć dyskusję, a się nie da, bo ta osoba już do tej notki nie zagląda. Przykre, ale co poradzę?
    Co do komentarzy i ich poziomu. Ja też właściwie cieszę się z każdego zostawionego u mnie, ale to może dlatego, że rzadko ktoś zamieszcza u mnie jakieś swoje reklamy czy komentarze, z których jasno wynika, że nie chciało mu się przeczytać nawet początku mojej notki. Ale ja rozumiem też tę drugą stronę, bo jakby mi ktoś pierdoły za przeproszeniem wypisywał i wklejał w komentarzach tylko adres swojego bloga pod każdą moją kolejną notką to też bym się wściekła... Nie raz widziałam u innych komentarze na widok których ogarniał mnie pusty śmiech, albo takie które powtarzały się na dziesięciu blogach z rzędu, a nie różniły się ani jedną literką, ani przecineczkiem, niczym... I jak się wtedy nie złościć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izusr - ja też nie jestem popularna wśród tych, którzy wklejają kolejne reklamy czy takie same zdania, może dlatego jest mi łatwiej się nie wściekać, ale z drugiej strony, jest tyle rzeczy, które naprawdę zatruwają nam życie, po co się podniecać czymś takim. Wkleił, wszędzie to robi, obciach należy do wklejacza, blogowi niczego to nie ujmuje

      Usuń
    2. Też racja, ale to się czasem robi człowiekowi tak zwyczajnie przykro, że się napocił przy tej recenzji czy opinii czy jak se kto tam chce nazywać (bo to wciąż kwestia sporna, zdaje się), a komentującemu się jej nawet przeczytać nie chce. To chyba trochę stąd ta wściekłość.

      Usuń
    3. Przykro pewnie czasem tak, ale z drugiej strony, przy tym zalewie informacji i stron i tak cud, że tyle ludzi w ogóle wchodzi i chce chociaż kawałek przeczytać.

      Usuń
  5. Podoba mi się zwłaszcza punkt f)
    -generalnie, jesli widzę, że moje komentarze gdzie indziej pozostają bez odpowiedzi, nie raz, a taka norma, przestaję bywać, przestaję czytać. Nie chcesz mnie jako czytelnika, ignorujesz, nie ma mnie tam, gdzie nie ma tego, o co chodzi.
    Do tej pory zrobiłam jedynie dwa wyjątki w tej kwestii.
    Poziom komentarzy świadczy o komentujących, tak jak poziom wpisu o piszących, więc sami sobie - jedni i drudzy wystawiamy ocenę.
    Natomiast nie zdarzyło mi się nie przeczytać komentarza do końca, bo - jak wyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. guciamal - ja nie czytam tylko dwóch komentujących, których najpierw czytałam uważnie, potem probowałam zrozumieć, potem stwierdziłam, że to żałosne próby zdenerwowania mnie, przestałam. Nie czytam i już.
      Ja też mam jeden czy dwa wyjątki u kogoś kto w ogóle nie odpowiada na komentarze, ale to musi być ktoś wyjątkowy

      Usuń
    2. No to rozumiem :)Na razie nie trafiły mi się takie złośliwe trolle, ale kto wie :( Pozdrawiam

      Usuń
    3. guciamal, ja nawet nie wiem, co to są trolle, i czy to są trolle? Może po prostu ktoś, kto uważa, że jestem głupia i ma obowiązek mi to zakomunikować.

      Usuń
    4. Trolle to jeszcze obiły mi się o uszy, ale ostatnio musiałam się zapytać w komentarzu, kim są "hejterzy", o których była mowa w tekście wpisu, bo - chociaż znam angielski - jakoś zupełnie nie skojarzyłam, o co chodzi ;) Człowiek całe życie się uczy. :)

      Usuń
    5. też się z tym określeniem spotkałam, ale dla mnie i troll i hejter to po prostu żałosny człowieczek małego serca, który musi bo sie udusi, dokopać bliźniemu.

      Usuń
  6. Parę razy zastanawitałam się nad sprawą komentarzy i dlaczego blogerzy tak oburzają się na pewien ich rodzaj. Jestem w trochę innej sytuacji niż "starzy wyjadacze", jako początkująca blogerka cieszę się z każdego komentarza (a jeśli jeszcze nawiąże się dyskusja to już szał:)) Nie przeszkadza mi nawet bardzo promowanie swojego bloga, rozumiem, że dla niektórych pokusa jest zbyt wielka. Sama staram się zazwyczaj napisać coś konstruktywnego i w miarę sensownego, a jeśli nie mam nic ciekawegodo napisania do wolę tego nie robić. Ilość trolli w internecie jest niezliczona i chyba trzeba się z tym pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, pewnie tak, ilość frustratów i żyjących zyciem innych, jest wielka i dla nich też jest miejsce. Dla każdego. Ale ja nie muszę tego czytać i już. Jeśli idzie o reklamę, wszystkiego ludzie próbują, to też nie jest tak strasznie wkurzające, chociaż kilka razy usunęłam, bo oprócz linka nie było nic innego.

      Usuń
    2. Na szczęście u siebie na blogu jeszcze się z tym nie spotkałam, ale czytając tak na prawdę cokolwiek można natrafić na osoby, które umyślnie prowokuje. Staram się przechodzić nad tym do porzadku dziennego i nie psuć sobie nerwów, ale czasem się nie da. Reklamy są wkurzające wszędzie, ale od tego już się nie uwolnimy :)

      Usuń
    3. Nie uwolnimy się od wielu zjawisk, ale można je ignorować i nie bywać tam, gdzie nas coś irytuje

      Usuń
    4. A czy wasze wpisu, drodzy blogujacy to nie jest jedna wielka 'prowokacja', bo was cos irytuje, zachecajaca do komentowania bo dyskusja raczej nie ma racji zaistnienia dla wszystkich.

