wtorek, 14 sierpnia 2012

Syberiada polska - Zbygniew Domino (audiobook)

Przypadek sprawił, że się o tej powieści dowiedziałam. Wprawdzie pisano o niej na blogach, ale jakoś nie trafiłam wcześniej, dopiero, kiedy szukałam informacji już celowo, po tytule.
Odwiedziłam znajomą podczas pobytu w Polsce i ona miała ją w czytaniu. Rzut oka i słowo Syberiada od razu wprowadziły mnie w drżenie, bo chociaż nie jestem tropicielem wszystkiego co syberyjskie, za każdym razem, kiedy trafiam na coś o tym, aż się trzęsę z pożądania czytelniczego. Mam też wrażenie, że mnie te książki same znajdują.
Po powrocie szukałam w różnych sklepach i na Allegro i mam, przeczytane wszystkie 'czy'.

Autor to oddzielna historia, budzi wiele emocji, bo wprawdzie zesłany z rodziną w głąb ZSRR, ale potem prokurator wojskowy za czasów stalinowskich, doradca w ambasadzie w Moskwie i takie tam. Nie będę się w to zagłębiać, bo nie wiem, czy notka w Wikipedii jest godna zaufania, zresztą w sumie lakoniczna, a sędzią nie jestem i nie będę człowieka oceniać i skazywać. Szczególnie, że ani nie mam danych do tego, ani nie przeżyłam zesłania i tamtych czasów, nie mam prawa. Oceniać będę jedynie to, co przeczytałam.

Od pierwszych stron poznajemy rodziny, które zaraz zostają wypędzone z domów i załadowane do wagonów. Tu się zaczyna ich wieloletnia tułaczka i gehenna. To się w głowie nie mieści, co oni wszyscy musieli znosić. Najpierw horror transportu w wagonach bydlęcych. Pierwsze zgony, pierwsze rozstania. Powiem krótko - nie ma co się przywiązywać do postaci.
Człowiek przyzwyczai się do wszystkiego, jeśli silny i ma szczęście nie stracić kogoś bliskiego na samym początku, kiedy jeszcze nie zahartowany, to zwiększa szansę na przeżycie. Najgorzej chyba mieli ci,którzy od razu, jeszcze spod ciepłej kołdry dobrze nie wyszli, a już ktoś im odumarł, nie daj Boże dziecko. Zmysły mogą się pomieszać, zakrada się taka rozpacz i ból, że czasem po prostu ciało, system cały, nie dawał rady tego unieść.
Dużo się napłakałam przy tej książce, a że jej słuchałam, czasem podczas sprzątania czy gotowania, można mnie było znaleźć w środku np. odkurzania zalaną łzami i popuchniętą. Jakże się nie wzruszyć, kiedy matka nie chce oddać martwego niemowlaka z objęć, kiedy mężczyzna nie jest w stanie opuścić swojego gospodarstwa, ukochanych zwierząt i wiesza się z rozpaczy, kiedy mali chłopcy puchną z głodu i wyglądają ojca, którzy nie wraca od wielu dni?
Zbigniew Domino przeżył zesłanie i napisał to, co sam widział, jest to bardzo wiarygodne, bez politykowania, manipulowania faktami, jest to prosta historia, nie musi być pisana dosadnym językiem, bo sama w sobie jest tak straszna, wzruszająca i dosadna, ze mówi sama za siebie.
Towarzyszymy poznanym bohaterom w kolejnych latach zesłania, przeprowadzkach, podczas pracy i wykonywania różnych czynności, które normalnie nie sprawiają kłopotów, ale w warunkach zesłania, są czasem bardzo trudne. Zdobywanie żywności jest wielkim wyzwaniem, bo nie wolno im mieć broni, nie mają narzędzi takich jak wędki na przykład, wszystko zależy od pomysłowości i zdolności nauki od tubylców, którzy zresztą są bardzo przyjaźni i mają wiele serca dla przybyszy.
Są też momenty prawie normalne, kiedy to ludzie się weselą, kiedy miłują, pobierają. Przyzwyczajamy się do kolejnych postaci (chociaż rozsądek mówi, żeby nie), trzymamy za nich kciuki, życzymy jak najlepiej, dosyć często musimy się z nimi żegnać ostatecznie, ale przecież nie wszyscy umierają, więc mimo tego horroru ta powieść niesie ze sobą wiele nadziei, światła, poczucia siły.
Dużo tam przeciwności, z którymi zmagają się ludzie - władza radziecka i przepisy nieludzkie, tajga dzika i wymagająca, syberyjskie zimno, głód, choroby, wszy, tęsknota za Podolem (stamtąd zostali wywiezieni), beznadzieja, trudno mieć w takich warunkach marzenia i wierzyć w to, że dożyje się innych czasów. A jednak.
Zawsze, kiedy mnie jakieś muchy w nosie nachodzą albo foch, od razu przypominam sobie te czasy i podobne historie - od razu mi przechodzi i czuję wstyd. 

Książka jest napisana prosto, bez zawiłych zdań i ozdobników, przekaż jest przejmujący i bardzo prawdziwy. Polecam

Znalazłam informację, że Janusz Zaorski jest w trakcie kręcenia filmu na podstawie tej powieści. Cieszę się bardzo. Posłuchajcie, co sami aktorzy mówią o tym projekcie



18 komentarzy:

  1. Potwierdzam, Kasiu. I to, że książka wyciska łzy i ma wartość faktograficzną. Jak również to, że autor był prokuratorem wojskowym w czasach stalinowskich i radcą ambasady PRL w Moskwie. Wikipedia i tak w jego przypadku podała oszczędne informacje. W Rzeszowie nikt zacny mu ręki nie poda. Jaki to ma związek z powieścią? Po takich przejściach trudno uwierzyć w komunę, jemu się udało! Przejść na służbę do katów własnego narodu. Dlatego jego powieść jest promowana, a inne zostają w cieniu. Podobnie np. dwie książki o Kresach - o jednej cicho, o drugiej głośno. Myślę o "Nadberezyńcach" Czarnyszewicza i "Wyklętych pokoleniach" Rolickiego. Nie ma tak, że autor nie przemyca swoich poglądów politycznych w utworze. A one się sączą... Nawet wiem, co odpiszesz, ale nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała głosu. Łączy nas wspólna myśl, by pamiętać o tych, którzy tam cierpieli. Tak myślę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu - jestem za tym, żeby, jeśli się ma wiedzę o danym człowieku, oceniać, piętnować i palcem pokazywać. Ale ja jej nie mam, stąd moje oświadczenie, że nie jestem w tym temacie sędzią kompetentnym. Poza tym, jak słusznie zauważyłaś, w głowie mi się nie mieści, że można było to wszystko przejść, być świadkiem tych okropności, tego co władza radziecka z ludźmi robiła i pójść w to potem. Nie rozumiem tego. Mówisz, że jego książki promowane, chyba nie tak bardzo, nie nachalnie, bo ja jakoś nie złapałam żadnej informacji o nich. Generalnie jest tak, ze jak ktoś wygrzebie, to czyta. Urodzona jestem w końcu lat sześćdziesiątych, moje dzieciństwo przypadło jeszcze na dużą indoktrynację, a rodzice o polityce nie mówili. W ogóle mam wrażenie, że mnie nie wychowywali, że sama rosłam wolno jak ten bluszcz, żeby pod koniec życia, mam nadzieję, jednak się mikołajkiem okazać (cały czas na to pracuję), myślę, że posiadłam jaką taką zdolność, żeby odsiewać ziarna od plew informacyjnych, chociaż jest we mnie dużo naiwności, bo nie przeżyłam, nie mam przesłań rodzinnych, nie miał kto na właściwe tory wstawić. Od Ciebie się uczę :-)
      A za ziarna uznaję opisy codziennego życia na zesłaniu, stosunków międzyludzkich, o władzy i politycznych wzmiankach, zresztą ich tam w sumie niewiele, już nie tak zachłannie czytałam. Widzisz, jeśli komunę przeszło się tylko z taka niedogodnością, że głośno mówić nie można było o pewnych rzeczach, paszportu się w domu nie miało i były jedynie 2 programy TV, to nie ma się tej świadomości, co Ty. Ale skrzętnie notuję tytuły przez Ciebie na blogu opisywane i przyjdzie czas, że i ja więcej wiedzieć będę

      Usuń
    2. A no i naprawdę, szczerze mam taką harcerską w sobie powinność, że trzeba mówić, zeby nie zapomnieć, żeby się to w świadomości społecznej, wraz z kolejnymi pokoleniami, całkiem nie rozmyło

      Usuń
    3. Zgadzam się w całej rozciągłości. I nie tak łatwo plewy i ziarna rozdzielić. Sama kupuję różniste książki, np. "Lenina" Ossendowskiego ostatnio. Za tę książkę autora z grobu wyciągali, dentystę sprowadzali, żeby zidentyfikował... Czytam z prawa i z lewa, żeby mieć własne zdanie. Tyle tego dzisiaj, że trudno wybrać, a czas się kurczy. Na dodatek coraz to nowe rzeczy wychodzą o naszych bohaterach, jak chociażby o "zasługach" Ścibora-Rylskiego, o którym media krzyczą. Co ja biedna o tym wiem? Wciąż za mało. Jedynie wiara w białe i czarne mi pomaga, bez komplikowania prostych spraw.

      Usuń
    4. łatwo nie, ale można programowo pomijać czynnik polityczny w takich książkach, a skupić się na ludzkim.
      Tamte czasy myślę, ze kryją dużo niespodzianek, za jakiś czas może się okazać, że bohaterowie byli katami, a kaci mieli swoje powody. Bo to wszystko niejednoznaczne, w nieludzkich czasach, nieludzkie wybory do dokonania, cieszę się, że nie musiałam, że żyję teraz

      Usuń
  2. namówiłaś mnie, chociaż już jestem zawalona audiobookami (a obiecywałam sobie na początku mojej przygody z książkami audio, że nie będę ich gromadzić, tak jak papierowych i ebooków!!!), to poszukam jeszcze i tej, a co tam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu - nie da się, ciągle człowiek szuka nowych słuchadeł.Skąd ja to znam? Książkę warto poznać

      Usuń
  3. O matko! Film na podstawie??? Genialnie, czekam z niecierpliwością:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, a jaka obsada, zobacz na filmweb

      Usuń
  4. Witam, nosiłam się z zamiarem przeczytania,a po Pani recenzji wiem,że na pewno muszę-bardzo lubię i sobie cenię książki o tej tematyce.A na słowo Syberia reagujemy chyba tak samo...;-)Bardzo zazdroszczę już czytanej Ile wart jest człowiek.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Missy, na blogach wszyscy sobie mówimy po imieniu :-)
      A jeśli idzie o Kiersnowską, mąż mi ją odebrał siłom i zachwycony. Teraz ja czytam i też mnie aż zatyka.
      Syberiada zdecydowanie warta przeczytania czy wysłuchania, jeśli lubisz te klimaty

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest pierwsza część trylogii. O Czasie kukułczych gniazd i Tajdze będę jeszcze pisać

      Usuń
  6. Słyszałem o tej książce, ale podobnie jak ty nigdy nie miałem okazji zatknąć się z nią osobiście.Pani w naszej bibliotece obiecała jednak iż postara się w nią zaopatrzyć. Jeśli lubisz ( to chyba trochę nieodpowiednie słowo) tego rodzaju literaturą to polecam bardzo osobistą książkę Jakowa Rapoportowa „Ostatnia zbrodnia Stalina. 1953: Spisek lekarzy kremlowskich” Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tytuł książki, zaraz jej poszukam, poczytam o niej

      Usuń
  7. A ja taką Syberiadę wysłuchałam były to opowieści mojej babci wywiezionej z Polesia nauczycielki przedwojennej mieszkającej przed wybuchem wojny w Obrowie.Wywieziona w bydlęcym wagonie z moją mamą kilkuletnią dziewczynką i drugą córeczką Marysieńką mającą roczek.Marysieńka pochowana została w górach Ałtaj nie wróciła .Babcia już nie żyje mama żyje ma teraz 79 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw pomyślałam, że zazdroszczę, ale zaraz się zmitygowałam, bo czegóż, że rodzinę Ci wywieźli na Syberię? Niemniej, skoro już tak się stało i nie odstanie, zazdroszczę tego, że babcia chciała o tym mówić i miałaś okazję wysłuchać opowieści

      Usuń
  8. Do you mind if I quote a few of your posts as long as
    I provide credit and sources back to your blog? My blog site
    is in the very same area of interest as yours and my users
    would certainly benefit from some of the information you present here.

    Please let me know if this alright with you. Thanks
    a lot!

    My blog packaging

    OdpowiedzUsuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam