sobota, 10 listopada 2012

Samotność szpiega, podobno całkiem prawdziwego

Nie da się ukryć, szpieg byłby ze mnie jak z koziego zadu trąba. Jestem za szczera, uczucia mam wypisane od razu na twarzy, nie umiem kłamać, a jak próbuję coś ukryć, natychmiast wszyscy to widzą.
Tym bardziej podziwiam takich, którzy potrafią wszystko to, co szpieg umieć musi, a jak jeszcze wprowadzają to w życie, w sensie w praktyce sprawdzają i na zawał nie zeszli (o zagrożeniach realnych, jak kula w łeb nie wspominam), to już w ogóle jest to poza granicami mojego pojmowania.
Vincent V. Severski podobno w branży robił ponad 20 lat, więc musiał być dobry, że go nie złapali, nie zdemaskowali, nie zabili, nie ośmieszyli, że chodzi teraz wolno i nam opowiada o tym, co w szpiegowskiej trawie piszczy.
Trochę mi się to we łbie nie mieściło, że były oficer operacyjny ujawnia swoją twarz (nazwisko na pewno nie jego prawdziwe), pisze książkę, mówi w wywiadach o tym, co robił (w zarysie, przecież nie szczegóły) i to wszystko jest w porządku, wolno mu. Zawsze wydawało mi się, że szpieg, nawet były, już zawsze pozostaje w cieniu, chyba, że zaczyna pracować w rządzie i zamienia się w gadającą głowę.
Inna rzecz, że mnie, kobiecie, ten przystojny mężczyzna z przeszłością Jamesa Bonda imponuje, że kupuję jego historię, niezależnie ile w niej prawdy, bo zawsze gdzieś w głębi duszy pozostanie we mnie marzenie o romansie z Winetou, Jankiem Kosem i właśnie kimś takim wstrząśniętym, niezmieszanym jak rasowy szpieg.

Ale wszystkie te informację o autorze dotarły do mnie dopiero pod koniec słuchania książki, wcześniej nie czułam potrzeby dowiadywania się czegoś o pisarzu, aż przeczytałam notkę u Agnieszki na blogu i mnie zdziwko chapło.
Kiedy sklep Audeo.pl zgłosił się do mnie z propozycją wypróbowania zakupów u nich, szalałam na ich stronach  jak dzieciak w cukierkach. Podobało mi się, że można odsłuchać fragmentu książki, zobaczyć, czy pasuje lektor, 'pomacać' przed zakupem. Do tej pory kupowałam w normalnych księgarniach, gdzie audiobooki są między książkami papierowymi, trudno się połapać, co wydano w wersji audio, a co nie. Tutaj zaskoczyło mnie, ile książek jest nagranych, ta różnorodność powoduje, że chyba zupełnie przestanę słuchać muzyki na mp3, szkoda czasu, to można robić podczas czytania papierowej książki w domu, a poza - w samochodzie, przy sprzątaniu, gotowaniu -  postanowiłam już tylko czytać uszami. Do tej pory myślałam, że to jest niszowa część wydawnictw, że niewiele, szczególnie nowości, jest w wersji audio, wydawało mi się, że to jest forma, z której możemy korzystać przy okazji, a głównie dotyczy pomocy dla niewidomych i niedowidzących, a tu taka niespodzianka i radość - mnogość tytułów i wspaniali lektorzy przyprawiają o zawrót głowy. Bardzo się cieszę.

Wracając do książki, pierwsze wrażenie - uffff. Ponad 30 godzin słuchania,  musi być niezłą cegłą - pomyślałam. Aż sprawdziłam ile ma stron - 812.


Teraz widzę ten tytuł, jak również kontynuację pt. Niewierni, wszędzie, ale kiedy wybierałam z listy po prostu spodobała mi się intryga i fakt, że czyta Krzysztof Gosztyła. Nic o niej nie wiedziałam, mało tego, myślałam, że może odkryłam coś wyjątkowego i się z Wami tym podzielę :-)

Jak to na byłego wywiadowcę przystało, książka jest o wywiadzie, szpiegostwie, podwójnych tożsamościach, głównie o 'nielegałach' czyli szpiegach przebywających na terenie danego kraju jakby 'poza rejestrem'. Poza tym o odnalezionym przedwojennym archiwum, które trzeba wydobyć z ruin twierdzy brzeskiej i to zanim inni zainteresowani je dorwą. Poznajemy polskiego oficera Konrada Wolskiego, jego współpracowników, poza tym wiele innych postaci z międzynarodowej sieci wywiadów, gdzie jest wielu wrogów, ale też i przyjaciół, o ile można powiedzieć, że w tym zawodzie ludzie się przyjaźnią. Powiem szczerze, boję się Wam przybliżać treść, bo nie wiem, czy nie odwalę spoilera, a poza tym, czy czegoś nie pokiełbaszę. Tam jest tyle szczegółów, ludzi, latania od współczesności do historii, w te i we wte, od Berii do czasów obecnych, że mi czacha dymi, kiedy to próbuję ogarnąć.

Przyznam szczerze, nie jestem fanką powieści szpiegowskich w tym sensie, że ich nie tropię na półkach księgarskich. Może właśnie z tego względu postanowiłam spróbować czegoś nowego. I nie zawiodłam się, z jednym zastrzeżeniem - lekkie dłużyzny. Myślę, że można było spokojnie coś tam urwać. Dużo jest monologów wewnętrznych szpiegów, o ich życiu, dosyć daleko w tył, o tym, co myślą. Ciekawe. Potem opisy akcji, spotkań, retrospekcje, też ciekawe. Ale dużo. Jest w każdym razie wrażenie, że za.
Z drugiej strony po przeczytaniu nie ma się poczucia straconego czasu, a nawet się ucieszyłam na wieść, że jest już druga część, a będzie i trzecia.

Jedno jest pewne, autor wie, o czym mówi i to się czuje. Miejsca, sposoby, metody - ja mu wierzę. Poza tym językowo w porządku, nic nie zgrzyta. Czegóż chcieć więcej?
Polecam tę trylogię, bo w planach jest i trzecia. Mamy wreszcie swojego Ludluma czy Folleta. Zresztą z 'Igłą' tego drugiego trochę mi się fragmentami ta powieść kojarzyła. To komplement.

14 komentarzy:

  1. Rzeczywiście I część obfituje w szczegóły, co chwilami staje się nudne i można się pogubić. Zapewne autor, znawca tematu, chciał dużo przekazać i objaśnić nam pewne mechanizmy rządzące wśród i wokół szpiegów, zwalmy to na debiut. Bo druga część zdecydowanie lepsza, choć tak do 250 strony też możemy poczuć się jak uczeń w ławce:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jane - tak to jest, jak się ma wiedzę i chce się ją przekazać. Nagromadzenie ludzi i szczegółów mnie momentami przytłaczało, ale nauczyłam się koncentrować odpowiednio i już od połowy było łtwiej

      Usuń
  2. Hahah, ja też już dawno przestałam słuchać muzyki na iPodzie, bo dokładnie! Szkoda mi czasu, jak mogę "poczytać" ;))
    A tego akurat audiobooka chętnie posłuchałabym sobie w interpretacji samego autora, miałam okazję usłyszeć go w ramach Festiwalu Kryminałów i ma... nieziemski głos ;DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. izusr - no tak, byłoby to ciekawe, taki głos :-)
      Chociaż Gosztyła też dał radę

      Usuń
  3. A ja się przyznam, że w trakcie słuchania audiobooka nie raz traciłam wątek i bez książki w domu nie ogarnęłabym tego tematu :) chyba nie potrafię słuchać aż tak wnikliwie i w samochodzie nie raz gubiłam moent zmiany miejsca akcji :)) Niemniej jednak książka podobała mi się bardzo! "Niewiernych" już mam w koszyku na kumiko.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sempeanko, ja też dwa razy musiałam cały rozdział wracać, ale potem się nauczyłam, że nie można sobie lecieć w kulki z tą książką i nie gubiłam koncentracji

      Usuń
  4. Przyznam, że ja również z coraz większym zachwytem zagłębiam się w audiobookowy świat i stwierdzam, że słuchanie książek w magiczny sposób rozciąga dobę... Nie mówiąc już o tym, że dobry lektor potrafi wzbogacić lekturę i zatuszować pewne fabularne braki (co oczywiście działa również w drugą stronę - źle dobrany czytacz niestety może utopić nawet niezłą książkę, czego już doświadczyłam, niestety).
    A Serverski, po swym udanym pierwszym tomie, stał się dla mnie twórcą, którego będę chyba już zawszew wypatrywać w zapowiedziach. Za Niewiernych biorę się już wkrótce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację z tymi czytaczami, haha. Proza Severskiego bardzo męska, ale jak widać na załączonym obrazku i Twoim oraz wielu innych dziewczyn, przykładzie, kobietom też przypada do gustu. Sztuka tak trafić pomiędzy

      Usuń
  5. Miałam okazję przeczytać pierwszy i drugi tom. Świetny cykl!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to mnie utwierdza w przekonaniu, że warto brnąć dalej, wiele osób mówi, że drugi lepszy, to jaki będzie trzeci!

      Usuń
  6. Ja słucham "Co się zdarzyło tej małej dziewczynce", którą czyta Andrzej Mastalerz, ale trochę mam to rozwleczone w czasie i jestem bardzo zadowolona z tego sposobu "czytania". Ale to co Ty słuchałaś to jednak kobyła.))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobyła, średnio godzin słuchania jest 20, czasem mniej, czasem więcj, ale ponad 30 rzadko się zdarza. Ale warto, szczególnie wiedząc, że wiele z tego to fakty

      Usuń
  7. Ja póki będę mógł, wolę czytać niż słuchać. A co do książki, to faktycznie jedna z lepszych w tym kanonie, zwłaszcza w porównaniu do tandety made in USA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amerykańskich to ja już dawno nie czytam

      Usuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam