wtorek, 7 sierpnia 2012

Sklepik Bogusi - czyli o tym, jak ważna jest kwestia wyboru

Ostatnio utonęłam w lekturach i filmach, które traktują o bardzo poważnych sprawach, a moje syberyjskie podróże wraz z tam zesłanymi to już w ogóle gehenna ludzka, więc dla odmiany łaknęłam lektury niewymagającej aż takiego zaangażowania emocjonalnego, nic tylko przyjemnej, dającej wytchnienie.
Zapomniałam, że ze wszystkim można przesadzić, że lektura może być ZA prosta, ZA mało wymagająca i nie dająca nic w zamian poświęconego czasu.
Mam wrażenie, że Pani Michalak nie docenia inteligencji czytelnika i serwuje nam lekturę tak prostą i sztywną, jak prze-krochmalony imieninowy obrus ciotki. A było tam kilka tematów, które można było fajnie pociągnąć, jak chociażby powroty młodych ludzi z zagranicy i trudy urządzania się na własnym, czy depresja ojca.
W tej opowieści wszystko jest zaledwie omiecione wzrokiem i rażąco naiwne. To całe zakładanie sklepu, wynajęcie domu, natychmiastowe przyjaciółki masowo pozyskiwane i od razu najlepsze na świecie, nierealność sytuacji, żadnego utyskującego na wieczny remont sąsiada, żadnej przeszkody, nic tylko ludzie chodzili wokół i róże słali. No proszę was, baśnie są dobre dla dzieci. Pochodzę z tamtych rejonów, urodziłam się i wiele lat mieszkałam w Koszalinie, małe miasteczka jak Pogodna znam, bo miałam znajomych rozsianych po całym województwie. Życie tam tak nie wygląda. Zresztą my nawet nie wiemy z tej książki, jak wygląda życie w takim mieście, jaka jest jego specyfika, więc trudno porównywać, kolejna powierzchowność tu wychodzi. Raczej miałam na myśli, że w miejscowościach na Ziemiach Odzyskanych, poniemieckich, nie ma tak, że każdy obcy to od razu znajomy, dobry znajomy, po kilkunastu godzinach najlepszy przyjaciel. To jest tak naiwne, że aż w zębach zgrzyta.
Miałam czytanie tej powieści w połowie zarzucić. Aż tu ojciec miał wypadek i pomyślałam, teraz mi autorka zrekompensuje te pierwsze sto ileś stron massy tabulette. Ale nie, to tylko taka podpucha była.

No nic, jak widać w nagłówku, moim zdaniem nie ma złych książek, są nietrafieni czytelnicy i tu dochodzę do tezy z tytułu - żeby nie wiem jak było nam trzeba określonego rodzaju literatury, czy odpoczynku, czy wyzwania czy horroru, trzeba uważnie i rozważnie wybierać. Dawno już nie miałam tak dużego poczucia straconego czasu. Nie dla mnie bajki pani Katarzyny i nie dla niej taka czytelniczka jak ja. I tyle.
I proszę, darujcie sobie rzucanie we mnie kamieniami, a autorka niech już nie pisze do mnie maili, bo popisała się poprzednio, wpędziła w poczucie winy i stąd lektura, czyli kolejna szansa dla jej książki. Ale to już ostatnie nasze spotkanie, każda z nas musi iść swoją drogą. Wiem, że ta autorka ma masę czytelniczek, wiec ubytek jednej nie powinien zaboleć.

74 komentarze:

  1. Podoba mi się etykieta "szkoda czasu i atłasu":-). A typ książki jest mi doskonale znany, choć autorki i dzieła konkretnego nie czytałam. Kamieniem nie rzucę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, widać, że umiesz dobierać lekturę, bo po tym, co czytam u Ciebie, zdecydowanie nie jest ona w Twoim stylu, czyli dobrze, że po nią nie sięgnęłaś.

      Usuń
  2. Ja też kamieniem nie rzucę. Mimo, iż lubię tzw. kobieca literaturę, zwolennikiem pisarstwa K. Michalak nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneto - ja też lubię przyjemne czytadła, ale to był o jeden most za daleko

      Usuń
  3. ja zarzuciłam czytanie KM już spory czas temu - za cukierkowo, naiwnie i infantylnie, jak dla mnie. Wymęczyła mnie trzema książkami - wystarczy. Lubię lekkie lektury, ale .. niech to się kupy trzyma!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja po drugiej, czyli tej wyżej, odpuszczam. Masz rację, lekko nie znaczy powierzchownie i naiwnie

      Usuń
  4. mój przyjaciel ma takie powiedzenie, tak mi się przypomniało po tej twojej recenzji: "tu jest tak słodko że aż się rzygać chce". Książki nie czytałam, wiec nie wiem czy by mi się podobała, ale czasami lubię typowo babskie poczytała. Takie które wlecą jednym uchem, wylecą drugim.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. futrzaku, ależ ja też lubię, tylko jak pisałam wyzej, nie powierzchowne i naiwne, każda książka, nawet fajne czytadło, może być dobra i wartościowa, nieść za sobą jakieś treści

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą w pełni. Mnie tak zraziło "Lato w Poziomce" tej Pani, że o kolejnych szansach dla jej pisarstwa nawet nie myślałam... Podziwiam, że dałaś się namówić czy też wpędzić w jakieś poczucie winy i traciłaś czas na coś co już raz Cię zawiodło. Ps. Nawet dobre bajki i baśnie nie są słodko - pierdzące, czyt. Andersen czy Grimm:P Aha, i ja jednak uważam, że złe książki istnieją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to była Poczekajka. I masz rację, baśnie są przeważnie dobre

      Usuń
  6. Na krakowskich targach właśnie przy "Bogusi" skończyła mi się żywa gotówka, a płatności kartą nie było. Dlaczego akurat tę część chciałam mieć, to wiadomo, ale takie widać było przeznaczenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu, ale dlaczego akurat to, a nie na przykład zachwalaną Poziomkę?
      Udało ci się, palec Boży

      Usuń
    2. Zapewne z powodu imienia :)

      Usuń
    3. o ja tępa pała, no pewnie :-)

      Usuń
    4. To już wiesz:)
      Ale uzupełnię. Kiedyś, kiedyś przeczytałam "Poczekajkę". Jak dla mnie Patrycja była głupawa, bezwolna, niemota jakaś. Faceci to jacyś dziwaczni satelici. Powiedziałam - nie. W Krakowie miałam chwilowe załamanie, ale wyszłam na prostą. Nie wahałabyś się nad książką pt."Kasia"? Tak ciepło i sympatycznie brzmi:)

      Usuń
    5. Gdyby ktoś napisała Kasię, pewnie bym się nie oparła. A jeśli idzie o Poczekajkę, pozostawiła mnie w stuporze, kiedy facet na koniu przyjechał, że niby książę.

      Usuń
    6. Tylko że książę w dzisiejszych czasach to przyjeżdża wypasioną terenówą. No, zostawmy mu gitarę w bagażniku.

      Usuń
    7. Biedni ci współcześni książęta, terenówa chyba trudniejsza do kupienia niż koń :-)

      Usuń
  7. Jedna z niewielu krytycznych opinii o tej książce jakie czytałam i dobrze bo takie też muszą się pojawiać. Nie cierpię takich cukierkowych i bezproblemowych opowiastek . Dlatego choć książkę miałam na oku na zastanowię się czy warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu jest zatrważająca ilość bez-problemów. Jak nie ten sklepik, to inny, jak nie ten facet, to inny, jak ojciec chory, to przestanie być chory... Nie potrzebuję takiego mamienia słodkim budyniem oczu zaklejania. Odpadam z pociągu wypełnionego fankami

      Usuń
  8. Ja kamieniem rzucać też nie będę, a jak trzeba mogę pomóc wyrzucać z ogródka. To że piszesz, co czujesz to twoje święte prawo wolnego człowieka żyjącego w wolnym kraju (bo wy tam w Irlandii chyba wolni jesteście, co?). Chociaż gratuluję odwagi, oby cię nie skazali za bluźnierstwo! Ale jak coś obronię własnym złośliwo-zjadliwym językiem, którego nie używam, ale posiadam, jak najbardziej. W takich sytuacjach zawsze przypomina mi się ten fragment z Gombrowicza:

    – Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam! Wcale się nie zachwycam! Nie zajmuje mnie! Nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy, a i to mnie nie zajmuje. Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca? – Wytrzeszczył oczy i usiadł, grążąc się w jakieś bezdenne przepaście. Naiwnym tym wyznaniem aż zakrztusił się nauczyciel.
    – Ciszej, na Boga! – syknął. Gałkiewiczowi stawiam pałkę. Gałkiewicz zgubić mnie chce!
    Gałkiewicz chyba nie zdaje sobie sprawy, co powiedział?
    GAŁKIEWICZ
    Ale ja nie mogę zrozumieć! Nie mogę zrozumieć, jak zachwyca, jeśli nie zachwyca.
    NAUCZYCIEL
    Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca.
    GAŁKIEWICZ
    A mnie nie zachwyca.
    NAUCZYCIEL
    To prywatna sprawa Gałkiewicza. Jak widać, Gałkiewicz nie jest inteligentny. Innych zachwyca.
    (Witold Gombrowicz, Ferdydurke)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, kocham cię. Jak już coś powiesz, to zawsze jest ciekawe i oryginalne. I moja kochana Ferdydurke, ech, chyba sobie przeczytam. Albo lepiej, poszukam teatru TV i obejrzę.
      I masz rację, jestem inteligentna inaczej, skoro mnie sklepik nie zachwycił

      Usuń
    2. Oczywiście Gałkiewiczowo, jesteście inteligentna inaczej i daję słowo, jakem wiejska dziewoja, że to jest w tobie strasznie pociągające!

      Usuń
    3. Marto - spłoniłam się jako ta malwa przy płocie

      Usuń
  9. Infantylnie i naiwnie to raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja także od rzucania kamieniami jestem daleka, tym bardziej, że sama nie jestem trafioną czytelniczką całej serii popularnych książek amorkowo- cukierkowo- poziomkowych. I jak pisał Gombrowicz- nie zajmuje mnie to, nie mogę przeczytać więcej niż dwie strofy i przepraszam bardzo panie pisarki, ale jak piszesz Kasiu - mają one całe rzesze wiernych czytelniczek, więc to, że ja do nich nie dołączę nie będzie żadną stratą. Szkoda się zmuszać do takich lektur, bo potem pozostaje tylko niesmak i poczucie straty czasu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciamal, dla nas strata czasu najbardziej dotkliwa, bo mamy wiele dobrych książek, stuprocentowych pewniaków w kolejce. Na nich należy się skupić

      Usuń
  11. Parę lat temu przeczytałam "Poczekajkę" i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Na tym skończyła się moja styczność z twórczością autorki. Dlatego też nie miałam okazji przeczytać książki, o której dzisiaj piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaye - widać wiele jest mądrzejszych ode mnie, nie czując żadnych wyrzutów, dokonujecie selekcji i zostajecie przy tym, co Wam pasuje.

      Usuń
  12. Ja to mam problem z tą autorką, bo z jednej strony lubię ją jako człowieka (Boże, jak to głupio brzmi:)), chociaż oczywiście nie znam osobiście, ale zaglądam na jej bloga i podziwiam entuzjazm i konsekwencje z jaką tworzy. I zazwyczaj czytanie tego bloga poprawia mi humor. Natomiast jeśli chodzi o same książki to poziom infantylności mnie przeraża. Przeczytałam serię o Poczekajce, bo miałam wtedy taki okres w życiu i potrzebowała bardzo lekkich i prostych książek. Jakiś czas później w podobnym psychicznym stanie sięgnęłam po "Rok w Poziomce" i z tych samych powodów mi się podobało. Natomiast miałam w rękach Bogusię parę tygodni temu i nie dałam rady. Poziom infantylności, brak spójności i język i przewidywalność, mnie przeraziły. I mam jedno pytanie, czy tylko ja zauważyłam, że coś jest nie tak z historią znalezienia psa? Pies znaleziony zimą staje się psem znalezionym latem? A może ja już czegoś nie doczytałam? W każdym razie jeśli znajdują się takie merytoryczne błędy, to to już trochę żenada i przesada.
    I zgadzam się tutaj że szkoda czasami czasu na książki po których czujemy jedynie zażenowanie, że je przeczytaliśmy. Bo pomimo mojej szczerej sympatii do autorki, to jednak też nie moja książkowa droga. Bo jak można czytać "Bogusię", gdy właśnie sięgnęłam po "Czarne mleko" Elif Safak i po prostu się zakochałam. W autorce, sposobie pisania, historiach, które opowiada. Po prostu słów mi brak i nie wiem jak to opisać:))) Już się cieszę na jej kolejne powieści.
    I uważam, że przecież nie musimy czytać książek, tylko po to żeby nie sprawić przykrości autorowi. Czas się liczy, jeśli za rogiem czai się taka Safak, Allende czy Binchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bigosowo - dobrze, ze o tym wspominacie. No właśnie, ja też jakiś czas temu czytałam bloga autorki i mi się podobał. Pani Katarzyna jawiła mi się jako całkiem ciekawa osóbka i też mam wrażenie, że mogłaby lepiej pisać, w sensie fabuły, ale target sobie konkretny obrała i tam chce trafić. Tylko jaki ten target?
      Binchy też z tych lekkich, ale niesie ze sobą wiele mądrości życiowej, nic po łebkach, no i szanuje czytelnika - wprowadza bohaterów, problem i go doprowadza do końca, widzimy działania, konsekwencje, wnioski, a to w lekkim sosie. I po takie czytadła trzeba sięgać

      Usuń
    2. Binchy może i z lekkich ale przynajmniej logicznych. A przecież można i tak po polsku bo pani Enerlich, pani Musierowicz, pani Siesicka i wiele innych tez nie pisze skomplikowanych, naćpanych egzystencjonalnym bólem, polityczno-historycznych epopei narodowych.
      A target? I do not insult impersonally:)) W każdym razie I am a way beyond this target:))

      Usuń
    3. och, ja też daleka jestem od obrażania kogokolwiek, ale zastanawia mnie tylko, jaki target? Pewnie młodzi ludzie, romantycznie nastawieni do świata, jeszze mający wiele wiary w bajeczne historie, zakończenia zawsze szczęśliwe, że wszystko dzieje się samo i układa zawsze dobrze

      Usuń
    4. Też nie chce obrażać, no! Tak mi się wymsknęło:) Po prostu jak zadajesz pytanie jaki to target, to ja jak w 1 z 10 odpowiadam szybko i jednym wyrazem, co mi się pierwszy nasuwa:) Ja wbrew pozorom, nadal wierzę w szczęście i romantyzm. Gdyby tak nie było nie czytałabym przynajmniej raz na rok wszystkich części o Ani Shirley. Z biegiem lat i przeczytanych książek, o dziwo, nie wydaja mi się infantylne.
      A idę spać, bo mi się z godziny na godzinę język wyostrza i jeszcze coś palnę a potem mi kamieniem w okno..., bloga, rzucą:)
      Dobranoc, polecam całą szklankę "Czarnego mleka" Elif Safak, na lepszy sen:)

      Usuń
    5. kamień w okno bloga mnie rozbawił. Dobranoc

      Usuń
    6. przeczytałam Musierowicz i mi się przypomniały czasy kiedy nie mogłam się od jej książek oderwać.

      Usuń
  13. Wystarczyłam mi POCZEKAJKA, by wiedzieć żenigdy więcej. Poza tym na okładce było napisane że to powieść w stylu Ani z Zielonego Wzgóra co mnie doszczętnie wkurzyło za przeproszeniem bo sorry ale tak nabijać w butelkę czytelnika to już robienie z niego totalnego głupka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, ależ tam nic z Ani z ZW nie było, cóż za pomysł edytorski?!

      Usuń
  14. Autorkę poznałam przez szeroko reklamowaną "Nadzieję" - przeczytałam, bo nie znałam jej pisarstwa, a wolę samodzielnie oceniać. I nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie jestem sama w swojej ocenie!!!! :D :D Dziękuję Ci, bo patrząc na falę fanek pani Michalak czułam się niemalże jak odszczepieniec :D Najlepsze jest to, że ja czuję, że ona mogłaby pisać lepiej, tylko nie wiem, zapętliła się w tej swojej bajce chyba..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katarzyno z Alaski - o to to, jak odszczepieniec, człowiek się zastanawia - co ze mną nie tak? Bałam się napisać o tej książce tak, jak to zrobiłam, bałam się ataków, ale inaczej nie mogłam, bo albo uczciwie bloga prowadzić, albo sobie darować

      Usuń
    2. Już pisałam o tym wyżej, że też sądzę, że zdecydowanie lepiej by mogła pisać, przecież nie do szuflady tworzy, ale wydaje, dlaczego więc nie ulepszać swoich powieści z kazdą kolejną?

      Usuń
  15. Ło-la-bo-ga! Czy to piękne imię już tak zawsze będzie się wszystkim kojarzyć? Pani Michalakowa, co też pani narobiła wszystkim Bogusiom? Nazwisko jeszcze łatwo sobie można z mężem zmienić, ale imię - żadną miarą:(
    Właścicielka tego pięknego do dzisiaj imienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu, Bogusiu Ty nasza, Ciebie znalam pierwej i już zawsze Bogusia będzie dla mnie oznaczała piękną blond kobietę, zawsze w spódnicy lub sukience, która czuje poezję tak, jak ja nigdy umieć nie będę

      Usuń
    2. No, tom spokojniejsza i mogę spać:)))

      Usuń
  16. Raz podjęłam próbę bo mnie pani w bibliotece, która budziła moją sympatię namówiła. To była któraś część o tej Patrycji "Zmyślona" czy jakoś tak. Nawet do 50 strony nie dotrwałam. A były szanse bo druk był olbrzymi (nie powiem podobało się mnie to). Zdaję się, że na 28 stronie będąc spojrzałam głęboko w okładki czekających na czytanie książek i bez żalu panią Michalak odłożyłam. Ja taki bełkot nazywam bełkotem słodko-pierdzącym:) Nie dla mnie on, nie dla mnie. Lubię też babskie czytadła, no ale muszą być na poziomie i wiarygodne.
    Tyle jest dobrych książek, że szkoda czasu, szkoda. Ja się na szczęście nauczyłam zarzucać czytanie książek, które do mnie nie przemawiają:)
    A czekaj skoczę sobie na dwór, spotkam na pewno na lubuskich Ziemiach Odzyskanych jakiegoś obcego i się szybciutko z nim zaprzyjaźnię, a jutro pojedziemy razem na basen i będziem się pluskać, że hej:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będziecie sobie natychmiast wieczorki urządzać :-) A grono Wasze będzie się powiększać szybciutko, że hej :-)
      A tak na poważnie, na takich terenach, gdzie zbieranina ludzi z różnych stron, brakuje im poczucia przynależności i bezpieczeństwa i to jest genetyczne chyba, bo sobie znanych cenią na zasadzie - lepszy znany, nawet wróg, ale znany, niż obcy. Wcale nie jest łatwo się tak usadzić zbiegu na takich terenach

      Usuń
  17. To chyba pierwsza niepozytywna recenzja tej książki, jaką dane mi było przeczytać. Jeszcze wczoraj kupiłabym ją w ciemno. Teraz to kilka razy przemyślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezrobotna - i to mnie dziwi, bo przecież nie jestem wyjątkowa, czy tylko ja widzę mizerię tej powieści?

      Usuń
    2. od dziś wiem, że nie, ale tak sobie myślałam wcześniej

      Usuń
  18. Zbyt naiwne i proste podejście do tematu, brak uwzględnienia specyfiki miejsca i realiów też mnie zawsze rażą, a zmarnotrawionego na taką lekturę czasu nikt nie odda.
    Nie wszystkie zbyt proste książki nadają się dla relaksu, w jakby co można zawsze wrócić do baśni dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie, Dzieci z Bulerbyn przeczytać albo coś dla młodzieży Siesickiej.

      Usuń
  19. Ja tam nie cycole się na swoim blogu nigdy, nie cierpię słodkich recenzji i doszukiwania się piekna w każdej książce bo np'' wydawnictwo coś mi podarowało''

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak najlepiej, wtedy czytający mogą ufac Twojej opinii

      Usuń
  20. Ja przeczytałam tylko "Rok w poziomce" i też powiedziałam sobie nigdy więcej, choć lubię czasem taką lekką, kobiecą literaturę:-). To jednak w tym przypadku jest ona za lekka...
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to całkiem tak jak ja. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  21. Lubię od czasu do czasu poczytać coś lekkiego, takiego dla kobiet, ale pod warunkiem, że nie jest to ogłupiająca lektura. O, bardzo przypadła mi do gustu Fannie Flagg, przy jej 'Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie pójdę do nieba' odstresowałam się maksymalnie :)
    Do wspomnianej przez Ciebie autorki jakoś mnie nie ciągnie, choć grono jej fanek z miesiąca na miesiąc, i z każdą nowo wydaną książką rośnie. Ale cóż, jak ja to mówię nie wszystko jest dla wszystkich i tak jak napisałaś, ta autorka ma masę czytelniczek, wiec ubytek dwóch czytelniczek nie powinien zaboleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evito - ani dwóch, ani stu, dalej się będzie sprzedawać. A my się zadowolimy Fannie Flagg - czytałaś jej Witaj na świecie maleńka i Dogonić tęczę, to jakby poprzednie do tej, którą Ty czytałaś niedawno

      Usuń
    2. Akurat tych tytułów jeszcze nie czytałam, są duże kolejki w bibliotece do książek tej autorki, ale czytałam 'Boże Narodzenie w Lost River' i 'Daisy Fay i cudotwórca', czyli powieść, którą Flagg debiutowała :)

      Usuń
  22. Mimo wszystko chcę przeczytać jakąś książkę tej autorki. Nie znam jej, a co z tym idzie, póki co nie rozumiem zachwytu.
    Ja poniekąd nie zgadzam się z Twoim nagłówkiem :-) Według mnie, są książki dobre i złe, a czytelnicy wymagający i nie. Ale to takie moje przemyślenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Scarlett, ale to co mówisz nie przeczy moim słowom, po prostu mniej wymagający sięgają po książki dla nich skrojone, co oznacza, że nie są one dobre, dla bardziej wymagających. Ot i powrót do tego, ze każdy ma taką książkę, na jaką czeka, one nie są złe czy dobre, one są po prostu dla określonych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja już dawno pisałam o tym, że nie jestem targetem prozy Katarzyny Michalak. Nie dałam rady przeczytać nawet jednej książki. Nadmiar słodyczy i naiwności nie dla mnie. Lubię książki kobiece, obyczajowe, uwielbiam Anię z Zielonego Wzgórza, ale to zupełnie coś innego. Poza tym, jak już ktoś powiedział, jest tyle pięknych książek, że i tak życia mi nie starczy na przeczytanie wszystkich.
    Pozdrowienia z deszczowego dzisiaj Lublina :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rr-odkowa - jak Ty z Lublina, to może znasz i wiesz, co sie dzieje z Lirael, mam jej książkę, chcę odesłać, ale nie wiem, czy ona wyjechana, czy tylko na blogach nieobecna?
      A jeśli idzie o panią Michalak, jestem przekonana, że jest wiele takich pań, które łakną takiej literatury, ja do nich nie należę, ale na szczęście, jak powiedziałaś, jest wiele pięknych książek, dla każdego coś się znajdzie

      Usuń
    2. Z Lirael mijamy się czasem na ulicy, bo mieszkamy na sąsiadujących osiedlach. Jak tylko spotkam to powiem, że jej poszukujesz. W ubiegłym tygodniu widziałam ją z daleka, więc raczej jest cała i zdrowa, no i wynika z tego, że w domu.
      Pozdrowienia :))

      Usuń
    3. No to ufff, bo już myślałam, że coś nie tak. Pisałam do niej maila, ale może do tej akurat skrzynki nie zagląda?

      Usuń
    4. Tak może być. Przypomnę jej żeby zajrzała :)

      Usuń
  25. Nie czytałam ..i jakoś mnie do niej nie ciągnie ;p

    Wpadnij do mnie

    OdpowiedzUsuń
  26. Czytałam kilka pozycji Pani Kasi. Literatura lekka. Momentami drażniło mnie nagromadzenie nieprawdopodobnych sytuacji (co zaznaczyłam w recenzji). Muszę jednak powiedzieć, że po prostu potrzebowałam w danym momencie takiej lektury. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  27. Popatrzcie a ja myślałam że jestem sama. I już podejrzenia różne miałam że się poznać nie umiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moleslaw - najgorsze jak człowiek patrzy na te setki fanek i myśli, co ze mną nie tak?

      Usuń
    2. O to, to dokładnie takie myśli na początku miałam ale po kilku próbach i zawsze takich samych wnioskach stwierdziłam że aż tak ślepa i niedoceniająca to ja nie jestem.
      Dziwi mnie tylko o czym już ktoś pisał że blog wydaje się ok nawet tam kiedyś napisałam a książek nijak nie da się czytać.

      Usuń
    3. moleslaw - też czytałam i nawet był ok, dziwne zjawisko w ogóle ta kobieta. Widziałam wywiad na YT i nie da się oglądać, jak dla mnie

      Usuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam