piątek, 18 października 2013

Piórem i pazurem go... Ale zanim - świat zawrzał

Od lutego czekałam na tę podróż. Najpierw Mariola Zaczyńska, pisarka i organizatorka Festiwalu Literatury Kobiecej Pióro i Pazur, zgłosiła się do mnie z pomysłem powołania do życia nagrody blogerek polonijnych. Potem ja zgłosiłam się z tym pomysłem do Bookfy, Dabarai, Agnieszki i Ani z prośbą o dołączenie do mnie, zaczytanie się w zgłoszonych tytułach i wybranie pięciu powieści wyróżniających się, a w tej grupie jednej, jedynej, tej najlepszej.
No i zaczęło się, jazda bez trzymanki normalnie, bo tytułów multum, a czasu najpierw myślałyśmy, że wiele, a potem okazało się, że wcale nie. A życie nie zaczeka, obowiązki codzienne wykonywać trzeba, rodzina nie rozgrzeszy, bo książka czeka, z pracy urlopu nie dadzą, oj cinżko było. 
Poza tym przyznam, że płodozmian był konieczny, jednak nie da się tak całkiem na polskie 'jadło' przejść, no, ale dałyśmy radę i udało się wyłonić finałową piątkę oraz laureatkę. 

Wyróżnione zostały:
Małgorzata Gutowska-Adamczyk za 'Podróż do miasta świateł'
Anna Fryczkowska za 'Starsza pani wnika'
Aneta Borowiec za 'Wilczyce'
Marta Guzowska za 'Ofiarę Polikseny'
Naszą zwyciężczynią, ale też i wyróżnioną w trzech innych kategoriach została 'Wytwórnia wód gazowanych' Doroty Combrzyńskiej-Nogali. 

Ale zanim gala, zanim festiwalowe dni, najpierw była Warszawa i od tego zacznę te moje wyjazdowe reminiscencje. 

Leciałam oczywiście jedynymi słusznymi liniami lotniczymi. Jak się nie ma kasy, w innym przypadku to masochizm. O tym, jak się człowiek w tych 'niebieskich samolotach' ma (nie mylić z 'niebiesiech'), pisałam wcześniej TU, powtarzać się więc nie będę, ale na to, że moje szczęście jest takie, że akurat na termin mojego lotu otworzyli Modlin, jeszcze nie było okazji się poskarżyć, co niniejszym czynię. Gdyby nie Dorota, która przyjechała po mnie wraz z mężem, płakałabym ciemną nocą w tym Modlinie, nomen omen modląc się do Boga o litość, czyli wyruszenie w drogę autobusu, który tam miał jeszcze trochę stać, czekając na kolejny lot chyba. 
Wydawałoby się, że osoba zmęczona podróżą, 'kiedy ranne wstają zorze' na nogach, padnie na twarz zaraz po wypiciu herbaty. Nic bardziej mylnego. Tak się z Doroteą zagadałyśmy, oczywiście o książkach, że nas 3.30 zastała. Rano, ale bez przesady, zebrałyśmy swoje zwłoki do kupy i ruszyłyśmy w miasto. Pewnie niejeden rzuciłby się do butów i ciuchów, ale nie z nami te numery - my pognałyśmy do księgarń różnistych. Moim marzeniem, które narzuciłam Dorocie, biedna szła na ustępstwa, bo ją ciągle 'szczułam' tym, że zawsze o czymś tam marzyłam na obczyźnie, była wizyta we kawiarni 'Wrzenie świata'. 
Cóż ja mogę powiedzieć o tym zdarzeniu? Jeśli nie widzieliście kobiety w ledwo skrywanym amoku, to mielibyście okazję, gdybyście tam byli. Po pierwsze, od samego wejścia zobaczyłam półkę książek, które mogłyby być moje w ciemno, kupowałabym jak leci, jeśli jeszcze nie mam. Rzuciłam się do macania i tylko godnościom osobistom hamowałam okrzyki i słowne omdlenia. Dobrze, ze miałam Dorotę u boku, bo miałam do kogo kierować te wylewające się z kołnierza emocje. W przeciwnym wypadku jak nic wyprowadziliby mnie stamtąd w kaftanie z za długimi rękawami. Przeszłyśmy do drugiego pomieszczenia zasiąść przy kawie, z książkami do przejrzenia u boku. 'Wrzenie świata' nie jest duże, kiedy zobaczyłam przy sąsiednim stoliku Tochmana, znaczy to tyle, że był na wyciągnięcie ręki w sensie ścisłym. Dorota siedziała tyłem i nie widziała go, zresztą nie wiem, czy by poznała, bo ostatnio nie czyta reportaży. Pewnie nieźle była zdziwiona widząc mnie wybałuszającą oczy. To jeszcze byłam w stanie znieść w miarę spokojnie. Piszę znieść, bo nie mam charakteru osoby, która się rzuca na szyję ulubionym pisarzom przy okazji spotkania ich w sytuacji prywatnej, więc muszę znosić męki pt. 'chciałabym, ale tego nie zrobię'. No, ale jak zaraz potem wszedł Szczygieł i stanął zaraz za Dorotą, kręcił się wokół, sięgał po książki stojące pięć centymetrów od mojej kawy, poważnie mówię, nie przesadzam, o mało przytomności nie straciłam. Dobrze, że miałam przed sobą pyszną tartę pomarańczową, bo jak papież z Testosteronu zakrzyknęłam - więcej cukru - i pochłonęłam pół za jednym mlaśnięciem paszczowo-szczękowym.
Bardzo starałam się nie mieć cały czas opuszczonej szczęki i cieknącej śliny, ale nie jestem przekonana, czy mi się to udało. Spuszczę na to zasłonę miłosierdzia. 
Jeszcze we Wrzeniu dołączyła do nas Ania, polonijna jurorka z USA, razem ruszyłyśmy w rajd po księgarniach, pogrzebałyśmy w Dedalusie, w Matrasie, zajrzałyśmy do Empiku, gdzie panowie uraczyli nas zwyczajową porcją wkurzających tekstów pt. nie mamy, ale możemy sprowadzić. O ludzie, wiem, że się powtarzam, ale ten salon w Alejach Jerozolimskich ma kilka pięter, czy naprawdę raz chociaż, dla odmiany, nie mogłoby być tak, że przynajmniej jedna książka z listy jest na półce? 
W Matrasie za to ciekawa akcja, książka kupiona z jednej wyznaczonej półki, uprawnia do kupienia drugiej, z półki obok za 1zł. Na obu tytuły warte grzechu i w ten sposób za złotówkę (cena okładkowa 49.90) dostałam tę książkę


O Zapiecku i szóstym piętrze, o festiwalu też, opowiem w kolejnych wpisach. 

29 komentarzy:

  1. Kłaniam się.
    No ale coś ten Szczygieł powiedział? Chociaż "przepraszam" jak sięgał po książkę?
    Pozdrawiam serdecznie, Mariusz Szczygieł i zapraszam do Wrzenia ponownie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie bawię, jak ja to teraz w ramki oprawię?
      Panie Mariuszu, Pan wie przecież, że z Pana gentleman i nie tylko Pan przeprosił kilka razy, ale jeszcze okrasił to wszystko szerokim uśmiechem.
      Pana komentarz tutaj wywołał tak wielkie poruszenie, że od rana z całego świata sms-y z wiadomością o tym wydarzeniu, a córka to nawet do mnie zadzwoniła. You made my day, nie wiem, jak by to było po czesku :-)
      Gratuluję tak miłego i klimatycznego miejsca, na pewno zajrzę tam przy okazji pobytu w stolicy

      Usuń
  2. ciekawa relacja :) a Modlin końcem świata, tak jak i moja Jabłonna która 5 godzin stała wczoraj w korku :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiewióro, Jabłonna niech sobie będzie, to jej atut pewnie, bo kto by chciał mieszkać w centrum stolicy, ale lotnisko tak daleko to po prostu koszmar

      Usuń
  3. Kasiu, cudowna relacja. No po prostu cudowna! Pewnie wiesz, pewnie wiele osób już Ci to mówiło..... powinnaś książki pisać. Nie dość, że pióro masz cudowne to jeszcze emocje u Ciebie na wierzchu i sympatię wzbudzasz powszechną. Tylko zazdrościć (ale pozytywnie). Pozdrowienia :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ręcamy i nogamy się pod tym podpisuje;)!!

      Usuń
    2. rr-odkowa i Diana - dziękuję bardzo za miłe słowa. Tak chciałabym pisać, chciałabym mieć odwagę myśleć, że mam coś do powiedzenia. Ach te kompleksy.

      Usuń
  4. O kurcze, Tochman i Szczygieł w jednym miejscu, stolik obok... W tym wypadku można chyba mówić o apogeum szczęścia. Ja miałem okazję wysłuchać Pana Tochmana na wczorajszym spotkaniu w Literatce we Wrocławiu. Bardzo ciekawe. Oczywiście wielki banan na twarzy... :) Zacne przygody miałaś w tej Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilu, można mówić o takim nadmiarze szczęścia, który odbiera czucie w palcach :-)
      Przygody były więcej niż zacne, poczekaj aż opiszę wyjście do teatru!

      Usuń
    2. W takim razie czekam na kolejny pościk. :)

      Usuń
  5. Hehehe. Ja to juz mysle, ze talent mam. Nazywam to talentem do ksiazek Schroedingera - sa i ich nie ma rownoczesnie. (W skrajnym wypadku system komputerowy mowil ze ksiazka JEST, a polki mialy inne zdanie. Personel wraz ze mna wypuscil sie na poszukiwanie i znalezlismy w koncu). A juz te teksty "Moglibysmy zamowic" wkurzaja mnie nieziemsko. Gdyby to byla mala ksiegarenka w malej miescinie co to musi przede wszystkim bestsellery posiadac zeby przetrwac, ale nie, wielka ksiegarnia w wielkim miescie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jakiś mały sklepik to tak, a nie wieeelki sklep i wszystko na zamówienie. Może powinnam była spawdzić, może pół z tych książek to atrapy?

      Usuń
  6. Rr-odkowa18 moze ciebie Kasia w koncu poslucha bo ksiazka sie robi tylko jakos Konca nie widac...;)a Kaska pisze zjebiscie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona, no właśnie się zatkało, bo nie pozwoliłam sobie uwierzyć, że mam coś do powiedzenia

      Usuń
  7. Popieram Rd-odkową... I też zazdroszczę takiego spotkania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dabarai - oj tak, jest czego zazdrościć. Jeśli tylko będziesz w Warszawie, koniecznie udaj się na ul. Gałczyńskiego, która jest tak umiejscowiona, że potem będziesz mogła sobie zasuwać po centrum miasta do wszystkich księgarni swiata. A i tam jest co kupić.

      Usuń
  8. Widzę, że więcej jest wielbicieli pióra Kasi. Bardzo fajnie. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też przyłączam się do chóru wielbicielek pióra Kasi, chętnie kupiłabym jej książkę! Mając też przyjemność spędzenia z nią tych paru chwil (za mało, jak zwykle za mało!!!) jestem też wielbicielką jej osoby w realu. Potwierdzam, że we Wrzeniu ślina jej nie ciekła i zachowywała się bardzo przyzwoicie, ja niestety też, żałowałam tylko że swojego notesika do autografów nie miałam przy sobie, bo ja bym chyba na Szczygła z prośbą o autograf się rzuciła, a tak musiałam sobie odpuścić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorota, całe szczęście, że nie miałaś, bo jakbyś się rzuciła,t o i ja bym to zrobiła i nie wiem, czy on by z tego żywy wyszedł.
      Ale miałyśmy ubaw, czyż nie?

      Usuń
    2. Nie da się ukryć! Szkoda, że tu bywasz tak rzadko!!!!!

      Usuń
  10. Wytwórnia wód gazowanych w bardzo ładnej cenie, tj niewiele ponad dziesiątaka w chwalonym przez Ciebie Matrasie była. Teraz jest już u mnie w kolejce do czytania :) Emocji ze zwiedzania Stolicy zazdroszczę, mnie by pewnie ta tarta z wrażenia z talerzyka wyskoczyła, jakbym pana Sz. przy moim stole zobaczyła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. peek-a-boo tarta była za dobra, żeby ją tracić, tyle swiadomości to jeszcze miałam :-) Zazdroszczę, że Wytwórnia jeszcze przed Tobą

      Usuń
  11. To czekam na kolejny wpis... Ciekawie jak zawsze. :)
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com U mnie nowści o znanym serialu.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja mam dosłownie pod domem TRZY księgarnie, w tym Matras i Empik i są to męki piekielne. Założyłam kaganiec i smycz i się przykułam, ale nie wiem, jak długo zabezpieczenia wytrzymają. Póki co biega syn, zapamiętuje tytuły i, ten rozsądny, po bibliotekach szuka.

    Za namiary na "kapakkę" z książkami i słynnymi właścicielami wdzięcznam niezmiernie, na Gałczyńskiego, owszem, biegałam prostować kręgosłup, ale o knajpce nie wiedziałam. Nie to, że sama bywam, ale czasami przyjezdni goście chcą pójść w "jakieś fajne miejsce".

    Z Mariuszem Szczygłem zaczęłam spontaniczną rozmowę kiedyś w Empiku, podeszłam i już, rozmawiało się samo, naturalnie, jak ze starym znajomym. Akurat nastał czas zmian w jego życiu i w moim i pamiętam, że gadaliśmy o cyklu siedmioletnim.

    Też mam tak, że bardzo łatwo nawiązuję znajomości, ostatnio w miejskim autobusie jechałam z Polką mieszkającą we Włoszech, zagadała, że w polskich autobusach taka cisza, nie to co tam u niej, tam wszyscy obcy ze sobą trajkoczą w autobusach i po kilku przystankach rozstałyśmy się jak stare znajome, po uprzednim omówieniu kilkunastu tematów, z dwóch punktów widzenia każdy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. xbw, to pewnie jakbyśmy się spotkały, też od razu byśmy się zaprzyjaźniły. Uwielbiam kontakty z ludźmi, nawet zdjęć nie robiłam, bo ciągnęło mnie raczej do wrażeń wynikających z obcowania z innymi, z wymianą energii, rozmową

      Usuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam