poniedziałek, 22 kwietnia 2013

O kant tyłka potłuc akcje, kiedy znikąd pomocy

Czytanie pod chmurką, pięć minut dla książki, cała Polska czyta dzieciom - to nic nie da.

Taka prawda. Dziwimy się, że czytelnictwo spada, że więcej niż połowa Polaków nie miała w ręku książki w zeszłym roku, a z pozostałej połowy może mieli jedną - 50 twarzy Greya jak znam życie. I w tym roku będą mieli dwie, czyli dwieście procent normy - kolejne dwa tomy o twarzowym kochasiu trzeba przecież doczytać.
Szukamy winnych, że dom, że szkoła, że lektury do niczego, że za drogie książki. Sraty-taty. Książki są w bibliotekach, jak ktoś jest molem książkowym, to sobie butów odmówi, a książkę kupi. W końcu nie ma takiej biedy, jak to bywało kiedyś, a wtedy czytało się więcej.
Jest telewizja, jest internet - powiecie, młodzież woli kulturę obrazkowa, nie ma cierpliwości skupić się na dłuższym tekście... No to cała Polska czyta dzieciom, to ma coś zmienić.
Pewnie, te wszystkie 'ruchy w rajstopach' pozwalają jakoś książce utrzymywać nos ponad powierzchnią wody, ale i tak czarno to widzą eksperci od tego sektora.

Od jakiegoś czasu, mając na uwadze te wszystkie argumenty prowadzę 'badania w terenie', czyli tropię ślady książki w mediach i albo Siuks ze mnie marny, albo marnie z tymi śladami.
Od razu pomijam programy typu Xięgarnia, Hala Odlotów, Sztuka czytania, Hurtownia książek - one są dla niszowej grupy robione, albo nocą puszczane, ale kiedy nikogo nie ma w domu, albo mówią tam takim językiem, że może ze 2 procent ludzi to rozumie. Taka prawda. Robi się tam z książki i czytelnictwa zajęcie dla wybranych, nielicznych, inteligencji, ale też takiej z podziemia. Marynarki tweedowe, swetry na drutach półsłupami, albo pulowerki w serki i spróbujmy użyć jak najwięcej wyrazów ze słownika Kopalińskiego w jednym zdaniu. I wszyscy w okularach, oczy 'zjedli' czytając.
Żeby było jasne - nie krytykuję, próbuję na to spojrzeć oczami statystycznego Kowalskiego czy Kwiatkowskiej. Uwielbiam Halę Odlotów, oglądam z nabożeństwem każdy odcinek (nie tylko o książkach tam mówią), zresztą każdy program o literaturze śledzę. Po ciekawym odcinku staram się zachęcać do obejrzenia powtórki, mozolnie lajkuję, udostępniam i rozpowiadam, ale wiem, że to i tak interesuje nielicznych.
Telewizja ma moc. Może wypromować piosenkarza bez poczucia rytmu, to książki by nie dała rady? A lokowanie produktu, wiem płacą za reklamę, ale skoro tak się wszyscy martwią poziomem czytelnictwa, nie można by za darmo, pro publico bono, lokować książki w programach telewizyjnych i serialach?
Wspomniane 'badania w terenie' obejmowały uważne śledzenie różnych produkcji i wyławianie obecności książki, jako czegoś zwykłego, używanego codziennie do czytania (podkreślam, bo można by jako podpórki lub podkładki pod garnek). Nie ma. Gdyby to łowienie dotyczyło ryb na obiad, z głodu bym zdechła w imię kultury.
Ani 'Klan', ani 'Barwy szczęścia', 'M jak Miłość', 'Na Wspólnej' (kilka gdzieś tam w tle między wazonikami) 'Przyjaciółki', 'Ojciec Mateusz' (poza brewiarzem), 'Komisarz Alex', Agata co ma prawo, Lekarze, Na dobre i na złe, wszystko co tam w programie teraz jest - z lupą oglądałam i nigdzie żadnej biblioteczki, bohatera odpoczywającego przy książce, czytającego w kawiarni w oczekiwaniu na koleżankę czy chłopaka, ludzi w autobusie z książką, na ławce z książką, u żadnej dziewczyny w torebce książki - nie ma. Książka została wyrugowana z codzienności telewizyjnej. W serialu Przepis na życie było, o 'W poszukiwaniu straconego czasu' i 'Ulissesie', ale potem się okazało, że to taki kawał, facet sobie z jednej babki jaja robił, a ona durna czytała to wszystko, żeby mu zaimponować. No pewnie, co za pomysł przeczytać książkę! Do garów! Ewentualnie podziwiać faceta.
A jak Magda Gessler wylądowała kiedyś w restauracji, gdzie książki stanowiły tło dla serwowanych dań, nie mogła opanować wyrazu niesmaku na taki wystrój, natychmiast skrytykowała.
Raz przeczytałam w prasie, że będzie serial o młodych ludziach, którzy otworzyli razem księgarnię. Napaliłam się jak budowlaniec Radomskich, a jak przyszło co do czego, to o książkach i księgarni tam najmniej było, głównie ekspres do kawy pokazywali, poza tym oczywiście 'o życiu, a rano zrobimy jajecznicę' - szybko zdjęli z anteny. Dobrze im tak, ludzi tak w konia robić.
Programy poranne - czasem, przy okazji promocji książki, można zobaczyć pisarza. Raz w tygodniu Anna Dziewit Meller opowiada o nowościach w Dzień Dobry TVN, ale na kanapę nie zaproszą pisarza. Modelki, piosenkarzy, aktorów zapraszają. Sportowcy proszę bardzo, z fanfarami. Panie robiące na drutach i szyjące poduszki, fryzjerzy, kreatorzy mody oczywiście. Prezenterów radiowych ewentualnie też. Byli i obecni mężowie, porzucone żony, niekochane córki - wszyscy mają zawody dalekie od pisania. Czasami dziennikarka jest. A dlaczego pisarka czy pisarz nie mogliby przyjść i pogadać o swoim dzieciństwie, o wyborze samochodu, o chodzeniu na obcasach, nawet dwa razy w tygodniu. I nie w koło Macieju Grochola i Kalicińska, skądinąd świetne babki, ale przecież nie jedyne pisarki, ale więcej i z różnej półki. Dla jednych prof. Mikołejko i Pilch, dla innych Zaczyńska, Ulatowska czy wspomniana Grochola. A może Miłoszewski i Wroński. A jak o Paryżu w lecie to może Gutowską-Adamczyk z Martą Orzeszyną zaprosić, a nie tancerza, co tam właśnie brylował. Mamy wielu pisarzy w Polsce, w innych krajach się ich hołubi, zaprasza, wypytuje, w radio chociażby telefonicznie, a u nas rajdowiec, hodowca koni, skrzywdzony prezenter, porzucona żona Ibisza są gwiazdami. Wiecznie ci sami do tego.
Czasem zapraszana gwiazda przyznaje, że napisała książkę i wtedy jest to tak dziwne, jakby puściła bąka w towarzystwie. Do tego się kryguje, że może nie jakiś cud miód, ale za to szczerze. Jakby to wstydliwa przypadłość była.
Prasa o książkach trudna do kupienia, sama tego doświadczam, kiedy spędzam tydzień w Polsce i chcę wszystko na raz skompletować. Albo proszę kogoś o zakup w kraju i dostaję doniesienia z placu boju - byłam w empiku, Matrasie i nie ma, ale jeszcze lecę na dworzec, bo tam podobno dobry kiosk i pan Kazimierz ma wszystko. Nawet raz dzwoniłam do Agory, żeby mi Pani z działu dystrybucji powiedziała, gdzie kupić w takiej jednej małej miejscowości, bo koleżanki matka z balkonikiem po mieście posuwa i nigdzie nie ma, a wrócić do domu z pustymi rękami nie chce, bo się podjęła zakupu. Mission impossible cholera.
Kochani, chodzi mi o to, żeby książka nie była dla wybranych, tylko dla mądrych, tylko dla uczonych, żeby zauważyć, że są też panie kucharki, które zaczytują się w Sadze Ludzi Lodu, stolarze, którzy lubią Cobena, kierowcy zachwyceni nowym Krajewskim, zwykłe kobiety, które czytają powieści obyczajowe i żeby nie wpędzać tych ludzi w poczucie winy i że są czytelniczymi diskopolowcami. Żeby pisarze byli obecni w naszym życiu, książki równie często pokazywane jak kolejne modele komórek. Niech serialowe domy zostaną wyposażone w biblioteczki, Mostowiakowa poleca sklepowej nową powieść Michalak, niech facet wspomni, że nowy Pilch wymiata, niech ktoś się zachwyci biografią Kaliny Jędrusik, a dziecko idzie z ojcem za rękę i ma pod pachą bajki pana Perraulta. Przywróćcie książkę polskiej codzienności, wy - twórcy seriali, filmów, programów i reklam. Czytanie jak na razie zeszło do podziemia i to tak głęboko, że tylko blogerzy się podniecają kolejnymi wydawnictwami. Blogerzy - wyśmiewani przez prawdziwych krytyków, ale to oni właśnie dostają gorączki na wieść o Kronosie Gombrowicza, skrzykują się na targi, spotykają się przy wymiankach, zawzięcie dyskutują mailowo.
Ludziom czasem trzeba wskazać, jak żyć. Jeśli telewizja wywaliła ze swojej świadomości czytanie i książki, to jak można się spodziewać, że kolejne pokolenia będą po nie sięgać?
O i tak sobie pomstuję z okazji Międzynarodowego Dnia Książki.



147 komentarzy:

  1. Pięknie napisałaś. Pobożne życzenia i niech się spełniają:) Cały rok z książką w tle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książkowcu - pobożne życzenia, wiem, ale cuda się zdarzają bardzo czasami

      Usuń
  2. Kasiu genialnie to napisałaś! Zgadzam się w pełni z Tobą, zwłaszcza, że w Danii widzę, że stosunek do książki, tak mediów jak i zwykłego zjadacza chleba jest inny niż w Polsce. Weź zrób z tego posta artykuł i ślij gdzie się da!!! Mądrze wszak gadasz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, nawet nie wiedziałabym gdzie, i tak mnie nikt nie posłucha, gdyby to Małysz powiedział...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dzieki za udostępnianie, zależy mi, żeby się rozeszło, może ktoś decyzyjny weźmie do serca, chociaż wiem, ze to i tak na nic. Jak napisałam wyżej, gdyby to Małysz powiedział

      Usuń
    2. Nooo, ja bym nie stawiała na końcu Amenu ;) bo to by znaczyło, że koniec kazania - wszyscy się rozchodzą do domów i każdy będzie nadal robił, to co robił ;)

      A tymczasem trzeba ponieść tę złotą myśl do decydentów.Mimo iż prawdopodobnie będzie niczym nasze powstania narodowe - czyli skazana na klęskę.
      Bo jakoś nie widzę np by wydawca mógł zapewnić twórcom seriali za książkowy product placement te kokosy co producent margaryny...
      Smutek.

      Usuń
    3. inwentaryzacjo krotochwili - dlatego napisałam, że wśród komórek i margaryn, książka powinna być 'plejsowana' pro publico bono, czyli za darmo, dla dobra publicznego

      Usuń
    4. No to chyba że książka jako idea, metaksiążka, taka w okładce i anonimowa - bo konkretny tytuł i autor to konkretny wydawca czyli produkt. A plejsowanie produktu bez sponsoringu to chyba w plejstocenie, bo na pewno nie obecnie :/
      (Zaczęłam się zastanawiać i rzeczywiście nie przypominam sobie w żadnym polskim serialu czy filmie sceny z czytającym bohaterem, którego trudno oderwać od lektury... no, może u Kieślowskiego...OMG)
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. a chociażby książki jako idei, nie chodzi mi o to, zeby mówili o tytule i autorze, ale po prostu niech książka jako obiekt będzie obecna. No i te mieszkania, domy, jak to, nigdzie książek nie ma?

      Usuń
  4. I basta.Pięknie, nic dodać,nic ująć jestem za i w pełni popieram:-)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. W naszym przedszkolu raz na pol roku jest wystawa ksiazek- przychodzi pani z ksiegarni i czyta dzeciom. Jest tez wieczorek z rodzicami, na ktorym pani pleca najlepsze pozycje. Dwa razy w roku dzieci chodza tez do biblioteki. Ale i tak najwazniejszy moim zdaniem wlasny przyklad...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. karto_flana - własny ważny, ale nie każdy może dać przykład

      Usuń
  6. Podobnie jak Marta wystarczy powiedzieć Amen!Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. przynadziei - dziękować, dziękować

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Doroto, macham łapką :-)

      Usuń
    2. :) Wczoraj udostępniłam link na facebooku, ale to mi nie wystarczyło i dziś zaprosiłam do przeczytania Twojego tekstu w swoim najnowszym blogowym wpisie. :)

      Usuń
    3. Doroto, dziękuję za zaangażowanie w sprawę :-) Naszą sprawę!

      Usuń
  9. Ach, no co mogę więcej powiedzieć, tylko przytaknąć. I pokiwać głową.

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże....jakie to smutne :-( Jakie to tragiczne :-( Nie ma kto jakichś chodów w TV?Przecież trzeba coś z tym zacząć robić bo inaczej marny los czeka nasze młode pokolenie :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Cię, że tak wiele czasu przeznaczyłaś na te badania - to się nazywa poświęcenie. Dzięki temu więcej zrozumiałam - pewnie nie tylko ja - bo nie miałam pojęcia, że książka w telewizji praktycznie nie istnieje. Nie używam tego medium od dłuższego czasu, to nie w temacie jestem. A teraz już wiem - jakim cudem książki mają być popularne, skoro nikt ich nie popularyzuje tam, gdzie reklama może zdziałać cuda?

    Dla mnie czytanie jest wodą, powietrzem - bez książki nie istnieję. Nie ma w moim życiu dnia bez liter (że ośmielę się sparafrazować klasykę) - a przecież mam dzień zajęty ośmiogodzinną pracą, gotowaniem czegoś w miarę jadalnego, utrzymywaniem domu w stanie gotowym do pokazania go publicznie, wychowywaniem dziecka (w tym prawie godzinnym codziennym głośnym czytaniem), itp. Wiem więc, że choćby nie wiem jak mało miało się czasu, to na czytanie zawsze znajdzie się miejsce. I muszę się tylko przy tym przyznać, że nie jestem w stanie pojąć, jak można nie lubić czytać - nie pojmuję tego swoją ograniczoną wyobraźnią. Jestem nietolerancyjna, wiem... Tylko czy ci, którzy mówią, że nie lubią kiedyś w ogóle spróbowali czegoś innego niż lektury szkolne? Może właśnie pokazanie im, że ich ulubione postaci z telewizji czytać potrafią dałoby im okazję do sprawdzenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielono w głowie - też nie rozumiem, jak można nie czytać? Przyznam, że jak ktoś mi coś takiego oświadcza i jeszcze argumentuje głupio, to mi ciężko nerwy na wodzy utrzymać i czegoś przykrego nie powiedzieć.

      Usuń
  12. Myślę, że powodów niskiego czytelnictwa jest co najmniej kilka. Na pewno mają tu swój wkład ciężkie do przeczytania lektury szkolne, nie niskie ceny książek, brak odpowiednich wzorców, to te które jako pierwsze przychodzą mi na myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domi, biblioteki są za darmo, można zacząć od tego. Wzorców brak, o tym piszę. A lektury szkolne za moich czasów też były i jakoś to przeżyliśmy wszyscy. Ba, czytaliśmy jeszcze coś oprócz tego

      Usuń
    2. Lektury szkolne nie są złe. Problemem jest przymus ich czytania. Przecież tacy "Krzyżacy", "Lalka" czy inne "Faraony" są genialnymi, wciągającymi, pełnymi emocji książkami. Chodzi tylko o tu, że TRZEBA je czytać, a zmuszania nikt nie lubi.

      Usuń
    3. Zęby też TRZEBA myć, a nikt nie oburza się, że to zmuszanie i tego nie lubi...
      Czytanie lektur nie jest przymusem, ale obowiązkiem człowieka, który chce mieć przynajmniej minimalne wykształcenie, rozumieć kod kultury.

      To tak na marginesie, a w ogóle to chciałam rzec iż znakomity, jakże prawdziwy, tekst.

      Usuń
    4. Tu się zgadzam z Agnesto co do lektur. Tak jak uważam dobre było chodzenie do filharmonii na koncerty ze szkoła. Nie trzeba byc fanem muzyki klasycznej, ale pojęcie miec trzeba

      Usuń
  13. Świetny post, w samo sedno problemu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nic dodać nic ująć...

    Wczoraj w "Ranczu" (to jedyny serial, który ogląda mój mąż, a ja czasem zerkam) było o czytelnictwie - jeden z bohaterów po raz 17 czytał "Trylogię" - tłumaczył żonie, że to piękna książka, a ponieważ taka długa, to jak dojdzie do końca to już nie bardzo pamięta co było na początku. I musi sobie przypominać;)
    I też w tym serialu jest motyw czytania książek dziecku, jest pisarz, którego książkami zaczytują się miejscowe kobiety, a na plebanii jest całkiem spora biblioteczka - komplet Chmielewskiej stoi na centralnym miejscu.
    No ale reżyser to prywatny mąż pani Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Można rzecz, że człowiek żyjący w cieniu książek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anek - i pewnie pod jej urokiem czytaj wpływem :-)
      Ranczo akurat pominęłam, jakoś mi umknęło

      Usuń
  15. Czytanie to dla mnie oddychanie!
    Kasiu tekst rewelacyjny-udostępniam!
    Jola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu - ja też oddycham poprzez czytanie, to moja woda zycia

      Usuń
  16. O tym samym kiedyś myślałam, oglądając po raz n-ty mój ukochany brytyjski serial My Family, gdzie w każdym odcinku przynajmniej przez minute głowni bohaterowie siedzą z książką przed nosem. U nas ludzi czytających się nie pokazuje w filmach czy serialach, bo to najwidoczniej niefotogeniczne jest. Nawet tez miałam o tym notkę klepnąć, ale na myśl o przeglądaniu wszystkich polskich seriali celem zebrania materiałów źródłowych, zapał mi przeszedł. Ciesze się ze o tym wspomniałaś i ze ten problem jeszcze ktoś widzi. Jeszcze bardziej bym się cieszyła gdyby polscy reżyserzy zaczeli lokować książki w swoich produkcjach jak pianki do golenia i chrupki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. peek-a-boo moje marzenie, żeby czytanie stało się niezwykle modne

      Usuń
  17. Nie oglądam seriali, o których wspomniałaś, ale analiza, którą przeprowadziłaś jest porażająca. Jakiś czas temu na którymś z forów czytałam, że w Klanie reklamowano Biedronkę... O tempora, o mores, że tak powiem... Udostępniam tekst dalej, niech to będzie moja kropelka, która drąży kamień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaye, biedronkę, przyprawy, telefony, wszystko oprócz ksiażki.

      Usuń
  18. Kasiu, DOSKONAŁY tekst :)) Już go udostępniłam na FB. Niby wiedziałam i widziałam to wszystko już wcześniej, ale dopiero w takim zbiorczym zestawieniu widać jak porażające są to fakty. Może my, blogerzy jednak możemy zrobić coś więcej niż tylko pisać o książkach. W końcu jest nas całkiem sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rr-odkowa - nie wiem, ile możemy zrobić, ale próbować trzeba

      Usuń
  19. Wiesz, że nigdy tego tak nie widziałam?
    Być może dlatego, że ja wszędzie widzę książki, praktycznie nie ruszam się bez książki z domu. A jak tak się już stanie to aż mnie świerzbi żeby coś przeczytać i zaraz przeliczam zmarnowany czas na ilość stron, które mogłabym w tym momencie przeczytać (czy też jaką tajemnicę poznać).

    P.S. Co do Międzynarodowego Dnia Książki to ja się cieszę, że jest, bo dzięki temu moja biblioteka miejska zaprosiła Katarzynę Enerlich na spotkanie autorskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. magdalenardo - też targam ze sobą wszędzie książkę albo kindla, a jak nie to mp3 z audiobookiem i dlatego zauważyłam, że w filmach i serialach tego nie ma.
      Ach te spotkania z autorami, chciałabym bardzo

      Usuń
  20. Gratuluje ! Super tekst! Zgadzam sie w 100%. Nie mam dostepu do polskiej TV, ale wierze na slowo, ze tak wlasnie sprawa wyglada. We francuskiej TV nie ogladam za duzo seriali, ale jest tam taki jeden komediowy "Sceny z zycia malzenskiego" i tam czesto sa sceny wieczorne - w lozku kobieta obok mezczyzny, oboje z ksiazkami w reku, ona powiesc obyczajowa, on thiller lub kryminal i akcja sie toczy i jest smiesznie, a przy okazji ludzie widza, ze ksiazka to rzecz zwyczajna. Wiec jednak mozna!
    Szkoda zeby Twoj super tekst pozostal tylko w srodowisku ksiazkowych bloggerow - a moze zrobic jakas petycje na stronie internetowej, pozbierac podpisy i wyslac do najwiekszych kanalow TVP?
    Sama nawet bloga nie mam, wiec nie chce nikomu pracy wymyslac, ale podpisze sie chetnie i obiema rekami jesli by cos takiego powstalo.
    Co sadzisz o tym Kasiu-ma to sens?
    Pozdrawiam goraco
    Wyspa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyspo, sens może i ma, ale nie umiem petycji pisać. Nie wiedziałabym nawet jak to przerowadzić

      Usuń
  21. Jeszcze chcialam tylko dodac, ze dzsiaj do 23.55 Merlin ma 30% znizki na wszystkie ksiazki

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja nie wiem skąd się wzięło przekonanie, że każdy powinien czytać, a że nie czyta to jest płacz i lament. Otóż tak jak nie każdy lubi teatr czy filharmonię, nie każdy lubi i bedzie czytał i z to trzeba zrozumieć i uszanować.
    Poza tym to dorośli nie czytają, co potwierdza rynek wydawniczy, który wydaje coraz więcej książek kierowanych do młodego czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczę dzieci i młodzież i niestety wiem jak jest. Na całą klasę znajdzie się najwyżej 2-3 osoby czytające książki dla przyjemności, inni czytają lektury, bo muszą, a i to nie zawsze. Czytanie jest według nich nudne i wymieniają je na samym końcu listy ulubionych zajęć.

      Usuń
    2. A to co piszesz jest zastanawiające w konteście moich obserwacji. Wydawnictwa z zasady nastawione są na zysk, wydają to co się sprzedaje i opłaca, więc skoro wydają duże ilości młodzieżówki to ktoś je kupuje. Skoro piszesz, że młodzież nie czyta to znaczy że kupują rodzice? Żeby na półkach zalegały? Nie chce mi się wierzyć. Tym bardziej że biblioteka, do której należę ma bardzo oblegany dział młodzieżowy i panie twierdzą, że dzieciaki dużo wypożyczają.

      Usuń
    3. Moim zdaniem to troche jak z gotowaniem. Pewnie ze nie trzeba sobie w domu gotowac, mozna sie stolowac na miescie albo w stolowkach. Ale od dawna wiadomo ze dieta miejska, na ogol fast foodowa zle na zdrowie wplywa. Wiadomo ze dzieci karmione w domu lepiej sie rozwijaja, fizycznie i psychicznie. Bo poza zaspokojeniem glodu fizycznego jest to okazja do kontaktow miedzyludzkich itp. I wcale nie chodzi o to, zeby gotowac trzydaniowe obiady z deserem. Potwierdzono, ze nastolatki wychodzace z domu, ktore umieja podstawowe rzeczy sobie w kuchni przygotowac, zaimprowizowac kolacje z tego co w lodowce znajda sa na ogol pewniejsze siebie, latwiej sobie radza z codziennoscia na innych plaszczyznach. Zdrowotne korzysci sa oczywiste. I dlatego sa rozne kampanie (w Irlandii i UK) zachecajace wlasnie do gotowania w domu. Bo oczywiscie nie musi byc tragedia, jesli ktos tego nie robi, ale znacznie lepiej dla niego zeby umial i mial taki nawyk. Z czytaniem podobnie. Rozwija jezyk, wyobraznie, emocje, kreatywnosc - zreszta co mam nawijac korzysci wszyscy znaja. Ludzie czytajacy lepiej sobie radza na innych plaszczyznach. I jest ono ogolnodostepne, w odroznieniu od filharmonii czy teatru. Znacznie lepiej dla spoleczenstwa (nie mylic z politykami) zeby mialo nawyk czytania bo to prowadzi do analizy informacji, rozwija krytyczne myslenie bardziej jednak niz telewizja. Spada czytelnictwo W OGOLE. Ludzie juz nie tylko ksiazek nie czytaja, nie czytaja tez gazet, artykulow dluzszych niz dwie kolumny, spada umiejetnosc koncentracji i poziom wiedzy ogolnej. Warto zachecac, trzeba ubolewac ze nawyk zanika. Ci ktorzy chodza do filharmonii, baletu itp na ogol takze czytaja, bo maja wyrobione po prostu potrzeby kulturalne. I o to chodzi.