      Usuń
  7. W kontekście odpisywania na komentarze mam wyrzuty sumienia i chyba zaraz się z nich wyspowiadam w "niedzielniku". A co do dziwienia się, że ktoś czegoś może nie znać - też mnie kiedyś zdumiała nieznajomość Orwella u komentującej osoby (studentki), ale pomyślałam podobnie jak Ty i przestałam się dziwić.

    Moc serdeczności:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczycielko, nie zauważyłam u Ciebie obsuwy z odpowiadaniem, ale to może dlatego, że dyskusja jak nie na blogu to na FB i mi nie brak interakcji z Tobą. Natomiast zdarza się, że autor bloga odpowiada na niektóre tylko i wtedy jest przykro, bo dlaczego na mój nie?

      Usuń
    2. A z tym Orwellem i studentką, to znam ból, kiedyś się aż z nerwów popłakałam, tak się przejęłam, że ktoś nie zna pisarza, o którym powinien chociaż słyszeć, a wypowiadał się z pozycji - jakie to g... nie do czytania. Przeszło, bo ja z wiekiem coraz mniej przestaję się dziwić

      Usuń
  8. Amen :)
    Zgadzam się zwłaszcza z punktem f) ;) Trochę mnie irytuje, jeśli nie odpowiada się na moje komentarze, gdyż zwykle staram się napisać coś więcej niż tylko jednozdaniowe notki (jeśli są jednozdaniowe, to oczywiście nie wymagam odpowiedzi, bo to nie jest konieczne:)), chociaż elaboratów też zwykle nie piszę. Złych doświadczeń z komentarzami i komentującymi nie miałam, cieszę się z każdego :)
    A tak w ogóle, to mogłabym podpisać się "obiema ręcami" pod Twoim ostatnim zdaniem:
    "Pozdrawiam Was wszystkich, jesteście wspaniałym dopełnieniem mojego życia." Piękne i prawdziwe również w moim przypadku. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaye - o tak, Twoje komentarze są zawsze niesztampowe i widać, że do każdego wpisu przeczytanego od góry do dołu dodajesz głos w dyskusji lub po prostu swoje zdanie, nawet jeśli tylko jedno :-) I masz prawo, szczególnie Ty, się dąsać, jeśli ktoś to ignoruje.

      Usuń
    2. a ostatnie zdanie może wydać się egzaltacją, ale ja uważam, ze należy mówić ludziom to, co im się należy, jeśli to jest miłe

      Usuń
    3. Aj tam, jako okrutnie egzaltowana osoba- uważam, że egzaltacji nigdy dosyc :)jeśli nie robi się tym komuś krzywdy

      Usuń
    4. Guciamal - wyjęłaś mi to z ust, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmiało, haha

      Usuń
    5. Odrobina pozytywnej egzaltacji nikomu nie szkodzi :)

      Usuń
  9. Właśnie poczułam wyrzuty sumienia, bo nie zawsze odpowiadam szybko na komentarze, czasami to trwa dzień lub dwa... albo i dłużej. Powód prozaiczny... życie. Mam je poza blogiem i chociaż uwielbiam pisać swój i czytać inne, to czasami mam taki dzień, że ani razu nigdzie nie zajrzę.
    Co do reszty to zgadzam się w pełni. Swojego czasu popełniałam błędy i angażowałam się w dziwne dyskusje na temat blogerów i blogowania, ale to zawsze sprawiało, że traciłam do tego serce. Nie mam już ochoty oceniać innych a tym bardziej sposobu komentowania. Zraziłam się kiedyś po dziwnej dyskusji na ten temat i już nie mam więcej ochoty. Zgadzam się z tą wyrozumiałością bo miejsce w sieci jest dla każdego. Ja cieszę się, z każdego komentarza, nawet "nudnego". To, ze ktoś poświęca tą odrobinę czasu i zostawia swój ślad dużo dla mnie znaczy, bo ja zazwyczaj nie mam na to czasu. Dostęp do komentowania jest u mnie dla wszystkich i czasami zdarza się spam, ale zawsze mogę go przecież usunąć.
    I ja serdecznie pozdrawiam i cieszę się, że miałyśmy okazję się poznać blogowo:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bigosowo - nie trzeba żebyście odpisywali szybko, ale żeby w ogóle kiedyś :-) Albo zbiorowo, wszystkim, dać znak sygnał, że czytaliście. Byle nie jak u Koterskiego w Nic śmiesznego, oglądałaś. Bo wybuch byłby jak ta lala.
      A dyskusje na blogach potrafią być bez końca i zmierzać donikąd, pewnie taka ich uroda.

      Usuń
    2. Nie, nie jak u Koterskiego to próbować nie będę:) Ale jest to jakaś myśl, by tak ogólnie:) Ale jak tak myślę sobie, to zdarzało mi się i po dwóch tych, ale odpowiadałam:)

      Usuń
    3. Mnie chodzi o takie sytuacja, kiedy ktoś bywa na blogu, widać, że ma czas, odpowiada nie niektóre, a na niektóre nie. Nie chcesz, twoja sprawa, ale nie muszę u ciebie bywać - myślę wtedy i przestaję

      Usuń
  10. Patrzę na Twój wpis pod względem samej siebie i dochodzę do wniosku, że jest mało komentarzy, które mnie irytują. Granice zostały przekroczone, kiedy pewien urażony pisarz, podszywał się i wypisywał kilkanaście anonimów, ale na moje szczęście, w obronie wolności słowa, stanęli inni blogerzy, bo facet był z tych co "ja to jestem najmądrzejszy i moja racja jest najmojsza". A tak w ogóle - bardzo zdrowe masz do tej kwestii podejście i dobrze :)Ostatnie zdanie miłe dla duszy! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domi, a tego numeru z pisarzem nie znam, to straszne musiało być. Irlandczycy mają takie powiedzenie, kiedy dyskusja trwa długo i nie widać końca ani porozumienia - We agree to disagree. czyli zgadzamy się co do tego, ze się nie zgadzamy. I tak powinny się kończyć takie sprawy

      Usuń
  11. Podpisuje sie pod kazdym punktem. Nic dodac nic ujac.
    Kiedys odwiedzalam pewien blog, bardzo ciekawy, interesujaca autorka, ale zniechecila mnie ciaglymi pretensjami do obserwatorow tegoz bloga- bo nie komentuja, a jezeli juz, nie tak jak by sobie zyczyla autorka, bo za malo, bo niedobrze, bo nie zrozumieli.
    Pomimo wszystko blog sie pisze najpierw dla siebie. Cos nas porusza, zaskakuje, ciekawi, gniecie czy smieszy i chcemy to utrwalic, a jezeli do tego, komus sie spodoba, to pieknie!
    Jak w zyciu: najpierw trzeba pokochac siebie, zeby kochali nas inni.
    Do tego, nie oszukujmy sie, dla wiekszosci z nas czas jest przewaznie normowany i nie zawsze jest go wystarczajaco duzo, zeby pisac zawsze i u wszystkich, do tego, jezeli komentarz ma byc obowiazkowy to cala zabawa w blogowanie traci na urodzie i przestaje byc juz smieszna!
    Pozdrawiam niedzielnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, głównie chodzi o przyjemność blogowania. Ale jak ktoś zostawia komentarz, to powinien doczekać się odpowiedzi, bo to jakby przy stole do kogoś coś powiedzieć i być kompletnie zignorowanym

      Usuń
  12. Ze wszystkim na tak:)
    Lubię komentarze, choćby najkrótsze, bo przecież nie piszę dla siebie (no, trochę tak). To znak, że ktoś czyta, że poświęca mi swój cenny czas. Blog to też rodzaj rozmów, których mi brak na co dzień. Często komentarze przewyższają erudycją mój wpis. Ile ja się wtedy ciekawego dowiaduję! A ile dobrych książek dzięki nim kupiłam! Arcyrzadko bywa troll, ale staram się omijać tematy, które mogą go po guglowych łączach do mnie sprowadzić. Miło tu u ciebie, jesteś dobrym duchem blogosfery:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu - u Ciebie dyskusje są zawsze na tak wysokim poziomie, że ja się czasem boję odezwać, bo częstokroć nie mam takiej wiedzy historycznej czy literackiej. Widać jaki blog, takie komentarze, a Twój należy do wysokiej półki. Za to dowiaduję się z niego i komentarzy bardzo wiele. Dzięki za miłe słowa

      Usuń
  13. Fajnie, że masz takie zdrowe podejście do sprawy. Przeraża mnie ludzka nadwrażliwość, przede wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, wcieło mi komentarz do Ciebie.
      Po krótce chodziło mi o to, żeby nie hodować w sobie nadwrażliwości, a jeśli się ją już ma, to jakoś z tym żyć, niestety nie da się od razu wyeliminować obrażactwa. Natomiast uważam, ze rozmowa od poziomie ludzi odwiedzających i komentujących jest co najmniej nie na miejscu. Co to ma znaczyć, kiedy ktoś pisze, że jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia, nie mów wcale. I kto to ma ocenić, czy to ciekawe czy nie?

      Usuń
  14. Ja już w te blogowe czy facebookowe dyskusje dotyczące komentowania, wymogów co do ich treści, budowy i długości, nawet nie wchodzę. Nigdy nie byłam osobą która czuje się na tyle doskonała w jakiejś materii by innym dyktować jak mają się zachowywać, tym bardziej nie jestem i nigdy nie będę 'alfą i omegą' książkowej blogosfery i szczerze mierzi mnie fakt, że istnieją osoby, które za takowe się uważają. Cóż można tracić swoją energię i czas na różne sposoby, może niektórym właśnie takie odpowiadają najbardziej. Poza tym zgadzam się z wszystkimi punktami, które wymieniłaś w swojej 'liście'. Ludzie są różni i choć czasem zauważam, że ktoś na pewno nie czytał mojego posta w całości to dopóki jego komentarz nie uderza w moją osobę jestem mu to w stanie wybaczyć i co najwyżej uprzejmie zwrócić uwagę, że chyba popełnił błąd. Wywoływanie internetowych wojen z tego powodu zdecydowanie nie dla mnie:) Ekumenizm - słowo klucz!:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, wyżej napisałam o tym i tu powtórzę, więc jeśli czytałaś wybacz, że dyskusja o poziomie odwiedzających jest strasznym faux pa. Głownie chodzi o to, żeby ludzie czuli się mile widziani, tak mi się wydaje

      Usuń
    2. Nie, nie Kasiu Ty mnie chyba źle zrozumiałaś. Akurat ton Twojego posta i sens samej wypowiedzi jak najbardziej popieram i nie traktuję w żadnym wypadku jako faux pa! Chodzi mi raczej o innych blogerów, którzy wydają się wręcz karmieni wywoływaniem burz i dyktowaniem co można , co nie, jak pisać, jak nie, czego sobie na blogu życzą a czego nie... Ty jesteś akurat w tym temacie 'czysta jak łza':P

      Usuń
    3. Paulito kochana, to żeśmy sobie pogadały, na tym przykładzie widać, jak same słowa, bez człowieka, mowy ciała, są bezsilne. Znam cię blogowo już długo i absolutnie nie posądzałam ciebie o jakieś faux pa, chodzi o to, że jak na blogach piszą o poziomie komentarzy, o tym, co chętnie widzą, czego nie, kto może, kto nie, to to jest straszne moim zdaniem faux pa, to tak jakby otworzyć lodziarnie, a potem wypunktować na drzwiach wejściowych, kto może tam te lody kupić

      Usuń
    4. Oj tak! Czasami okazuje się, że klawiatura to niestety nie słowo mówione. Ważne, że koniec końców doszłyśmy do porozumienia:)))

      Usuń
  15. Ależ byle jakie komentarze istnieją. Nie tyle mnie może złoszczą, ile zniesmaczają. Nie umieszczam na swoim blogu żadnych reklam i wolałabym, żeby nikt inny tego tam nie robił, nawet jeśli chodzi tylko o promocję swojego blogu.

    Nie jestem pewna, czy ekumenizm to w tym przypadku odpowiednie słowo. Definiuje się go zwykle jako ruch dążący do przywrócenia pierwotnej jedności chrześcijan, a nie wydaje mi się, żeby blogosfera była kiedyś jednością - większość blogerów to jednak indywidualiści:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekimenizm w tym wypadku użyłam jako umiejętność współżycia i dążenie do zjednoczenia wszystkich gałęzi w jednym wspólnym pniu, co nie oznacza, że nie mogą być one różne. Użyłam go w swobodnej interpretacji, nie jestem bardzo ortodoksyjna jeśli chodzi o słowa. Taki mój urok lub wada, zależy jak na to spojrzeć.
      Mnie też komentarze, które zgrzytają w zębach jak piach trochę zniesmaczają, ale trochę dlatego, że niektóre słabe wynikają z ignorancji albo niewinnej niewiedzy, u młodziutkich blogerek na przykład. Generalnie im jestem starsza tym bardziej wyrozumiała.

      Usuń
    2. Początkującym i ja wybaczam, ale jeśli komuś nie wystarcza kilka miesięcy, żeby się trochę w blogerskiej netykiecie zorientować, to sam jest sobie winien.

      Usuń
    3. a jaka jest ta netykieta i kto ją układał? Nie zawsze dobre jest podorządkowanie, czasem trzeba potrząsnąć towarzystwem. Ale rozumiem, że chodzi ci o jakieś rażące błędy. U mnie się nie zdarzają, więc z czystym sumieniem powiem, że mnie to nie drażni

      Usuń
  16. chyba nie jestem w temacie, ale z Twojego bloga czerpie od jakiegoś czasu, bo niedawno odkryłam, inspiracje co czytać i podoba mi się to co tu piszesz.
    Pisz i nie przejmuj się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję futrzaku za miłe słowa i za to, że zaglądasz.

      Usuń
  17. Kasiu jesteś niesamowita, jak Ci to cudnie wyszło i tyle tego.Podziwiam.
    Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
    Ja staram się zawsze odpowiadać i czekam, że ktoś na mój wpis też odpowie.
    A tak w ogóle jestem w blogowaniu o wiele młodsza od Was wyjadaczek , chociaż starsza , a już polubiłam bardzo grono blogerek , szczególnie tych czytających i dobrze się tu czuję.
    Pozdrawiam ciepło z Czchowa nad Dunajcem i zapraszam Cię również na mój blog zdjęciowyhttp://natanna-takasobiekronika.blogspot.com/.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. natanno - o tak, grono blogerek jest świetne, i tych czytających, i tych od dzienników, jak się trafi na swojego, to aż dreszcze po krzyżu przechodzą z emocji.
      Ja też raczej z tych starszych wiekiem
      Muszę sobie wygooglować to Czchowo nad Dunajcem, nazwa brzmi malowniczo i ten Dunajec :-)
      Zdjęcia idę oglądać

      Usuń
  18. I biję się w piersi... Bo nie zawsze mi się zdarza odpisać na komentarze, chociaż wszystkie czytam i co tu dużo mówić czasem mnie trafia jak wpis całkiem "od czapy", bo ja książkę skrytykowałam a ktoś mi słodzi, że bardzo go zachęciłam do lektury. No chyba, że jakiś męczennik i dla idei czytuje pozycje o wątpliwej jakości...

    Trolle... no cóż mnie się jeden w ubiegłym roku trafił, ale na szczęście dał se spokój, bo już byłam w obawie, że będę musiała moderację wprowadzić:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anek, haha, tego nie widziałam jeszcze, żeby po skrytykowaniu ktoś napisał - zechęciłaś. Dobre.
      Moderacja kłopotliwa, bo trzeba zatwierdzać

      Usuń
  19. Hm.. U mnie to wszystko trochę inaczej wygląda. Od lat oglądam blog książkowe, na swojego nigdy dotąd nie miałam odwagi. A jak już założyłam to trochę z nieśmiałości, trochę ze wstydu że jestem taka nieopierzona "blogowo" długo nie miałam śmiałości komentować tych bardziej doświadczonych. Zresztą, nadal to kwestia nieśmiałości i samokrytyki. Że jak to ja, co ja tam wiem o blogowaniu ;) Powoli wychodzę ze swojej skorupki jak ślimak, ale nadal nie mam śmiałości promować swojego bloga jakoś bardziej niż czasem komentarzem, który jednak bardziej ma na celu odniesienie się do wpisu, niż reklamę blogu... Inna sprawa, że aż tak mocnej potrzeby tego reklamowania się nie odczuwam. Do Ciebie lubię zaglądać, dziękuję za komentarze i że zaglądasz do mnie. Dyskusji o których piszesz nie znam, więc wypowiedzieć się nie mogę, ale to odczucie niejako złoszczenia się, że młodsi ludzie coraz słabiej znają klasykę a chętniej obracają się w wampirzych kręgach..cóż, znam aż za dobrze ;) Ale tak jak piszesz- gdy jakiś blog mnie nie interesuje, bo nie moja tematyka, to nie zaglądam więcej, nie odczuwam potrzeby komentowania "to nie moja tematyka". Jak również nie krytykuję, że ktoś czyta coś innego, albo coś co ja oceniam jako słabsze, bo co czytelnik to inne gusta, a o gusta nie ma co się spierać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak, ja mogę oceniać tylko swoje lubienia czy nie lubienia, a inni niech czytają co chcą. Natomiast denerwuje mnie, kiedy ktoś pisze, że coś jest do niczego, nie dając mu szansy w postaci przeczytania chociaż kawałka. Bo koleżanka powiedziała, bo coś tam. Ale wtedy z kolei ja mam prawo powiedzieć, co myślę.
      A z tym wychodzeniem ze skorupki, to całkiem nieźle ci idzie :-)

      Usuń
    2. Też mnie coś takiego denerwuje. Tym bardziej, że wiem z autopsji, że moja ocena książek często różni się diametralnie od opinii ogółu. Ale jeśli ktoś chce się ograniczać cudzą opinią.. To cóż..;)

      :-)

      Usuń
    3. byłoby nudno gdyby wszyscy myśleli to samo i każdej książce. Dobrze, że się wywiązują dyskusje, byleby się na siebie nie nabzdyczać. Czasami bezsilność wobec czyichś sądów jest wielka, bo widać, że one wynikają często z niewiedzy, to jak dyskutować, historii uczyć czy o obyczajach opowiadać?

      Usuń
  20. Uzupełnię Twoją wypowiedź tylko o jedno spostrzeżenie.
    Im dłużej blogujesz, tym więcej poznajesz znajomych blogowych.
    U niektórych bywasz, czytasz, prawie codziennie.
    U innych okazuje się po pewnym czasie, że masz trochę inne zainteresowania. Nadal lubisz autora, czasem przeczytasz, ale nie za bardzo wiesz, co masz napisać.
    Tam mam często na blogach tematycznych, bo nie zawsze czytam regularnie, przyznaję się bez bicia.
    Czasem widzę autora, którego w zasadzie powinnam znać, ale nie było nam po drodze. I uciekam po cichutku, nawet po przeczytaniu interesującej recenzji.
    Czytam natomiast z radością o wszystkich osobistych dokonaniach osób piszących blogi, to taka cząstka blogowania, którą cenię najbardziej.
    W książkach jest więcej fikcji, natomiast autorzy blogów dzielą się z innymi swoimi osobistymi spostrzeżeniami i to jest bardzo cenne.
    Czasem mam tak intensywną pracę czy życie osobiste, że po prostu nie nadążam z odpowiedziami na komentarze, zawsze staram się za nie wszystkim chociaż podziękować w następnym poście, ale wiem, że to nie do końca w porządku.
    Czytam jednak każdy z nich, niektóre z nich czasem po jakimś czasie zaczynają we mnie "pracować".
    To jest wspaniałe dopełnienie blogowania, masz rację :)
    Dzięki za ten tekst, dzięki niemu mogłam się przyznać, dlaczego czasami nie komentuję Twoich recenzji, mimo że nie bardzo jak mam się wytłumaczyć młodością ...
    serdeczne pozdrowienia!
    iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Iw, wcale nie ma konieczności komentowania każdego wpisu, czasem człowiek lubi poczytać, ale niekoniecznie od razu pisać coś o tym. Ja też często czytam i nie komentuję. Ale jak już komentuję, to zaglądam szukając odpowiedzi, bo a nuż ktoś coś tam doda i zapyta i co, tak bez reakcji zostawić?

      Usuń
    2. Dokładnie tak samo myśle kasia.eire

      Usuń
  21. Kiedyś to było inaczej... 4 lata temu kiedy zaczęłam pisać bloga, panowała inna kultura blogowa, było ich mniej za to bardziej charakterystyczne, nieprzypadkowe. Teraz jest jakoś dziwnie, jakaś taka nagonka, presja, tłum, mniej oryginalności. Kiedyś wszysscy z blogów recenzenckich się znaliśmy, a teraz jest obco:(
    Nie wiem co myśleć, czuję się dziwnie, jakby to był już inny świat. Może nie do końca na Twój temat, ale naszła mnie jakaś taka refleksa po Twoim wpisie, musiałam to z siebie wyrzucić:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w październiku stuknie mi trójka, wcześniej czytałam, ale pisać zaczęłam wtedy i szczerze mówiąc nie wydaje mi się, żeby tak strasznie się ten świat blogowy zmienił. A jeśli, to też na dobre, doszli tacy cudny blogerzy, że nie wyborażam sobie, jak to było, kiedy ich nie było
      Nagonka gdzie jest to jest, u mnie jej nie znajdziesz. Presji nie ma. Ale zdanie swoje mam i go nie będę ukrywać, słodzenia w notkach nie ma, jeśli się moim zdaniem nie należy

      Usuń
    2. Świat blogowy chyba się zagęścił, to największa zmiana. Mam wrażenie, ze codziennie powstają nowe blogi. I widać wyrażnie, że część nastawiona jest na darmowe książki recenzencki, tylko i wyłącznie.
      Mnie niedługo suknie roczek, więc przy was jestem blogowym oseskiem:), ale staram się, wkładam sporo pracy i serca w blog.

      Usuń
    3. wierzę w wydawnictwa i w to, że potrafią oddzielić ziarna od plew, a jak nie, kij im w oko, taka polityka się kiedyś zemści. Jeśli idzie o nowe blogi, dużo jest ryb w sieci, czyli czytających, to i oczka tej sieci nowe dochodzą i niech tam, dla wszystkich jest miejsce.

      Usuń
    4. pisząc o nagonce i presji nie myślałam o Twoim miejscy tutaj, absolutnie:) A zmiany czuję być może dlatego, że miałam przerwę w blogowaniu, i po powrocie czuję, że trafiłam do innej bajki.
      Rzeczywiście myślisz, że czytających jest teraz więcej? :)

      Usuń
    5. Wiem jak to jest. Kiedyś popularne były Dzienniki Twojego Stylu, tam się spotykała większość blogowiczek, taka platforma, gdzie się pisało i od razu ludzie komentowali, od 2001 roku tam byłam, kilka lat, potem przerwę miałam i jak wróciłam, nie mogłam się już odnaleźć. Starzy byli już rzadszymi gośćmi, a młodzi przejęli platformę, bo im Filipinki zamknęli. Nigdy już nie umiałam tam się odnaleźć. Ze swoim blogiem jest inaczej, pisz co ci w duszy gra, znajdziesz drogę do ludzi sobie podobnych. Jest mnóstwo blogów, ale nie z kazdym mi po drodze, bo wiek, zaintersowania inne, nie każdy może się z każdym zakolegować. Wierzę w to, że jest miejsce dla każdego. I że jest go dużo

      Usuń
  22. Ja od kilku tygodni włączyłam zatwierdzanie komentarzy, jest to męczące, ale było koniecznością po kilku chamskich i obrażających mnie wpisach dwójki idiotów. Nie prowadzę blogowej cenzury, ale obrażać się na moim własnym blogu nie pozwolę.
    Przegina dla mnie tylko jedna z blogerek, która też ma włączone zatwierdzanie komentarzy, gdy pewnego dnia zadałam jej pytanie w komentarzu, a w zasadzie stwierdzenie, że dobrze ma i zazdroszczę jej, że może 1-2 książki czytać dziennie i zamieszczać tyle recenzji każdego dnia, nie doczekałam się zamieszczenia komentarza. Powtórzyłam pytanie w innej trochę formie 2x jeszcze i efekt taki sam. Przecież zdarza się, że pytamy kogoś na blogu, który czytamy- kiedy ty to wszystko czytasz? A tak blogerka brakiem zamieszczenia mojego komentarza potwierdziła tylko moje przypuszczenia, ze książek nie czyta, tylko przelatuje je, albo i nie. Nikt mi nie udowodni, ze rano można recenzje z 800stronicowej knigi, a wieczorem np. z 500stronicowej zamieścić i tak dzień w dzień. Kilka osób zapewne wie, o kim pisze...
    Ja zamieszczam wszystkie komentarze, o ile nie są chamskie, wulgarne, złośliwe. I staram sie na wszystkie odpowiadac, moim zdaniem to forma szacunku dla czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w takiej sytuacji, zamiast się denerwować, po prostu przestaję bywać i tyle. Jeśli idzie o częstotliwość, faktycznie u niektórych zastanawiająca, ale ja taka naiwna jestem, że myślałam,ze to kursy szybkiego czytania były lub ktoś młóci jak wiatrak po prostu, do głowy mi oszustwo nie przyszło. Sama czytam wolno i poczytuję sobie to za swój największy problem. Jak ktoś zamieszcza podsumowania i tam jest 200 książek rocznie (i więcej) to zawiszczę i tyle. Oraz podziwiam. Oszustwo? Nie pomyślałam o tym w ogóle

      Usuń
  23. Mowisz o ksiazki grazyny- marii??? Ona wcale tak duzo nie czyta haha. Piszac recenzje posilkuje się pl.skvoong.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to chyba nie istotne o kogo mi chodzi, chodzi mi o sam fakt nie zamieszczania tego typu komentarzy i cenzury blogowej. Wiem, że blog jest prywatnym poletkiem każdego, ale bez przesady, nikt nie pisze go dla siebie tylko i wyłącznie. No chyba, ze dla siebie i darmowych książek recenzenckich.
      A grażyna.maria pisze fajne i normalnym rytmem recenzje. Bardzo lubie u niej bywać. Mnie też zdarza się codziennie jedną, ale z cienkich książek np. 150-240 stronicowych, ale mam tez okresy, że pisze 1 na 3-4 dni.

      Usuń
    2. a mnie się zdarza przeczytać i nie mieć czasu napisać o tym, bo czytam i słucham i oglądam, a na przykład zajęta jestem. Teraz mam kolejkę tematów do napisania o.

      Usuń
  24. No to juz wiem. O Rosemary lekarce czy jak jej tam. Niedano recenzowala ksiazke Greena Grahama Spokojny Amerykanin. Odpowiedzi na mój post nie napisala. Haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apeluję o nieciągnięcie tematu z podawaniem blogów i nicków, bo nie o magiel mi tu chodziło

      Usuń
    2. Poza tym jak się pisze o konkretnych osobach, to przyzwoiciej by było nie pisać jako anonim, bo to się źle kojarzy, nie sądzicie. Po co donosić, nie lepiej z otwartą przyłbicą, pod swoim nickiem, napisać, to i tamto mi się nie podoba.

      Usuń
    3. Masz rację dlatego temat ucięłam i napisałam, ze nieistotne o kogo chodzi. Chodziło mi po prostu o sam fakt cenzury blogowej.

      Usuń
  25. Zauważyłam, że na jednym z blogów to już nawet komentować nie można, bo opcja jest wyłączona. Dziwi mnie to trochę. Poza tym, czy na prawdę jest tyle chamskich czy niemiłych komentarzy? Mnie się najwyżej dwa, trzy zdarzyły, a bloguję od 5 lat (6?) i na moim blogu komentować może każdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialne postanowienie "f) generalnie, jesli widzę, że moje komentarze gdzie indziej pozostają bez odpowiedzi, nie raz, a taka norma, przestaję bywać, przestaję czytać. Nie chcesz mnie jako czytelnika, ignorujesz, nie ma mnie tam, gdzie nie ma tego, o co chodzi."
      Z mala ywaga, ze to co tobie odpowiada, nie musi odpowiadac innym.
      Pozdr. - Foch (nie troll, nie hajter, czytelnik z netu)

      Usuń
    2. Jeszcze dodam, że dopiero niedawno "załapałam", że odpowiadanie sprawia przyjemność, pogłębia relacje i podtrzymuje konwersacje;) Staram się odpowiadać na każdy komentarz. Wcześniej po prostu mi do głowy nie przychodziło.

      Usuń
    3. Przepraszam, ale czy to miała być odpowiedź na mój komentarz?

      Usuń
    4. Przepraszam, Agato, to nie odpowiedz na twoj komentarz, moze niepotrzebnie nacisnelam 'odpowiedz' - Foch

      Usuń
    5. Odpowiadam Agacie najpierw - wyłączenie opcji komentowania i do tego z uwagą, że jak ktoś chce, to mnie znajdzie, bardzo mnie ubawiło. Tego jeszcze nie było, żebym się miała za kimś uganiać po sieci, jeszcze mi nie odbiło.

      Usuń
    6. Fochu - nie wiem, co ci się tam nie spodobało, napisałam o swoich odczuciach i oczywiście nie wszystkim musi to odpowiadać, dlaczego by miało? Ja się koncentruję w tym wypadku na tym, co mnie nie odpowiada, dlaczego miałabym się martwić o setkę innych, niech kazdy martwi się o siebie. Ja nie muszę bywać, kto inny nie musi odpowiadać, przecież żebrać o uwagę nie bedziemy. I tak każdy ma to, co chce, czyli bywam tam gdzie chce, a inni rozmawiają poprzez komentarze z tymi, z którymi chcą. Wszyscy zadowoleni

      Usuń
    7. @Kasia.eire
      Nie potrafie napisac bardziej obiektywnie, bardziej 'bezplciowo' komentarza. Czy ty aby jednak sie nie 'czepiasz' generalnie tych co sie nie zgadzaja w 100% i jeszcze bezczelnie sa anonimami? Zaczynam powoli rozumiec 'idee tworzonego 'regulaminu' - to nie nawiazywanie znajomosci ale eliminowanie innaczej myslacych.
      Punkt f) jest jak Foch.

      Usuń
  26. Mądry post. Blogowanie powinno być dla nas przede wszystkim przyjemnością, a nie źródłem nieustannej irytacji (chociaż przyznaję, że i ja jej czasem ulegam). Natomiast komentarze pod naszymi postami - świadczą po prostu o tych, którzy je napisali.
    Jeśli chodzi o czytanie konkretnych książek po zapoznaniu się z Twoją opinią - osobiście sięgnęłam po "Lato nagich dziewcząt" i bardzo mi się podobało. Także dziękuję, że mogłam tu o nim przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azumi, cieszę się, że ci się podobała ta książka
      Blogowanie sprawia mi same przyjemnosci i dziwię się, kiedy inni się ich pozbywają wpadając we frustracje na temat rzeczy, które nie mają w życiu żadnego znaczenia

      Usuń
  27. A jak zwykle niezorientowana :) Jak się przetaczają przez blogi jakieś ciężkie boje o komentarze, egzemplarze recenzyjne, to ja zawsze ostatnia załapuję, że coś się dzieje :D Też mi żadne komentarze nie przeszkadzają, chamskie mnie jakoś omijają. Staram się odpowiadać na wszystkie, choć przyznaję, że ostatnio trochę odpuściłam z hasłami "może przeczytam" - bo co tu odpowiedzieć, jak są trzy takie komentarze pod jednym wpisem.

    I też bardzo nie lubię, jak ktoś z zasady nie odpowiada na moje komentarze. Jest parę takich blogów - zresztą bardzo ciekawych, których autorzy chyba nie są zainteresowani tą formą kontaktu i albo w ogóle nie odpowiadają na komentarze, albo bardzo rzadko. I po kilku moich komentarzach rzuconych w eter dałam sobie spokój. Podczytuję, ale się nie odzywam. Za to bardzo cenię blogi, na których można z autorem pociągnąć dyskusję komentarzową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te blogi, gdzie się z zasady nie odpowiada traktuję trochę tak, jak artykuły w gazecie, nie mam żadnego emocjonalnego związku z nimi, a jednak blogowanie polega na tworzeniu więzi. Takie moje zdanie

      Usuń
  28. Niestety nie mam czasu prześledzić całej dyskusji jaka się tutaj wywiązała. Jednak zdecydowanie zgadzam się z tym co napisałaś!W 100%.
    P.S. Odezwij się do mnie na maila ze swoim adresem. Nie ma chętnych na książkę-więc jak odeśle ją dziewczyna,która ma ją jako pierwsza to książeczka powędruje do Ciebie.:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Och, czy można gdzieś zgłosic Twój post jako REGULAMIN BLOGOWANIA?
    Zgadzam się z Tobą jak najbardziej i pozostaje mi tylko miec nadzieję, że czasem pozostaniemy w "interakcji":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu - pozostaniemy w interakcji jak najbardziej, przyjemność po mojej stronie :-) Pozdrawiam

      Usuń
  30. Ja tam też lubię swoje blogowanie i niech sobie każdy komentuje, jak chce. Byle nie dokuczać, bo już dosyć w realnym życiu trzeba się "uszarpać". :)
    Kasiu, co do tego serialu "Instynkt wilka" to tam jest detektyw Varg Veum (ale z dostawaniem ciągle po głowie miałaś rację), ten film powstał na podstawie książek Gunnara Staalesena - kompletnie ich nie znam, ale w Polsce jakieś są.
    Obejrzałam cztery odcinki - dobry.
    :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. beatrix oj tak, dosyć w życiu mamy szarpania się, po co jeszcze między sobą?
      Jeśli idzie o serial, no tak, to ten, i w trąbę dostaje, w Winters to inny

      Usuń
  31. Moj blog zamarl jakos sam z siebie po kilku postach, a jak istnial to niestety nie umialam sobie ustawic powiadomien o komentarzach. Teraz zajrzalam - byly! Zdumialo mnie to nieziemsko. Dwa czy trzy, na jeden odpowiedzialam niejako posrednio na blogu autorki komentarza. Mam nadzieje ze te dwie osoby ktore komentowaly u mnie nie poczuly sie urazone, to byly dosc krotkie uwagi.

    Co mnie rozbawilo to zjawisko z ktorym sie spotkalam na jakims blogu o Malgorzacie Musierowicz - najwyrazniej sa konkursy z nagrodami w postaci kilku komentarzy (az zajrzalam zeby sprawdzic - "to jest komentarz - nagroda w konkursie" - i tak kilka razy). Nie wiem, moze poczatkujacy a badzo mlodzi blogerzy przywiazuja duza wage do liczby wejsc/komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannah - no właśnie, miałam Cię w zakładkach, nawet na Z babskiej chyba nadal jesteś, i jakoś mi zniknęłaś, jednak uznałaś, że nie chcesz?
      Jeśli idzie o komentarze to fakt, że nietkóre wyglądają tak, jakby służyły do nabijania licznika. Nigdy na to nie zwracałam uwagi, ale może tak być

      Usuń
  32. Hmm, to trudno powiedziec. Chyba nie umialam sie zdecydowac jak to ma wygladac. Czy po angielsku (bo jednak glownie angielskie teraz czytam) czy po polsku mimo wszystko, czy sie skoncentrowac tylko na ksiazkach czy inne rzeczy tez wrzucac... I tak jakos podupadlo. Zaluje. Moze jeszcze kiedys sprobuje.

    Aha - pytalas o Parade's End. Troche to dziwne bo nie ma w ogole kampanii reklamowej (z wyjatkiem trailera na youtube i ten trailer tylko na watku romantyczno-zwiazkowym sie skupia) a podaja, ze data emisji pierwszego odcinka (na BBC 2) to 24.08. (ten piatek). W ogole dopiero teraz sie zorientowalam, ze to koprodukcja BBC/HBO jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannah, a może miej dwa blogi, jeden po angielsku, jeden po polsku, dużo ludzi czyta w oryginale i chętnie dowiedzieliby się o nowościach i ciekawych powieściach w tym jezyku, patrz Dabarai, ona często pisze o książkach wydanych tylko w j.ang.
      Parade's End zaraz sobie zapiszę w przypominaczu i koniecznie muszę wyczaić.
      A wiesz, że BBC1 szykuje serial Paradise, na podstawie ksiażki Wszystko dla Pań Zoli?

      Usuń
  33. Och oni robia duzo ciekawych rzeczy. Jane Campion nakrecila serial dla BBC2 - Top of the lake. Nawet ten serial o Hitchcocku i Tippi Hedren wyglada interesujaco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, tego o Hitchocku i Hedren nie załapałam. Już był, czy dopiero będzie?

      Usuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam