Chmielewską znam od dziecka, w 1975 roku dostałam od mamy na gwiazdkę Zwyczajne życie i tak się zaczęlo. Wraz z nabożnym podejściem do niej, brakuje mi dystansu, żeby oceniać jej książki, po prostu wszystkie mi się podobają, bo to Chmielewska i już.
O 'Lesiu' krążą legendy, Lesio to książka kultowa bez dwóch zdań. Dziwnym trafem nigdy tej powieści nie czytałam. Najpierw była ona nie do kupienia (młodszym czytelniczkom przypominam, że nie zawsze książki zwalały się z półek księgarni i nie zawsze istniało Allegro, podaje, wymianki, włóczykijki itp), nie do dostania w bibliotekach, a kiedy ją już kupiłam, odwaliłam stary numer pod tytułem - odłożę na półkę i będę się do niej modlić, ale broń Boże czytać, bo jak przeczytam, to co mi pozostanie? Wzięłam ją ze sobą na wakacje do Soczi, ale nie szło mi czytanie. Nie mogłam przebrnąć przez Lesia mordującego kadrową.
Niedawno wzięłam głęboki oddech i wrzuciłam tę powieść na odtwarzacz. Już dawno dostałam tego audiobooka od koleżanki, wiedziała, że lubię Chmielewską. Postanowiłam, że muszę mu stawić czoła, bo jak to, fanka pisarki, która nie czytała jej sztandarowej powieści?
Oj, już lepiej było pozostać w błogiej nieświadomości i przeświadczeniu, że coś wyjątkowego mnie omija. Niestety Lesio jest dla mnie za bardzo przerysowany, nie ten humor mnie pociąga. Nie lubię żartów w stylu Benny Hilla, klepania się po główkach i pleckach, chowania pod stołem, kopania w tyłek i tym podobnych.
Książka składa się jakby z trzech części. W pierwszej Lesio, z powodu znienawidzonej książki spóźnień wręczanych przez kadrową, postanawia ją zamordować, nie widzi innego wyjścia. Jego próby i działania wcale mnie nie bawiły, dziwiło mnie natomiast, że ktokolwiek może sią zaśmiewać nad opisami faceta, który się miota po mieszkaniu z topniejącymi lodami. I ta jego miłość do Barbary. Żałosne.
Potem było jeszcze gorzej, bo cała pracownia architektoniczna postanowiła wykraść projekt konkurencyjnej jednostki z pędzącego pociagu, który próbowali zatrzymać przebrani za garbatych. To było tak niedorzeczne, ze aż się uśmiałam przy opisie Lesia pędzącego ze sztucznym garbem po torach przed pociągiem. To był jeden z dwóch przypadków mojego rozbawienia podczas czytania tej powieści. A wszyscy ci, którzy czytali, mówią, że się dusili, krztusili i herbatą oblewali podczas jej lektury. No nic, jeszcze nie wieczór, pomyślałam i przystąpiłam do czytania trzeciej części (umownie trzeciej bo tak naprawdę to tam nie ma części jako takich).
I ta podobała mi się najbardziej, bo też i najbardziej przypominała Chmielewską, którą lubię i cenię. Tym razem przyjeżdża do pracowni Duńczyk i jego zmagania z językiem polskim, mieszanie pojęć i dziwne, jak na polskie warunki zachowania, śmieszyły mnie, ale jeszcze nie do rozpuku, chociaż wystarczająco, żebym była ukontentowana, że oto odnalazłam w tej powieści moją ukochaną panią Joannę.
Dla jednej sceny warto było tę książkę czytać uszami - tej, w której członkowie zespołu pracowni, na wyjeździe w celu inwentaryzacji miasta, zaplątani w produkcję teatralną, dokonując pomiarów, jednocześnie powtarzają role. Aż usiadłam z wrażenia, jak pięknie to autorka napisała. Śmiesznie, inteligentnie i z polotem. O, taki humor to ja lubię - sytuacyjny, wynikający nie z gagów w stylu angielskich komików, ale z tego, ze ktoś wcale nie chciał, a i tak był zabawny. Jak to miało miejsce we 'Wszystko czerwone' czy 'Bocznych drogach' (na przykład kiedy matka próbowała nalać sobie mleka i kucała co chwila przy jakimś samochodzie, co wyglądało komicznie i wprawiło obserwatora w zdziwienie).
Suma sumarrum, jak mawiała profesor Początek, mogłabym żyć bez przeczytania tej książki. Gdyby nie ostatnia część z Duńczykiem, pewnie byłabym nawet zła, że ją czytałam, a tak pozostało dobre wrażenie, ale nie bez świadomości, że jednak na wyrost.
Ja czytałam Chmielewskiej tylko "Wszystko czerwone" i choć książka była zabawna i naprawdę mnie wciągnęła, kilkanaście stron mi zajęło przyzwyczajenie się do języka autorki. Pewnie jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś inną jej książkę, ale "Lesia" odpuszczę. Benny Hill bawił mnie w podstawówce, ale od jej ukończenia upłynęło już sporo czasu:)
OdpowiedzUsuńKasiu - nie będę wchodzić na Twojego drugiego bloga, ale chciałam Ci podziękować za świetny tekst o pierścionkach. Bardzo mnie zaciekawiła tradycja tych 5 pierścionków w życiu każdej szczęśliwej kobiety:) Pozdrawiam:)
A różnie to z Chmielewską bywa, mi akurat najbardziej podobają się jej książki z lat 90, a nie te kultowe, wcześniejsze. "Harpie", "Najstarsza prawnuczka", "Złota mucha", "Depozyt"- mogę czytać w koło Macieju :)
OdpowiedzUsuńviv - język Chmielewskiej jest jedyny w swoim rodzaju i albo ją kochasz od pierwszego wejrzenia, albo niestety nie. Ja należę do tej pierwszej grupy. Czasem zdarza mi się mówić 'chmielewską', na przykład o kimś,że pognał 'kurcgalopkiem' gdzieś tam. Nie wyobrażam sobie moje życia czytelniczego bez niej.
OdpowiedzUsuńJeśli idzie o tekst o pierścionkach - dziękuję za komplement
Seso - bo pewnie jesteś młodsza ode mnie. Ja lubię jej oba okresy, a Harpie w szczególności
OdpowiedzUsuńKasiu,
OdpowiedzUsuńwysłuchałam połowy audiobooka zrobionego na podstawie jednej z książek Chmielewskiej. Połowy, bo reszty nie zdzierżyłam. Mam niejasne wrażenie, że właśnie Lesio mnie tak zniesmaczył. Przy czytaniu się zaśmiewałam, przy słuchaniu - zgrzytałam zębami. Może daj Lesiowi jeszcze jedną szansę?
Kocham Chmielewską wielką miłością, szczególnie tę "starszą", ale za "Lesiem" też nie przepadam...
OdpowiedzUsuńTen humor trochę taki "na siłę" tam jest - przy "Wszystko czerwone" ryczę ze śmiechu za każdym razem a przy tej książce tylko się uśmiecham...
Ja tylko tak po cichutku, bo aż się boję, bo chyba tylko ja jedna Chmielewskiej nie lubię. Nie wiem, dlaczego, bo na wizji to miła, mądra, wesoła i inteligentna kobieta. Dałam jej szansę pewnie ze 30 lat temu, gdy tak koleżanka śmiała się na głos podczas czytania i... nie załapałam. Było coś o dziewczynie, którą porwali, siedziała w jakimś lochu, potem się wydostała, w jakiejś łazience obcinała szpony i brała kąpiel... Tyle pamiętam. A przecież smutas nie jestem, dobre komedie lubię. Nie panimaju. :)
OdpowiedzUsuńJa lubię "starą" Chmielewską, tak do '95 roku, a i to nie wszystkie. Niezbyt podchodzą mi też typowo "wyścigowe" oraz poradniki. Niemniej jednak "Lesio" zapadł mi w pamięci, a już garbata ucieczka... I podobnie jak Kasia kurcgalopku ja używam świńskiego truchtu :)
OdpowiedzUsuńA ja Chmielewskiej nic nie czytałam, wstyd, ale przyjdzie czas i nadrobię, z tego co ludzie piszą wynika,że jej najlepsze książki to te najstarsze, no ale sama się muszę przekonać jak sięgnę.
OdpowiedzUsuńKasia, to mnie teraz zaintrygowałaś... Ja nie przeczytałam niczego Chmielewskiej poza Lesiem (którego zresztą nie skończyłam) myśląc, że wszystko pozostałe ma ten sam gatunek humoru co właśnie Lesio (dla mnie również nie do przełknięcia). Więc co ? Warto nadrabiać powiadasz ?
OdpowiedzUsuńA ja uwielbiam książki Chmielewskiej, i te stare i te nowe. A "Lesio" to moja ulubiona książka. Czytałam ją zresztą kilka razy, jak i kilka innych starszych książek Chmielewskiej.
OdpowiedzUsuńA przepraszam, czego konkretnie słuchałaś? Ireny Kwiatkowskiej czytającej całość, czy tego żenującego słuchowiska wydawanego przez Agorę? Bo jeśli tego ostatniego, to Ci serdecznie współczuję - spaprałaś sobie pierwszy kontakt z naprawdę najlepszą książką Chmielewskiej:(
OdpowiedzUsuńMam takie etapy, że biorę Chmielewską i czytam "jak leci". Moje ulubione to "Całe zdanie nieboszczyka", "Krokodyl...", "Wszystko czerwone", "Romans wszechczasów", "Klin"... Z nowszych uwielbiam "Depozyt", polecam, bombowa książka. Lubię też wszystkie części dla młodzieży i dla dzieci.
OdpowiedzUsuń"Lesia" lubię średnio, więc sama nie jesteś ;).
Prowincjonalna nauczycielko - może i tak, ale ja do czytania robiłam kilka podejść i uznałam, ze tylko uszami będę w stanie. Wszystkie dotychczasowe mi się podbały, ale Lesio widocznie mi nie pisany
OdpowiedzUsuńanek - Wszystko czerwone, Romans Wszechczasów, Boczne drogi, Całe zdanie - powtarzam regularnie co kilka lat, zaśmiewam sie wciąż tak samo (szczególnie przy inspektorze z WszCz - azali było ich mrowie a mrowie), ale z Lesia nie potrafię, właśnie ze względu na to wymuszenie 'zabawowego' formatu.
OdpowiedzUsuńKsiążkowcu - to, co tu piszesz, to jeszcze większy hard core niż to, co napisałam ja - Całe zdanie nieboszczyka ci się nie podobało???? Nie lubisz Chmielewskiej??????????????? Nie mogę się pozbierać, haha.
OdpowiedzUsuńBazyl - ja jeszcze nie wszystkie czytałam, bo mam obawy, że kiedy autorka przestanie pisać, ja poczuję się osierocona i wtedy zostaną mi jeszce te nieprzeczytane. Harpie mi się bardzo podobały, to z tych nie o Joannie. Też nie lubię tematu wyścigowego
OdpowiedzUsuńMoniko - jak widać po niektóych Chmielewskiej nie czytali i zyją. Chociaż mnie trudno w to uwierzyć, bo ja sobie nie wyobrażam życia bez kolejnych jej powieści. Poza Lesiem, haha
OdpowiedzUsuńSempeanko - żeby odczarować Lesia przeczytaj sobie Romans Wszechczasów i Wszystko czerwone, to z tych starszych, potem może Harpie i Depozyt z tych nowszych, sama zdecydujesz. Ja, tak jak pisałam Monice, nie wyobrazam sobie swojego czytelniczego życia bez Chmielewskiej
OdpowiedzUsuńkamkap - to tak jak ja, uwielbiam, i te starsze, i nowsze, ale tej akrat nie i nic na to nie poradzę
OdpowiedzUsuńZacofany w lekturze - nie było to słuchowisko, powieść czytał pan Kis, niezbyt udanie, ale też jakoś mi strasznie tam nie zawadzał. O wersji Kwiatkowskiej nie słyszałam.
OdpowiedzUsuńbeatrix - czyli jesteśmy siostry w tej kwestii, bo twoja wypowiedz mogłaby być moją. Depozyt jeszcze przede mną, dozuję Chmielewską, bo się boję, ze ona przestanie pisać i ja zostanę jak sierota z niczym do czytania
OdpowiedzUsuńhm... muszę przyznać, że moja miłość do Chmielewskiej zaczęła się właśnie od "Lesia", a było to w podstawówce, czyli trochę lat temu, koleżanka poleciła i od razu uprzedziła, żebym czytała na podłodze żebym nie spadła z łóżka czytając, moja miłość do Chmielewskiej trwa nadal, nie przeczytałam jeszcze wszystkich ale może kiedyś mi się uda :)
OdpowiedzUsuń@Kasia.Eire: Kwiatkowska czytała wieki temu "Lesia" w "Lecie z Radiem" - mistrzostwo świata, od lat usiłuję zdobyć to nagranie. Ośmielam się postawić tezę, że tak jak kiepski tłumacz może zabić książkę, tak przeciętny lektor może dobić audiobook:P A słuchowiskami sobie głowy nie zawracaj, bo to dużej klasy żenada:)
OdpowiedzUsuńNależę do grupy, która "starą" Chmielewską lubi, a nowszej nie trawi, przestałam ją czytać gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych. Najwyżej cenię tomy "kopenhaskie", "Całe zdanie nieboszczyka" (to chyba moja ulubiona), "Boczne drogi" i "Studnie przodków" oraz serię o Janeczce i Pawełku. Za "Lesiem" nie przepadam specjalnie, ale raczej jestem na tak ;-).
OdpowiedzUsuńStarą Chmielewską uwielbiam od zawsze, ale "Lesia" nie polubiłam, nie przemówiła do mnie ta książka ;) A było to gdzieś w czasach późnolicealnych lub wczesnostudenckich, więc trochę już niby lat miałam. Nie wiem, w czym tkwi sekret.
OdpowiedzUsuńJa bardzo lubię starą Chmielewską, ale za Lesiem też nie przepadam. Czytałam go kiedyś dawno dawno, nie zostało mi w pamięci niemal nic, więc ostatnio odświeżałam go sobie też z audiobooka i pierwsza część wydała mi się strasznie głupia. Ledwo przebrnęłam. Zdecydowanie trzecia była najlepsza, ale i tak wolę "Dzikie białko", które jest niejako kontynuacją "Lesia". Pewnie dlatego, że mniej w niej Lesia ;)
OdpowiedzUsuń@zacofany - gdzieś kiedyś miałam tylko nie pamiętam czy to był "Lesio", mam "Złota mucha" w audiobooku tylko nie wiem kto czyta bo nie potrafię się przekonać do audiobooków
OdpowiedzUsuń@Archer: ja też nie potrafię, ale Kwiatkowska rządzi: tak samo genialnie czytała Mikołajka i "Dzieci z Bullerbyn".
OdpowiedzUsuńarcher - bo ten humor z Lesia jest akurat na podstawówkę. Ja jestem chyba już za stara. Sama nie wiem
OdpowiedzUsuńzacofany w lekturze - to jak znajdziesz, pamiętaj o mnie, a jak ja znajdę, odezwę się do Ciebie. O Kwiatkowskiej i Lesiu mówię. Akurat w to wierzę, że ona mogła to zrobić najlepiej. Kis nie zachwyca, ale też i nie zniechęca. A jeśli idzie o lektorów - fakt, potrafią położyć najlepszy tekst
OdpowiedzUsuńEireann - nie jestem tak kategorycznie na nie, jeśli idzie o nowe, ale faktycznie stare budzą moją wielką sympatię.
OdpowiedzUsuńKsiązkowo - chyba w tym, że jedni chwytają, a inni nie
OdpowiedzUsuńlilybeth - Dzikie białko muszę zaatakować. Pierwsza częsc głupia, dobre określenie, adekwatne
OdpowiedzUsuńarcher - przekonaj się do autiobooków, fajnie jest sprzatać, czy spacerować z ksiażką w uszach. Ja nawet samochod prowadzę sluchając
OdpowiedzUsuńZacofany - nie słyszałam Kwiatkowskiej w niczym oprócz bajek, jeszcze na płytach winylowych w latach siedemdziesiątych, czyli za mojego dzieciństwa. Muszę wejrzeć w sprawę
OdpowiedzUsuńJa właśnie audiobooków słucham tylko w samochodzie :) A "Lesia" lubię, ja osobiście i polecam komu się nawinie. Ucieszę się, jak się komuś spodoba, ale obowiązku nie ma, gusty są różne i nie ma co deliberować :)
OdpowiedzUsuńCzytałam "Większy kawałek świata" Chmielewskiej i jestem zachwycona. Nie wykluczone, że i za tą pozycję chwycę ;)
OdpowiedzUsuńJa też szczerze mówiąc za "Lesiem" nie przepadam. Moją chyba ulubioną książką Chmielewskiej jest "Krokodyl z Kraju Karoliny". Nie wiem, może przez ten motyw szpilek, bo buty to moja druga pasja? Teraz właśnie relaksacyjnie czytam "Wszyscy jesteśmy podejrzani". I co? Może nie dobiegają z mojej sypialni wybuchy niekontrolowanego śmiechu, jak wtedy, gdy byłam nastolatką, ale uśmiech się po twarzy błąka :)
OdpowiedzUsuńgrendello - no właśnie, taka przyjeność nad przyjemnościami, nawet jeźli nie człowiek nie miota się po dywanie z uciechy
OdpowiedzUsuńMam takie same odczucia, co Ty. Kocham Chmielewską, za jej styl, którego poszukuję w każdej jej książce. Nie każda natomiast ten styl posiada w stopniu mnie zadowalającym :) Lesio nie do końca to ma, ale 'Całe zdanie nieboszczyka', 'Krokodyl z Kraju Karoliny', 'Wszyscy jesteśmy podejrzani', 'Wszystko czerwone',..kilka nowszych.. można sobie powybierać :) Natomiast 'Lesia' nie polecałabym początkującym - go albo się pokocha na maksa, albo tylko zaakceptuje :D
OdpowiedzUsuńNaila - boję się, że wiele początkujących zaczynających od Chmielewskiej, odwróciłoby się gdyby ta powieść miała zaważyć na dalszym kontakcie z pisarką.
OdpowiedzUsuń