      Usuń
    4. Honorato, powiem krótko - nie zgadzam się. Nie obchodzą mnie jakies tam jednostki nie sięgające po książkę, ale jeśli z tego robi się przeważająca część społeczeństwa, trzeba bić na alarm. Młodzież nie tylko nie czyta, ale nawet nie umie sobie dobrać książki, nie umie jej ocenić po przejrzeniu, ba, nawet jej nie umie przejrzeć. Widzę to na co dzień. Pracując z nastolatkami w bibliotece muszę najpierw nauczyć jak się wstępnie zapoznać z książkę, jak ocenić, czy to coś dla Ani, czy raczej Zbyszka. Oczywiście można dać sobie coś polecić, ale nie chodzi o to, żeby być 'czytającym cielakiem' tylko czytelnikiem świadomym.
      Książki młodziezowe się sprzedają, bo rodzice je kupuja mając nadzieję, że dziecko sięgnie po nie. Koleżankę mam, która kupuje dużo, spytałam jej corki, co ostatnio przeczytała z tej masy i okazało się, że się dopiero zabiera do tego. Oczywiście są też ludzie czytający, ale o to chodzi, żeby to nie było podziemie, a norma

      Usuń
    5. Ja w zeszłym roku pisałam coś takiego: http://zielonowglowie.blogspot.com/2012/04/moj-gos-w-sprawie-stanu-czytelnictwa-w.html
      I zdanie swoje podtrzymuję. Z moich obserwacji wynika, że z tą młodzieżą nie jest tak źle. W chwili obecnej pokutuję pracując w przedszkolu, ale jeszcze niedawno uczyłam w gimnazjum i widziałam, że dzieciaki do czytania lektur wołami nie zaciągniesz, ale sporo czytają tego, na co mają ochotę, do czego nikt ich nie zmusza. Pomijam fakt, że zazwyczaj nie jest to literatura wysokich lotów, ważne jednak, że jakaś jest - Kasia też o tym pisze. Jestem praktycznie w każdą sobotę w bibliotece w dziale dziecięco-młodzieżowym i widzę tabuny dzieciaków - jeszcze od czasu do czasu zdarzają się niedobitki, które nie czytały "Zmierzchu", ale coraz częściej sięgają teraz po przygodówki. Powodzeniem cieszy się Rick Riordan, którego książki sama uważam za świetne, kolejki ustawiają się do Cornelii Funke, do Eragona, do Hobbita... Teraz starszych trzeba edukować!

      Usuń
  23. Pozwoliłem sobie podebrać na bloga. Sam bym tego tak celnie nie ujął, choć też rzucają mi się te fakty od dawna w oczy (jestem z wykształcenia medioznawcą, stąd na różne rzeczy obecne i nieobecne w przekazie TV zwracam uwagę).

    Lokal, o którym wspominasz w kontekście Gesslerowej, to niestety lubelski "Antykwariat", obecnie - uwaga - Ąka. O ile o Gesslerowej nigdy nie byłem dobrego zdania, bo to wulgarne i prostackie babsko, o tyle to co zrobiła w Lublinie - po prostu boli, bo lokal był to fajny, a powstało kiczowate divadlo pod kretyńskim szyldem.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bibliomiśku - jakże mi żal, że ta zmiana zabrała Wam fajny lokal, ciekawe, czy oni faktycznie nie zarabiali, czy reklamy chcieli? Różne te rewolucje były, część pewnie słuszna i udana, ale ta Ąka to pretensjonalne i nieudane faktycznie.

      Usuń
  24. Pamietam jakis film dawniejszy, Barei bodajze, w ktorym pielegniarka grana przez Hanne Stankowne zaczytywala sie w jakiejs powiesci ze lzami w oczach. Ktos ja zagadnal, a ona ze to strasznie zyciowa ksiazka i taka madra. Nazywa sie Tredowata. Nie wiem czy dzis do wielu ludzi dociera ten zart i to smutne. Dzis taka pielegniarka mialaby smiech dodany w tle za sam fakt ze czyta.

    Nie mam telewizora wiec irlandzkiej telewizji nie ogladam, filmy i seriale to DVD i komputer, wiec nie wiem jak oni ksiazki promuja. Ale co chwila widze plakaty na miescie. Nowa powiesc X-a! Powiesc Y zabierze cie w niezapomniana podroz! itp. W Polsce w ogole tego nie widze. No Pottera reklamowali w swoim czasie i mgliscie mi majaczy ze Wydawnictwo Literackie probowalo z Ffordem i jego ksiazkami, ale te plakaty jesli sa to i tak tylko w ksiegarniach wisza. A to przeciez ma takze nieczytajacych zachecic. Dlatego mnie na przyklad nie zloszcza okladki z plakatami filmowymi. Niech zachecaja.

    W Dublinie co chwila a to Bloomsday, a to One City One Book festival. Nie angazuje sie specjalnie, ale jakbym chciala duzo moglabym znalezc. W Easonach Story Hour, gdzie czyta sie dzieciom. Jak mi Bog mily nawet nieczytajacy rodzice chyba chetnie skorzystaliby z takiej opcji, a skorupka nasiaka. Ludzie w metrze na stojaco czytaja. Ksiazki nominowane do Bookera czy Orange eksponowane w ksiegarniach, dyskutowane szeroko i sa to ksiazki o zroznicowanej tematyce i stopniu "czytalnosci". A jak juz jakas irlandzka ksiazke nominuja to hulaj dusza, wywiady wszedzie, recenzje we wszystkich gazetach, gadka na miescie. A u nas Nike jedna przebila sie do swiadomosci publicznej (chyba glownie ze wzgledu na nagrode pieniezna....) i same takie snuje smetne do niej nominuja. Chyba jest cos w rodzaju Nike czytelnikow, ale tez sie tego nie promuje. U nas to jakies kretynskie kampanie reklamowe samego czytania a nie konkretnych ksiazek. Ludzie sie kiedys wstydzili ze nie czytaja, wstydzili w taki pozytywny, mobilizujacy sposob, przynajmniej uznajac ze to jest cos wartosciowego. W Wyborczej pisano, ze to zaczyna zanikac. Nieczytanie staje sie wrecz powodem do dumy bo po co panie dzieju faramuszki jakies. Ale te kampanie to nie wiem, czy akurat cokolwiek zmienia w temacie.

    PS Kasiu, na drutach sie polslupkami nie robi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannah - dopiero jak to napisałaś, zorientowałam się, że napisałam 'na drutach' półsłupkami, nie tak miało byc, wiem, że to szydełko. Chyba zmienię zaraz.
      Jak zwykłe pięknie to skomentowałaś, nic dodać nic ująć. Nike jest też taka posh, wielkie nazwiska się załapują, a jaki procent czyta te akurat? Tylko część, jak mawiała kucharka Honorata - mniejsze pół :-)
      Dlaczego inni nie mają swojej nagrody?

      Usuń
    2. Pozwolę się nie zgodzić z tym brakiem plakatów. Owszem, tylko w wielkich miastach, ale np. Warszawa jest zalana plakatami książkowymi - na przystankach, kioskach, w metrze etc. Albo ja jestem zboczona i wszędzie je widzę ;)

      Usuń
    3. książkowo - nie, Warszawa może i jest, ale byłam w lecie w Koszalinie, Darłowie, Darłówku i tam nie ma wcale

      Usuń
  25. Podpisuję się pod Twoim tekstem w całej rozciągłości i oczywiście udostępniam, może do kogoś coś w końcu dotrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyszku, miejsmy na dzieję, że coś się zmieni w kwestii promowania książki

      Usuń
  26. Lepiej bym tego nie ujęła i w treści, i w emocjach i w formie! Podpisuje się rękami i nogami. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Święte słowa. A pani Gessler też mnie wkurzyła, zdziwiła i zasmuciła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, prawda? Dlaczego akurat książek się czepiła?

      Usuń
  28. Świetny tekst:)

    Jako bibliotekarz mogę powiedzieć tylko tyle, że ludzie nas odwiedzają i książki czytają:) Co prawda dość sporą grupą stanowią studenci, którzy muszą, ale nie oznacza to, że przy okazji czegoś innego nie wypożyczą.

    A półka z Bookcrossingiem zapełniana co chwila i te książki znikają.

    Nie mam telewizji i nie oglądam polskich seriali (większości), ale wiem, że zachodnie produkcje bardzo często wspominają o czytaniu, książkach i tym podobne.

    Nie wspominając o przecudownym, ironicznym, podlanym czarnym humorem serialu "Black Books", który gorąco polecam.

    Jestem dość sceptycznie nastawiony do większości akcji społecznych zachęcających do czytania. Niech rząd zamiast trwonić pieniądze na aktorów, sławy, celebrytów występujących w klipach dofinansuje biblioteki, zniesie VAT na książki, obniży VAT na ebooki. Takie działania na pewno zrobią więcej niż filmik na youtubie z gwiazdami tańczącymi wśród regałów.

    Poszedłem ostatnio do empiku i się załamałem. Książki po 40, 50 złotych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polać temu Panu! Zgadzam się w całej rozciągłości.

      Usuń
    2. Książki drogie są, to fakt, ale biblioteki świetnie zaopatrzone, Allegro super źródło, są Tanie Książki, można kupić jedną i umówić się z koleżanką, że ona drugą i się wymienić. Możliwości jest wiele, nie w takich sprawach ludzie dają sobie radę. Miałam momenty wielkiej biedy w życiu, ale nigdy nie zaniedbywałam czytania, wtedy po prostu prosiłam o pożyczenie ksiażki, dzieliłam się z innymi w zamian tym, co mam. Zostało mi z tamtego czasu gromadzenie książek ze strachu, że mi ich zabraknie kiedyś.
      Vat na książki powinni obniżyć, w ogóle uważam, ze zero powinien być.
      No i zamykanie bibliotek to zbrodnia

      Usuń
    3. Co do bibliotek... Ich oferta jest bardzo interesująca. Można znaleźć także wiele nowości. Wcale nie trzeba wszystkiego kupować. Jednak muszę się zgodzić, że ceny, w stosunku do przeciętnych zarobków, są dość wysokie. Nie dziwota, że upowszechnił się swego rodzaju książkowy snobizm. Tak jak kasia.eire napisała, nagle mamy spotkania z autorami przeróżnych publikacji, którzy prześcigają się w wysublimowanym języku, tworząc prawie nowy sociolekt. Rozumiem, że istnieją jakieś oczekiwania, że człowiek, który pisze powinien mieć bogaty język, ale formowanie czegoś w rodzaju "literackiej arystokracji" jedynie pogarsza sprawę czytelnictwa. Czytać może każdy, a stawianie jakiś wymagań czytelnikowi, sprawia, że mu się odechciewa. Nagle książka staje się obiektem zarezerwowanym dla konkretnej, homogenicznej grupy. Tego nam w tym wypadku raczej nie potrzeba...

      Usuń
    4. nvs - jak coś się robi takie wysokie, że nie każdy sięga, to rezygnuje. Bo co się będzie napinał, jak są lepsi.
      Zeby to jeszcze autorzy mówili o książkach tak mądrze w TV, ale to dziennikarze, krytycy, znawcy, mówią, co tam jest i co powinniśmy wiedzieć o książce, jak ją rozumieć. A mówią tak, że niewielu to rozumie

      Usuń
    5. Książki drogie są, to fakt, ale biblioteki świetnie zaopatrzone, Allegro super źródło, są Tanie Książki,

      o ja się zareklamuję, bo kilka lat temu stworzyłem wyszukiwarkę Antykwarioosz.pl, która przeszukuje jednocześnie ponad 70 antykwariatów internetowych. Ma swoje słabości, np. zdarzają się oferty zaindeksowane przez Google ale już nieaktualne (bo działa właśnie na mechanizmie Google). Ale generalnie kupiłem dzięki Antykwariooszowi sporo książek poza Allegro, kolega z pracy korzysta zeń regularnie (zajmuje się zakupem antykwarycznym dla naszej biblioteki), a stałym użytkownikiem i wielkim fanem Antykwarioosza jest m. in. Małgorzata Musierowicz. Pamiętam, że udało jej się dzięki niemu kupić "Krzyże i miecze" Kazimierza Wierzyńskiego z autografem autora.

      Usuń
    6. Ups, prawidłowy link do Antykwarioosza: K L I K

      Usuń
    7. Dzieki za linka, dobry adres do poszukiwań

      Usuń
  29. Lepiej się tego nie da ująć. Zamiast na kolanach przeżywać kolejne marne statystyki, pora z kolan się podnieść i coś zrobić, by sytuację poprawić. Święte słowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że sama niewiele mogę, bo któż ja? Ale jak się o tym będzie mówić, może gdzieś do kogoś dotrze

      Usuń
  30. Ja to proponuję żeby TV zatrudniła Ciebie Kasiu - napisałaś to w tak ciekawy sposób,że aż kusi by wysłać link do DD Tvn. Może otrzeźwieją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, a to mnie rozbawiłaś :-)
      Chociaż jak teraz te szerokoekranowe telewizory modne, to bym się zmieściła nawet jakbym machała rękami.

      Usuń
  31. Ten twoj wpis- jakbys mi mysli wyjela z glowy...tak czuje, tak uwazam..smutne to straszne. Najbardziej mnie wkurza ze w telewizji sniadaniowych nie ma pisarzy a panie na drutach owszem. kasia moze wyslij ta notke do dzien dobry tvn..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, posłałam do Doroty Wellman na DDTVN, nie wiem, czy to dostała? Pewnie nie. Albo widziała i nie uznała za wart uwagi

      Usuń
    2. Kurde jak nie będzie odezwu to mnie strzeli..

      Usuń
  32. Kurcze jedna dziewczyna, której bloga czytam o książkach miała właśnie link, który zaprowadził mnie tutaj. Pewnie się powtórzę, ale ja czuję dokładnie to samo!!! Tylko nie ujęłabym tak pisząc ... kocham książki, ale moje recenzje na pewnym portalu to jest "mała kropla w morzu" do takiego pisania. Brak mi więcej słów świetne to jest :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. buziaczku - dziękuję za mile słowa. Cieszę się, że tu trafiłaś

      Usuń
  33. Pięknie napisane. Mogę się tylko pod tym podpisać.

    OdpowiedzUsuń
  34. "Większość domów wartych powyżej $250.000 ma bibliotekę, przemyśl to". Jim Rohn, przedsiębiorca, pisarz i mówca motywacyjny
    --
    Bodhi uczy jak stać się bogatym

    OdpowiedzUsuń
  35. c.d...
    "Ludzie bogaci mają duże biblioteki, a ludzie biedni duże telewizory" Robert Kiyosaki, biznesmen, inwestor, autor bestsellerów

    OdpowiedzUsuń
  36. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób - że książka nie pojawia się w serialach tak, jak inne produkty, że jest pomijana...

    Na poprawę humoru mogę napisać o tym, co ostatnio zrobili moi znajomi (tak jak ja - studenci bibliotekoznawstwa na UJ). Zorganizowali akcję "Rajskie książki". Idea była taka, że najpierw zbierają książki od różnych osób, a potem rozdają je na Małym Rynku w Krakowie. Trzeba było tylko wylosować i odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Książek było ok. 200 i wszyscy myśleli, że akcja potrwa cały dzień. Tymczasem trwała niecałe dwie godziny - i po książkach nie było śladu. Pozytywne zaskoczenie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to jest fantastyczna akcja, że też ja nigdy nie jestem w takim czasie i miejscu, żeby książkę dostać, ech.
      Ale to był Kraków, wiadomo, że tam duże środowisko studenckie, akademickie, inteligencja.
      Niech się przejdą ci studenci w innym mieście i będzie taki wynik, będę skakać pod niebiosa

      Usuń
  37. We wszystkim masz rację; moi znajomi rzeczywiście więcej oglądają niż czytają może - jednak wymieniamy się książkami i nie czuję się discopolowcem...

    OdpowiedzUsuń
  38. Temat (nie)czytelnictwa uwiera jak wrzód na de. Fajnie, że o tym piszesz, że nie zapominasz, że masz jakieś świeże przemyślenia. We wszelkiego rodzaju akcje czytelnicze się włączam. I nie robię tego z wiary, że to coś zmieni - robię to, bo to lubię. Bo poznaję na nich ludzi, którzy lubią książki tak jak ja, z którymi pogadam o czymś. Zgadzam się z Tobą, książek w serialach brakuje, brakuje ich w przestrzeni publicznej. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domi, bo włączać się trzeba w akcje, ale one niewiele dadzą wtedy, kiedy książka poza tymi dniami, poza pewną przestrzenią, zniknęła całkowicie

      Usuń
  39. ..."Kochani, chodzi mi o to, żeby książka nie była dla wybranych, tylko dla mądrych, tylko dla uczonych, żeby zauważyć, że są też panie kucharki, które zaczytują się w Sadze Ludzi Lodu, stolarze, którzy lubią Cobena, kierowcy zachwyceni nowym Krajewskim, zwykłe kobiety, które czytają powieści obyczajowe i żeby nie wpędzać tych ludzi w poczucie winy i że są czytelniczymi diskopolowcami."
    Ale czasy sie zmieniaja: kucharkami/kucharzami sa panie i panowie czesto z doktoratem z jakiejs dziedziny (na urlopach macierzynskich i tacierzynskich), stolarstwem zajmuja sie na emigracjach miedzywiejskich (zakladajac, ze swiat to nie wielka wioska)inzynierzy, filolodzy i inni ...humanisci, na poczcie pracuja magistrowie wielofakultetowi.... i wspolczesna kobieta nie koncy edukacji na poziomie podstawowki....nawet jak wpadnie w przypadkowa ciaze... Ech.
    Moze wystarczy zaufac ludziom i pozwolic im miec wlasne gusta czytelnicze?

    OdpowiedzUsuń
  40. Gratuluję bardzo trafnego posta. Oczywiście zgadzam się z tobą. Umieszczę link do twojego tekstu na swoim blogu. ;)

    Też uważam, że książka w wielu innych krajach jest bardziej promowana w mediach. Przynajmniej takie mam wrażenie. Oczywiście czytelnictwo generalnie spada, nie tylko w Polsce, ale mimo wszystko, gdy spojrzymy na ostatnie wyniki badań, to można się przerazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nvs - spada czytelnictwo? Zależy gdzie. Akurat wprowadzenie ksiażek do czytników i telefonów oraz na tablety, na zachodzie książkę wyniosło znowu na wysokie poziomy. Fakt, że książka relatywnie jest tu tańsza, ale i biblioteki to przybytki, gdzie od dziecka chodzi się chętnie i często. Nadal

      Usuń
    2. ups, zapomniałem dopisać... chodziło mi o wyniki badań Biblioteki Narodowej dot. naszego kraju. Mój błąd. Co do Zachodu, to tutaj również masz rację. Rynek "mobilnego czytelnictwa" bardzo mnie interesuje. Sam korzystam z takich dobrodziejstw jak czytnik i tablet (ten drugi to tylko do magazynów) i jest to dla mnie świetne rozwiązanie. Amazon czy też B&N robią swoje. Ceny (książek jak i czytników) dla ludzi z Zachodu są jak najbardziej przystępne. Również dzięki e-bookom łatwiej i szybciej zdobyć poszukiwany egzemplarz (nawet jeśli jego cena jest wyższa od wersji drukowanej).
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. nvs - mnie na pewno łatwiej, bo mieszkam daleko od księgarni i jak mnie weźmie na jakąś książkę, to klik i mam. Polskie też

      Usuń
  41. Bardzo słuszne spostrzeżenia. Problem z akcjami promującymi czytelnictwo sprowadza się zwykle do tego, że docierają one do ludzi już czytających, a więc kupujących, wypożyczających, wymieniających się książkami. Pokazanie książki i czynności czytania jako stałego elementu rzeczywistości pokazałoby starą prawdę, że dzięki lekturze dowiadujemy się więcej i o sobie, o człowieku jako takim, i o świecie, w którym żyjemy. I zgadzam się, że brak rozmowy o literaturze popularnej w przestrzeni publicznej to niewykorzystywanie potencjału. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bernadetto - o to to, trafiają do już czytających! Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Emocje mnie poniosły podczas pisania. Wiem, żałosne to strasznie, że ja się tak wypruwam, zamiast po prostu sobie usiąść poczytać.
      Skoro literaturę popularną czyta tak wiele osób, dlaczego do nich nie trafiać. Poza tym to właśnie ta część ludzi, która by po coś z tej półki sięgnęła, jest niezagospodarowana.

      Usuń
  42. Dorzucę swoje trzy grosze do dyskusji. A że nie chce mi się powtarzać, przekleję, co napisałam tu .

    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że w Xięgarni i Sztuce czytania mówi się trudnym językiem. Zwłaszcza w tym pierwszym mówi się wręcz drukowanymi literami.;( Oba pokazywane są w Polsce o przyzwoitej porze, bo m.in. o 18.30 i 16.15.

    Książki czytają bohaterowie "Rodziny zastępczej plus", ostatnio mignęły mi "Dramaty" Gombrowicza - ale to stare odcinki, sprzed kilku lat. Natomiast rozmowę o konkretnej książce widziałam jesienią w "M jak miłość" - dwie panie przez chwilę rozmawiały o książce E.E. Schmitta, mignęła nawet okładka "Kobiety w lustrze" - choć pewnie to była reklama.;( Kiedyś (jakieś 10 late temu) byłam wręcz zszokowana widząc, że w serialu o lekarzach jeden z tychże czytał Masłowską.;) Niemniej to są rzadkie przypadki, przyznaję.

    Ze swojej strony polecam radio - w PR2 i TOK FM jest sporo audycji o literaturze, wiele z nich to interesujące dyskusje o nowościach, czasem są to programy okolicznościowe. Wiele z nich można odsłuchać w dowolnej chwili, bo są dostępne w sieci. Wciąż nagrywa się powieści (i nie tylko) w odcinkach, często w rewelacyjnym wykonaniu. Za przykład niech posłuży
    Barnes w wyk. Ferencego - polecam go z uporem maniaka.;)
    Oczywiście to jest kropla w morzu. I przyznam się do czegoś: sama mam już dość ciągłego narzekania na słabe czytelnictwo w Polsce. Piszę to ja, która czytam dużo, a co mają powiedzieć ci, do których akcja jest skierowana?;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, odpowiedziałam przez pomyłkę niżej

      Usuń
    2. Niestety co do Xięgarni mam wciąż inne zdanie.;) Nie przepadam za nimi, bo oprócz rekomendujących dorwanych na ulicy mówią drukowanymi (czyli powoli i wyraźnie) i daje to efekt sztuczności. Książki, autorzy, których promują też nie są ze szczególnie wysokiej półki, więc dla mnie jest to program typu mainstream. Wydaje mi się, że nieczytający jakikolwiek program o książkach pominą, co innego radio. Wiem, że jeden redaktor z PR3 potrafi zainteresować nawet tych opornych, kilkoro takich znam - nawet kupili omawiane książki. A wszystko dlatego, że słuchają trójki w drodze do pracy.;)
      Miałam zupełnie inną scenę na myśli: Marta w Grabinie rozmawiała o książce z siostrą.

      Usuń
  43. Zgadzam się Kasiu i to naprawdę przykre, że tak się dzieje.
    Ale cieszę się, że są blogerzy. Mój prawie jedyny kontakt z ludźmi czytającymi.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. beatrix - mój do niedawna też jedyny, a nawet jak mam z kim w realu, to nikt nie będzie rozmawiał o książkach tak często jak ja bym chciała. Nie jest to jedyny ulubiony temat, ale zawsze się czaję, kiedy chcę go zacząć, bo znajomi mają wtedy dziwną minę, jakbym im za dużo cytryny do herbaty dała :-)
      Oczywiscie nie wszyscy

      Usuń
  44. Anka, bo jak czytanki Anki, to Anka :-)
    Mówisz, że Xięgarnia mówi do ludzi wielkimi literami? Nie zgadzam się,ten program jest skierowany do ludzi czytających, a nie takich, których trzeba zachęcić, stąd felietony Rusinka i inne, które są po prostu dla większej połowy czytających, albo takich co w ogóle nie czytają, po prostu nudne. Dla mnie nie, ale to inna sprawa.
    Nie chodzi mi o to, zeby te programy zmieniać, ale żeby były i inne, albo takie działania 'podprogowe', żeby książka jako przedmiot nie była niczym dziwnym. Ta scena z MjakM to w ogóle jakaś masakra, bo Cichopek daje książkę prostytutce, a potem zdziwko, że tamta wzięła i przeczytała, czy jakoś tak, ale w każdym razie dziwne to było. I wszyscy pamiętają, bo jedna scena nagle.
    Zresztą to są moje przemyślenia, nie trzeba się wcale z nimi zgadzać. W radio oczywiście są audycje, uwielbiam radio za to, że się najmniej modzie poddaje. Tylko, że to wszystko jest skierowane do ludzi już zainteresowanych, w moim odczuciu nie ma działań powodujących, że dla dzieci i młodzieży książka będzie cool. Zresztą już wypstrykałam się z nabojów, nie wiem, co powiedzieć, wszystko jest w tekście. Jeśli uważa ktos, że jest super, to może jest, może ja czegoś nie rozumiem. Sama nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam i jestem zdziwiona. Jesli chodzi o zwiekszanie liczby czytajacych to dlaczego wydawnictwa nie rozdaja ksiazek prawie za darmo? Tu chodzi chyba o zachete do kupienia ksiazki a nie do jej czytania. Blogerzy tez czesto zniechecaja do czytania a to krytyka a jeszcze czesciej slodka, przeslodzona pochwala... Rynek ksiazki to nie dbalosc o czytelnictwo ale o zapewnienie sobie czytelnikow/kupujacych tego co wypuszczaja na rynek, za co im chwala (swoja droga).

      Usuń
  45. Zgadzam się z tym, co piszesz o braku promocji czytelnictwa w Polsce. Pozwoliłam sobie umieścić link do Twego wpisu na facebooku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. roug-ette - dzięki za podanie dalej :-)

      Usuń
  46. Kasiu. Ten Twój tekst jest tak świetnie napisany i profesjonalny, że aż mi mowę odjęło. I zobacz jaki wielki odzew! 102 komentarze. WOW, że ujmę to kolokwialnie:) Najbardziej utkwiła mi w pamięci matka koleżanki pomykająca z balkonikiem po mieście w poszukiwaniu czasopism. Ja ją widzę, a przy okazji pomimo dramatyzmu sytuacji się uśmiechnęłam:)

    A tak przy okazji, zupełnie z innej beczki. Pamiętam, że podobał Ci szwedzki serial The Killing. Odkryłam serial angielski (nie jest podobny, no może trochę), ma klimacik i jakże oni tam pięknie mówią. "Broadchurch". Nie obejrzałam jeszcze całości. Wciągam piąty odcinek. Jest na kinomaniaku. Polecam bardzo mocno:)
    Zakatarzone buziaki. Takie bezpieczne, bo niezarażalne. Cmok, cmok:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papryczko - dzięki za miłe słowa.
      Ten serial oczywiście zaraz sobie wygoogluję, bo dobry serial to jest to. Ja teraz oglądam The Paradise, ale coś mi ciężko idzie, bo po angielsku i mąż nie chce takiej tematyki, a my za dużo TV nie oglądamy, więc jak już zaliczymy jakiś film, to potem nie ma czasu na nic innego, książki czekają.

      Usuń
    2. Kasiu,
      tekst doskonały - biję brawo:-)
      A co do "Broadchurch"- obejrzałam całość i wciąż nie mogę odżałować, że już koniec. Warto, polecam!

      Usuń
    3. Nauczycielko - dzięki za pochwałę, a serialu oczywiście poszukam, bo jak takie kobitki mi go rekomendują, to gwarancja 'podobalności' :-)

      Usuń
    4. Oj ja kilka dni temu skończyłam Broadchurch i mam normalnie żałobę, że to już koniec. Nie mogę się teraz w nic wkręcić, bo wszystko nie takie jakieś. Rozumiem więc nieodżałowanie Prowincjonalnej nauczycielki:)

      Usuń
  47. Nie mogłam się oderwać od tego artykułu (tak, artykułu). Tak się złożyło, że dojeżdżając do szkoły spędzałam w autobusie mniej więcej półtorej godziny i miałam okazję zaobserwować, co i czy w ogóle ludzie czytają. Moje obserwacje:
    -jakieś 90% nie czyta NIC i NIGDY
    -5% czyta ,,Życie na gorąco", ,,Twoje imperium" itp.
    -3% osób czyta lektury
    -2% czyta tzw. ,,pozostałe" w tym osławionego Greya.
    Wniosków nie będę wysuwała bo Ty zrobiłaś to fantastycznie, skrupulatnie i w gruncie rzeczy cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga i tę akurat notkę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Franca - czyli badania w terenie się rozszerzają na transport :-) Mnie uderza zawsze różnica na lotniskach. W Dublinie wszyscy czytają (ci co mogą, bo są jeszcze matki z małymi dziećmi na przykład i muszą mieć oczy dookoła głowy) jak nie papierowe, to w czytniku, tablecie, ewentualnie prasę. Jak nie czyta, znaczy Polak na sto procent. Na lotnisku w Polsce, niezależnie czy to Poznań, Warszawa czy Szczecin - nie wiedziałam ani jednej osoby czytającej. Ani, ani. Szok

      Usuń
    2. Może cię pocieszę, że w pewnych okresach u mnie też nie zobaczyłabyś żadnej książki, bo np. akurat czytam coś bardzo ciężkiego (w sensie waga) i nie jestem w stanie tego zabrać do autobusu. Wtedy zwykle coś skrobię w segregatorze albo marzę sobie o tym, co mam zamiar napisać.
      Tak, że faktycznie czytelników może być więcej. Nie wszyscy czytają w środkach transportu.

      Usuń
    3. Notkostrony - przecież mi nie chodziło o szacowanie czytelnictwa tylko i wyłącznie po środkach transportu, to był tylko komentarz do komentarza. Ale coś w tym jest, że na takim lotnisku, gdzie trzeba czasem kilka godzin czekać, zagraniczniacy zaczytują się w książkach albo słuchają czegoś, a na polskich lotniskach tego nie ma. Tylko tako konstatacja i zdziwienie, ale broń Boże żadna teoria

      Usuń
  48. Z dużym opóźnieniem przeczytałam Twój tekst, ale prawdę mówisz. Wszystkie Twoje spostrzeżenia są celne. PR-owcom wyszło, że książki są w masowej świadomości fuj, więc ani polityka z nią nie uświadczysz, ani masowego serialu. Bo przecież od razu by słupki popularności i oglądalności spadały. Z książek robimy rozrywkę dla jakiejś niszy intelektualistów, z poezji to już w ogóle niedosięgłe nikomu szczyty... A to wszystko trzeba oswajać (niestety). Kurczę w Londynie był (jest?) taki projekt Poems on the Underground - jak w metrze to dla każdego, no nie? A nie dla elity w okularach z kilkoma fakultetatmi. Popieram cię w 100%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grendella - słupki rządzą, książki muszą odejść - na to wychodzi. Smutne

      Usuń
  49. Świetny tekst, bardzo trafne spostrzeżenia i mogę tylko przyłączyć się do chóru osób, które mają nadzieję, że coś się w tej kwestii zmieni... Chciałabym, żeby książka wróciła do polskiej codzienności i myślę, że to samo dużo by już dało w kontekście czytelnictwa jako takiego. Z moich obserwacji wynika, że jeśli rodzice czytają, a w domu stoją książki na półkach, to dziecko po nie prędzej czy później samo sięgnie, z ciekawości i dlatego, że przecież to naturalne - czytać...
    Pozdrawiam bardzo ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mandzuria - tak samo z papierosami, jakby wszyscy palili namiętnie w TV, trudno by je było wytrzebić w społeczeństwie, więc zniknęły z telewizji, reklam, filmów i stają się coraz mniej modne. Naprawdę, ja to widzę, bo paliłam w młodości i wiem, ile nas paliło wtedy, a ile teraz. Już nie mówiąc o Mad Men, tamtych czasach, kiedy się paliło prawie non stop i wszędzie

      Usuń
  50. Bardzo mądre słowa. Książka jest traktowana jak coś trędowatego, a te programy rzekomo o książkach są takie ąę, że zęby bolą. Nie będę oryginalna: polecam zrobić z tego artykuł i słać, gdzie się da :)
    Rzucam moim znajomym na fejsbuku, niech się dobry tekst roznosi.

    Pozdrawiam,
    JKR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno Krystyno - nie wiedziałabym gdzie słać i pewnie wszyscy by myśleli, że się chce zareklamować, że spamuję. Dzięki za podawanie dalej.
      A programy ąę też muszą być, byle były też i inne

      Usuń
  51. Dodajmy jeszcze magazyny wnętrzarskie, w których książki jeśli w ogóle występują to w postaci elementów dekoracyjnych z rzadka rozsianych w designerskim regale; a w dziale porad „jak urządzić nasze M-ileśtam” po zaznaczeniu że potrzebne jest miejsce na dużo książek zaproponują najprawdopodobniej jeden regał…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spriggana - oj tak. Niedawno koleżanka urządzała dom i poprosiła o pomoc. Podała rozmiary swojej biblioteczki i powiedziała, że ma być ona integralną i nawet dominującą w pokoju dziennym, takim z aneksem, gdzie ona miała przechodzić jakby dalej i co? Dekorator zrezygnował ze współpracy, bo nie zgadzał się z koncepcją i widział, że mu pani z książkami nie konweniuje

      Usuń
  52. Іt's truly very complicated in this busy life to listen news on TV, therefore I only use web for that purpose, and obtain the most up-to-date news.

    My web-site :: Chatroulette

    OdpowiedzUsuń
  53. Artykuł znakomity, przeczytałam z zainteresowaniem, tak samo komentarze pod nim.
    Celne spostrzeżenia. Udostępniam dalej. Sama zaś będę krzewić czytelnictwo od podstaw - dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnes, a ile przy tym radości, te wszystkie książki, które można sobie powtórzyć przy okazji. Moja ulubiona - Latający detektyw, czekam na wnuki, hehe

      Usuń
  54. Zgadzam się w 100%. Brak porządnej promocji czytelnictwa w telewizji. Mnie tez irytuje że choćby w programach sniadaniowych co i rusz zapraszają gwiazdy i gwiazdeczki, a pisarzy brak, a redaktorów, edytorów, wydawców, krytyków. Masz rację obecność książek w serialach, kadry na regały uginające sie od tomów, na czytających małych i dużych, na ujęciach różnych miejsc choćby stołu podczas rozmowy, gdy obok leżą książki. To już by dużo dało. Przykre jest to spychanie książek do niszy i udawanie w tv, że ich nie ma. Rzeczywiście brak prostych programów o książkach, bez zadęcia i całej pseudointelektualnej otoczki, a prawdziwych opinii o lekturach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, to nawet nie o to idzie, że te programy są pseudointelektualne, bo nie, ale nie wszyscy lubią taki sposób rozmowy o książkach, powinien byc też inny styl, żeby dla każdego coś dobrego

      Usuń
  55. Errata do badań w terenie - wychodzi na to, że M jak Miłość to bardzo 'książkowy' serial. Zwrócono mi uwagę, że Cichopek poleciła raz książkę prostytutce sąsiadce, potem inna bohaterka na leżaku w Grabinie coś czytała, a niedawno wyhaczyłam okiem biblioteczkę na Deszczowej.
    A poza tym dzisiaj zauważyłam w Top Model, że dziewczyny mają u siebie pokaźną bibliotekę, a tam Powstanie '44 Davisa, kilkutomowy słownik Kopalińskiego (to wydanie w płótnie szarym), encyklopedię, co ją moja mama (nie tę, ale to wydanie) kupowała na subskrypcję, taki głęboki komunizm, gdzie pewnie Stalin to zbawca narodu jeszcze. No, ale to wprawne oko wyłowi, a niewprawne dostaje info - książki są w tym domu, czyli się czyta :-)

    OdpowiedzUsuń
  56. Przeczytałam z zapartym tchem. I powiem, dziewczyno masz talent. Potrafisz tak pięknie ubrac myśli w słowa że nie można się od tego oderwać. Poza tym, bardzo interesujący temat. Zgodzę się z Tobą, ze czytelnictwo w Polsce jest znikome, a seriale telewizyjne, programy go nie promują. Dlaczego? Nie wiadomo, może im tak na rękę, bo może ludzie zaczęliby czytać i przestali ogladać któryś tam set odcinek "M jak miłość" czy "Barw szczęścia". Niestety u mnie w mieście nie ma żadnej kawiarni gdzie stałyby regały z książkami, a dany odcinek z Gessler oglądałam. Ciekawa jestem, czy ona coś czyta, oprócz książek kucharskich.
    Polecam Twój artykuł wszystkim ! :) Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romantyczko - nie wiem, czy pani Gessler czyta, pewnie przy tak wielu pasjach nie ma czasu, a wnioskuję po tym, że się delikatnie mówiąc, nie zachwyciła wystrojem.
      Również Cię pozdrawiam

      Usuń
  57. Ciekawy tekst. Dodam jeszcze jedną rzecz, która mnie zawsze dziwi, a mianowicie oglądam program Xięgarnia, który jest dofinansowany przez Ministerstwo Kultury. Czy TVN jest taki biedny, że tego typu programy muszą być państwowo wspierane z podatków obywateli, na wszelkie beznadziejne seriale i inne tańce, czy mam talenty wydaja masę pieniędzy, a na program, który nie wymaga wielkich nakładów muszą mieć dotacje, rozumiem, że gdyby jej nie dostali to tego programu by nie było. Ludzie mało czytają, więc telewizja wychodzi z założenia, ze nie da się na tym zarobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mp - a mnie nie dziwi, że skorzystali z dotacji, skoro była dostępna. Nie korzystają z wpływów z abonamentu, a są takie kanały, które mają tę kasę i jak zrobili program o książkach (Hurtownia książek), to go zdjęli, a wcześniej był nadawny w takim czasie, ze nie było siły, żeby go obejrzeć

      Usuń
  58. Nie zauważam tego nieczytania, bo wkoło mam znajomych, które mają szmergla na punkcie książek. A więc pokaźne zbiory osobiste i ciągłe dyskusje, co nowego. Sama poluję na ebooki za 9,90, albo prezenty darmowe w księgarniach świętujących urodziny. Biblioteki mnie wkurzają - lepiące się od brudu foliowe okładki, brak nowości, brak klasyki, bo wywalona i nieuzupełniona. Ile można słuchać: weźmie pani sobie coś innego. A ja nie chcę czegoś innego i już!
    I jeszcze maleńkie sprostowanie - słupki i półsłupki to ściegi wykonywane szydełkiem, drutami dzióbiemy oczka lewe i prawe, i ich kombinacje. Czasem dzióbię dla relaksu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. monotema, o tych słupkach zroientowałam się, ale ponieważ pisali sprostwania, to już nie zmieniałam, bo te komentarze wtedy nie miałyby sensu. W emocjach tekst pisany, stąd się słupki wkradły :-)
      Jeśli idzie o obserwacje, że masz grupę wokół samych czytających, zazdroszczę, nieczęsto się to zdarza. Poza tym nie w tym rzecz, żebym ja miała obserwować swoich, specjalnie zwracałam uwagę na sprawy dookoła, na ludzi nie tylko takich, których ja znam. I takie wnioski mi wyszly. Oczywiście inni mogą mieć inne

      Usuń
  59. Errata: zamiast "które" - "którzy". Zapędziłam się :-)

    OdpowiedzUsuń
  60. Dobrze piszesz! :) Ja wywiadu takowego nie zrobiłam, bo nie mam w domu telewizora (mam za to sporo książek ;)
    Ale tak sobie obserwuję ludzi na trasie dom-praca-dom i widzę czytających. Najwięcej zwykle jest ich w metrze.
    Można więc pokusić się o parafrazujące stwierdzenie: "Jeszcze książka nie zginęła..." ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczko - sądząc po tłumach na targach, w żadnym razie nie zginęła, chodzi o to, żeby była niezwykle popularna, bardziej niż jest, żeby młodzież sięgała po coś jeszcze oprócz wampirów

      Usuń
  61. Ale dałaś czadu!!!!!!!!!! Cudny tekst:) Ja zawsze podglądam, co ludzie czytają:) Ostatnio mój mąż pojechał do lekarza na dyżur, do szpitala. Gdy wrócił, powiedział, że innych pacjentów nie było, a lekarz czytał sobie książkę i czekał na robotę. Moje pytanie było oczywiście: "A jaki tytuł czytał?". To jakieś wariactwo:) Ale miłe:) Też mi brak książek w tle:)

    OdpowiedzUsuń
  62. be.el - to też by było moje pytanie, a co czytał? A nie jaka diagnoza, haha

    OdpowiedzUsuń
  63. Mąż w każdym razie żyje:) I też ma fisia na punkcie książek, więc się nie obraził, że pierwsze pytanie było inne, niż może kto inny by zadał.

    OdpowiedzUsuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam