wtorek, 18 lutego 2014

Wspomnienia domorosłej krawcowej, czyli co zrozumiała osoba B z tego, co powiedziała osoba A

Już od dawna mój brat mi powtarza za jakimś myślicielem, którego nazwisko zawsze wypada mi z głowy, kiedy o tym mówię, a wraca, kiedy mi niepotrzebne, że nieważne, co powiedziała osoba A, ważniejsze, co osoba B zrozumiała z tego, co powiedziała osoba A.
Autobiografie, dzienniki mają to do siebie, że trudno je oceniać, bo to tak, jakby człowiek oceniał czyjeś życie, a kimże ja jestem, żeby uznać, czy ktoś przeżył swoje właściwie, czy nie? Mogę ewentualnie pojąć, czy jest mi z kimś po drodze, czy podoba mi się jako człowiek, czy mogłabym się z kimś takim zaprzyjaźnić, gdyby nasze drogi się skrzyżowały. Chociaż to też może być mylne wrażenie, bo nigdy nie wiadomo, jak szczere są te dzienniki czy autobiografia, jak wiele dostajemy w tych zapiskach prawdy o autorze, a jak dużo tam kreacji na potrzeby gawiedzi.

Tak więc, proszę poniższą notką traktować jako moje wrażenia z lektury, to, co ja zrozumiałam z tego, co powiedziała osoba A czyli Małgorzata Tusk, a nie ocenę jej jako osoby, bo jej po prostu nie znam.
Jeśli idzie o sprawy preferencji politycznych tutaj nie mają one żadnego znaczenia, bo z takim samym zainteresowaniem sięgnęłabym po zapiski pani Kaczyńskiej, Komorowskiej, Palikotowej czy żony Olejniczaka czy Millera, a żeby być poprawnym nomen omen politycznie, partnera Biedronia też.

Taki długi wstęp do tego, żeby powiedzieć, że o mało mi gałki oczne z zawiasów nie wypadły na skutek irytacji, kiedy czytałam te wspomnienia.
Motyw przewodni to szycie i robienie na drutach. Połowa książki jest o tym, co pani Tusk uszyła, komu i jak długo to nosiła, a jak nie szyła, to dziergała. W Polsce działy się rzeczy wielkie, Donald knuł przeciwko komunie, a pani Małgorzata ma tyle do powiedzenia o tym okresie, że mu sweter wydziergała.
Powinna jednak wziąć pod uwagę, że jest żoną premiera u progu nowych wyborów i raczej nie psuć jego wizerunku infantylnym gadaniem o tym, jak go nie chciała, a jak już chciała, to czego mu nie powiedziała, żeby go nie zepsuć. I że w sumie, momentami, dupa z niego nie facet. Jak to skomlał, żeby nie odchodziła, kiedy zakochała się w kimś innym, bo on nie miał dla niej czasu.
Too much information pani premierowo, nie wszystko na sprzedaż.
Można to było napisać z perspektywy czasu, jakoś skomentować tamten trudny okres, a nie w szczegółach, których nikt, poza nimi samymi, znać nie musi i nie powinien, bo po co się ma ktoś potem głupio naśmiewać i pastwić?
Poza tym co to za maniera, żeby umniejszać jego rolę w rodzinie. W ogóle co to za gadanie, wciąż i wciąż, o tym, że mężczyźni mają i tak lepiej, więc ich nie można rozpieszczać. Co to pies jest?

Druga część, jak już trochę odpuściła o tym szyciu, cała była o tym, jak to pani premierowa potrzebuje wolności i swojej przestrzeni, jak to dzieci były przepustką do jej odzyskania, bo nie musiała już być tak skoncentrowana na mężu.
I znowu, może ona tego nie miała na myśli, ale ja to tak zrozumiałam - wyglądało mi na to, że pani Małgorzata jest właśnie skoncentrowana bardzo na sobie i rozdzielaniu włosa na czworo, że po prostu międli problemy, a ta miłość 'w bok' przyszła właśnie wtedy, kiedy miała za dużo wolności w sensie za mało uwagi męża kupionej na sobie. Pewnie, że zdarza się w najlepszych związkach, ale tak to właśnie jest na początku małżeństwa, że się ustala status quo na zasadzie prób i błędów i jakoś to zaczyna grać po czasie. Początki są trudne, a ja mam wrażenie, że te zapiski świadczą najbardziej o tym, że pani Małgorzata była bardzo niedojrzała, może oboje nawet, do małżeństwa. Za wcześnie, to i się schrzaniło i w sumie cudem, dzięki kaszubskiemu uporowi Donalda Tuska, nie rozpadło.

Nie lubię u kobiet maniery mówienia o mężu w sposób lekceważący, pomniejszając jego pozycję i zasługi. Nie chodzi mi o to, żeby na kolanach, ale jak kobieta chce być traktowana jak partner, to niech traktuje męża równorzędnie, a nie, jaki to głuptak i 'Melancholia' mu się tak spodobała, że o dziwo na mecz nie przełączył.
Myślę, że on ma tak mało wytchnienia, że niech te mecze ogląda do imentu, a pani Małgorzata niech mu ten obiad poda, bo resztę tygodnia i tak robi co chce, biega po znajomych i właściwie jest wolna jak ptak, czego nie widzi, bo ciągle na ten temat jęczy, nie podoba jej się, że mąż oczekuje jej w domu, kiedy przyjeżdża. Akurat w tym momencie ona musi gdzie latać 'po kominach', wolność ponad wszystko, a jego uwagę traktuje jako zniewolenie. Może tak nie jest, ale tak wyszło z tego, co napisała.

Podpisy pod zdjęciami to oddzielna sztuka - "Dzieci przyszły na obiad rodzinny, ja podaję ziemniaki, Donek bawi się z Mateuszkiem" - co to kurczę jest, opisy dla niewidomych? Przecież widzę, że podaje ziemniaki, a jak nie ziemniaki, to w sumie, co to za różnica?
Oczywiście pierwsza połowa książki jest o tym, co ma na sobie autorka i wszyscy inni i informacja, że uszyła sama.

Opowieść o rodzinie, o zwierzętach, o przyjaciołach, wszystko to takie ludzkie, nawet ciekawe, ale jak się to odpowiednio przedstawi. A tu spis obecności przyjaciół i potraw, kto co szykuje na wspólne imprezy. O starych łachach uszytych na maszynie z pedałem stron pińcet, o ważnych ludziach w życiu sześć.
Sprawa bloga Kasi Tusk. Albo nie poruszać wcale, albo trzeba było bardziej przemyśleć, bo najpierw pisze, jak to myślała nad tym całą noc, jak bali się powiedzieć Donkowi, a potem, jak to nigdy w życiu nie mówiliby dzieciom, co mają robić i jak. I taka radość, że ni stąd ni zowąd taka popularność i jak to Kasia ciężko na to zapracowała, bo wstaje o 4 prasować bluzki i spódnice na sesję zdjęciową. Wstaje, bo sobie nie uprasowała wieczorem, a popularna, bo każdy patrzy, jak jej dokopać, a właściwie jak dokopać ojcu poprzez córkę. Albo w ogóle wszystkim, którym się w życiu udaje, taka sytuacja.

Mnie się akurat Kasia Tusk bardzo podoba jako dziewczyna i jej zdjęcia są nawet fajne, chociaż nie rozumiem, dlaczego na stronie bloga jest milion takich samych prawie, ale nie jestem targetem, to ciężko mi oceniać. Natomiast dlaczego taka popularność w ciągu jednego dnia, to chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, chociaż wygląda na to, ze jedyną osobą w Układzie Warszawskim, która tego nie rozumie, jest jej własna matka.

Z tej książki osoba dramatu czyli autorka jawi mi się jako osoba rozchwiana i najpierw niedojrzała, potem neurotyczna, z niepohamowaną sraczką słowną, nie do końca przemyślaną niestety. A jej mąż, o Boże w niebiesiech, nikomu takiego nie życzy. Ale szczęśliwa nawet jest.

Czy tak miało to wypaść, czy tego chciała Małgorzata Tusk? Nie sądzę. Mam nadzieję, że rzeczywistość jest inna, ale wyszło jak wyszło. Nie było dobrego doradcy, może redaktora, może przyjaciela, kogoś, kto by powiedział - Gośka, co ty tu pieprzysz, wyrzuć te kocopły i zacznij od nowa.

Przy tej książce, wcześniejsza pani Wałęsowej to nobel w dziedzinie literatury. I miał rację Lech Wałęsa, chociaż w swoim przypadku przesadza, kiedy powiedział Tuskowi, że jak żona zaczęła pisać, to jesteś chłopie w kłopocie. Czy jakoś tak.

Knykci z irytacji nie obgryzłam tylko dlatego, że prawie zawsze miałam na podorędziu talerz z jabłkami. Ale o tym sza, to tak tylko między nami.



54 komentarze:

  1. Nie żebym deprecjonował książkę Danuty Wałęsy, bo podobała mi się, tak że nawet kupiłem ją na prezent ale wziąłbym lekką poprawkę na jej autorstwo. Jak na osobę z wykształceniem podstawowym, która całe życie miała w domu kołowrót, jest zaskakująco dobrą "pisarką" :-). Być może Małgorzata Tusk jej pozazdrościła tyle tylko, że miała trochę gorszych redaktorów :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlow, ależ w przypadku książki pani Wałęsowej tam jest jasno powiedziane, że był współautor. I nic w tym złego, bo w końcu żadna z pań nie jest pisarką. Mi tu nie chodzi o styl i przecinki, a o to, że albo jest bezsilność i nietrafność słów, albo zabrakło massa tabulette

      Usuń
    2. źle się wyraziłam, właśnie massa tabulette jest - nic wartościowego, wypychacz i to w większości nieprzemyślane słowa. Nic więcej

      Usuń
    3. Tak też Ciebie zrozumiałem. Wygląda na to, że po prostu miała gorszego "współautora/redaktora" albo zwyczajnie nic ciekawego do powiedzenia.

      Usuń
    4. Albo tak mąciła, żeby nie powiedzieć za wiele, że wyszło masło maślane nie do czytania

      Usuń
  2. Kasiu nie mogę się powstrzymać i chyba udostępnię tego posta u siebie na fb, bo co się ośmiałam to moje!!! :D I tak, zgadzam się z Tobą w 100%, nienawidzę, gdy kobiety publicznie narzekają i deprecjonują swoich mężów! Takiego sobie wybrałaś, takiego masz, nie wszyscy wszystko muszą wiedzieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulo, a udostępniaj do woli.
      Kiedy byłam młodsza zdarzało mi się narzekać na męża, ale z tego wyrosłam, bo wraz z dojrzewaniem dochodzi do człowieka, że tak się nie godzi. Spodziewałabym się po premierowej, w tym wieku, więcej dystansu

      Usuń
    2. Ja nie narzekam, no chyba, że jemu samemu :P Jakoś nie mogę pojąć tego, że premierowa publicznie potrafiła tak o nim pisać, jak piszesz, że pisze hehe :) A jestem o te dzieścia lat młodsza i niby głupsza, o brak doświadczenia życiowego. Książki nie przeczytam, bo mi szkoda energii, ale Twoim postem dzielę się z innymi :)

      Usuń
    3. Paula, może jesteś z natury bardziej powściągliwa. Ja natomiast musiałam nauczyć się tego z czasem

      Usuń
  3. Że też chciało Ci się to czytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AnnRK - bardzo mi sie chciało, bo lubię takie pozycje

      Usuń
  4. Zgadzam się z komentarzem Pauli powyżej. Uśmiałam się jak norka :) Uwielbiam takie prawdziwe, szczere i ironiczne teksty. Biografii czytać nie lubię (chyba, że dotyczą postaci historycznych), więc książka pani Tusk czy Wałęsy to nie moja bajka, ale kusi mnie żeby przeczytać i później trochę obśmiać to szydełkowanie (choć panie szydełkujące szanuję bardzo, bo sama mam dwie lewe ręce!) i narzekanie na męża. Nie, szkoda czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata P - nie mam nic do szydełkujących czy szyjących pań, znam wiele, które to robią, ale nie czynią z tego clue ich biografii

      Usuń
  5. Uwielbiam Twoje soczyste teksty! :-)
    Co do pani Tusk to mam wrażenie, że miało być inaczej, w sensie, że chciała się zaprezentować jako taka naturalna, normalna kobieta, bo i szyła sama i dziergała i że na dodatek tak dobrze, więc żadne tam drogie i ekskluzywne butiki, a rękodzieło, a męża choć teoretycznie poważanego polityka (już pozostawię na marginesie, że nie dla każdego, ale w sensie, że jednak człowieka występującego publicznie) potrafi potraktować z lekceważeniem, bo zasługuje, bo jako mąż e-e-e nie wykazał się. Paskudztwo swoją drogą. W każdym małżeństwie są lepsze i gorsze chwile, ale upublicznianie tematyki zdrady małżeńskiej (nawet jeśli tylko mogła się zdarzyć, kusiło, bo taka samotna i opuszczona przez męża, czy co tam miała na myśli autorka) jest co najmniej niesmaczne, że już o braku lojalności wobec małżonka nie wspomnę. Mówisz, że odnosisz wrażenie z lektury, że oboje niedojrzali do małżeństwa. Ha, szczerze mówiąc gdy czytałam zajawki z tej książki, że oni się pobrali - popraw mnie jeśli się mylę - po 3 miesiącach znajomości, to się zastanawiałam, jakim cudem jednak w tym małżeństwie przetrwali.. Podziwiam, że przeczytałaś. Mnie odstraszyła już ta zajawka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - otóż właśnie chodzi o to, że jak już się pani Tusk pakowała wyprowadzać do innego mężczyzny, znaczy zdrada była i mogła się przekonać, że woli tamtego. Opisała to tak, że ani to było swego rodzaju katharsis, ani kronika, głupi ekshibicjonizm po nic.
      Nie pamiętam, czy to było po 3 miesiącach czy dłużej, ale szybko dosyć, takie mam wrażenie. I młodo. Co oczywiście niczego nie przesądza, ale w ich wypadku, a przypadku pani Małgorzaty na pewno, gotowa nie była, co widać w opowieści. Ale ona opowiada teraz, czyli co, nadal niedojrzała?
      Lubię takie opowieści o życiu i chętnie po nie siegam, ale zawiodłam się tym razem, a napaliłam się jak szczerbaty na suchary

      Usuń
  6. Mi się książka podobała, jak wiesz. Ale ja mam teraz taki okres, że nie wnikam, susze głowę czytając biografie, wspomnienia. Choć nie zgadzam się z tobą, post twój bardzo mi się podoba bo jesteś dowcipna i to jest świetne, uważam jednak że strasznie surowo ją oceniłaś. Osobiście nic poza tym opisemm dziergania nie zirytowało mnie, to były głównie opisy przy zdjęciach w książce. Co do tego, że się zakochała- tutaj bym polemizowała, wcale nie ośmieszyła męża, ani to nie było niesmaczne. Ot życie. Wszyscy mieli jakieś mega oczekiwania do tej pani, jakby Lady Di miała być. ot zwyczajna kobieta. wiesz ja czytałam jakiś czas temu książkę Małgorzaty Potockiej o byłym mężu, to był dopiero hardcore, rynsztok i koszmar. Nie wiem co byś w takim razie o tamtej książce potockiej napisała, padłabym chyba na ziemie ze śmiechu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika - jak napisałam wyżej, napaliłam się na tę książkę jak szczerbaty na suchary i bardzo mnie zawiodła. Nic na to nie poradzę. Surowo mówisz oceniłam? Ciebie nie irytowało prawie nic, a mnie jej niedojrzałość i nieurotyczność bardzo. Albo to, w jaki sposób napisała te wspomnienia, które zrobiły z niej taką osobę, bo podkreśliłam nie raz w notce, że nie wiem, czy taka jest, czy tak to wyszło. Moim zdaniem wyszło marnie. Nie pomogła tym Tuskowi, zrobiła z niego poczciwego, ale niezbyt lotnego faceta. Nie podoba mi się to

      Usuń
    2. A to mnie zaciekawiłaś tą Potocką

      Usuń
    3. przywioze ci, padniesz, i będę czekać na notkę,, nikt nie zostawił suchej nitki na tej książce...książka Tuskowej wyda ci się fajna i smaczna przy książce Potockiej;)...to już jakiś czas temu czytałam i o tym bylo bardzo głosno w mediach

      Usuń
    4. Monika, media mówią, co muszą, bo Ciechowskiego postawili na piedestale, to trzeba bronic pomników. Słyszałam, że ksiażka Potockiej mocno pzesadzona, ale żeby aż tak?

      Usuń
  7. Znakomita recenzja! Uśmiałam się niesamowicie z talentu pisarskiego Pani Tusk. Tej książki jeszcze nie miałam przyjemności czytać, za to jestem po lekturze wspomnień Pani Wałęsowej i myślałam, że już nic nudniejszego nie można napisać. A tu proszę! Kolejne życiowe zaskoczenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - Wałęsowa miała dla mnie smaczki, dużo mówiła o niej, rodzinie i czasach, a ta nie mówi nic, taki nikomu niepotrzebny literacki taniec z gwiazdami

      Usuń
  8. Swietnie napisane.Ja chcialam przeczytac te ksiazke,ale jak zobaczylam wywiad z Pania Tusk,jak promowala swoja ksiazke.To znienawidzilam te babe,byla tak infantylna,i taka glupiutka.Jak opowiadala o Donku jak to On chcial ,a Ona nie,Jaka Ona jest biedna mysia -pysia,a Donek to taki malmus jeden.Az wspolczulam Panu Premierowi ,ze ma taka zone.Zastanawiam sie po co wydaje sie takie ksiazki?

    OdpowiedzUsuń
  9. Kate-słyszałam o wywiadzie dla Moniki Olejnik, ale zdecydowałam nie oglądać, żeby się nie uprzedzić

    OdpowiedzUsuń
  10. Kaś kocham Cię oficjalnie. Opisałaś tę książkę zabójczo!! Wiesz, że ja tego ta nie widziałam!! Otworzyłaś mi oczy. I opisałaś o wiele mądrzej niż ja.
    Ale i tak Cię kocham, a nie nienawidzę z zazdrości :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiek - zaczerwieniłam się.
      Nie opisałam mądrzej, jedynie z innej perspektywy i z innego worka doświadczeń.

      Usuń
  11. Niewykształcona pani Wałęsa miała o wiele więcej do powiedzenia niż ta druga pani. I muszę powiedzieć, że właściwie książką pani Danuty jetem niebywale zaskoczony na +.
    Aha! Zdanie o walce Tuska z komuną również zaliczam do żartów, bo chłopaczyna żarliwe stanął w jej obronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sławku, według pani Tuskowej walczył. Odnoszę się do treści jej wspomnień, nie wiem, jak było naprawdę

      Usuń
  12. wprawdzie lubię takie książki, ale tę przeczytałabym gdyby była napisana 10 lat po odejściu Tuska od władzy. Książka pisana przez żonę aktualnego premiera jest tylko pijarowską zagrywką. I z tego co piszesz kiepską

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację jeśli idzie o czas wydania tej książki, ale uwierz mi, jeśli idzie o PR nic ona dobrego nie niesie. Za 10 lat nie byłaby lepsza niestety. Też lubię tego typu książki, ale nie tę

      Usuń
  13. Widziałam i słyszałam (co jest jeszcze gorsze) to beznadziejne bredzenie w telewizorze (u M.Olejnik), plus tu i ówdzie niepochlebne uwagi o "dziele", więc nie miałam zamiaru czytać. Po Twoim poście tym bardziej nie.

    Wspaniały tekst! A już "niepohamowana sraczka słowna" to coś pięknego! (pozwolę sobie zapożyczyć na przyszłość).
    Bardzo lubię wspomnienia, biografie, pamiętniki, ale nie celebryckie wypociny na poziomie blogaska, których autorki przede wszystkim zapominają, że nie wszystko jest na sprzedaż.
    I raczej nie współczuję mężowi autorki, ma to na co pozwolił w ciągu ich wspólnych lat.
    Też mnie zastanawiają motywy wypuszczania takich tekstów w świat i chyba głównym jest tu kasa, albo chęć zaistnienia na poziomie magla. Albo jedno i drugie. Oceany głupoty są bezgraniczne.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pkela - myślę, że to była ambicja dorównania starszej żonie polityka z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja wypocin pani Tusk czytać nie miałam zamiaru, więc Twój tekst mnie w tym utwierdził, cieszę się, że nie mam czego żałować. Książkę Wałęsowej czytałam i nie była zła, spodziewałam się gorszej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorota, a ja właśnie bardzo chciałam przeczytać, bo bardzo mnie interesują zapiski żon polityków czy na przykład słynnych twórców

      Usuń
  16. Abstrahując od polityki, bo nie ona tu gra prym, słuchałam kiedyś wypowiedzi p. Tusk i mnie załamała jej infantylność. Myślałam sobie, że może jest speszona kamerami, bo wyglądała jakoś tak na wycofaną, ale skoro mówisz, że cała książka taka jest...
    Dobrze, że to nie ona prowadzi bloga;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato Adelajdo - no właśnie, obejrzałam sobie wystąpienia po wydaniu książki i cóż, spuszczę zasłonę miłosierdzia na to, co mam do powiedzenia

      Usuń
  17. O jakże mi się podobało to, co napisałaś! Mam zarezerwowaną tę książkę w bibliotece (bo przecież nie wydałabym pieniędzy na autobiografię premierowej, do jasnej anielki...) i czekam na nią niecierpliwie. Może czytaniem tej recenzji już nastawiam się na książkę negatywnie, ale nie odpuszę. Napisałaś doskonale!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko - a ja właśnie bez mrugnięcia oka wydałam pieniądze, ale kupiłam ją do naszej polskiej biblioteki, przekonana, ze to będzie kawał fajnego czytania. Well, nadal wielu się podobała, więc jest szansa, że znajdzie czytelników zachwyconych, ale nie jest to pozycja, którą bym hołubiła na półce u siebie

      Usuń
  18. Masz rację, Kasiu, nie wszystko na sprzedaż. Warto czasem ugryźć się w język i powstrzymać ekshibicjonizm , zwłaszcza, gdy się jest osobą publiczną. A pani Tusk ostatnio trochę gaf nastrzelała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruda, ekshibicjonizm jednak trochę potrzebny, ale właśnie mądry, ograniczony, szczerość, ale nie wszystko, nie za dużo, a tu tak jest właśnie, że dostajemy coś, co nie powinno wyjść poza rodzinę

      Usuń
  19. Doskonale się to czytało, naprawdę. Każdy teraz pisze książki... gdyby nie nazwisko na okładce to zapewne ta nigdy nie zostałaby wydana. Tematyka - ojej, kiedy myślę o żonach polityków, mam przed oczami Jackie Kennedy i jej zaplamiona krwią garsonkę od Chanel. Mam przed oczami kobiety w cieniu, podążające za swym małżonkiem bez sprzeciwu, doradzające mu, będące jego opoką i ostatnią uczciwą osobą w morzu kłamców, łotrów i zazdrośników. Takie wynurzenia, o tym szyciu, o tych prywatnych też, intymnych sprawach, to rzeczywiście infantylne, takie na siłę, takie bezpłciowe. Nie mamy już królów, to wiadomo... Ale nie mamy też wielkich polityków. Mamy rząd łasy na kasę, absolutne bezpieczeństwo urzędu, podawanie ziemniaków i przewracanie oczami na prośby męża. A jak dla mnie - takie urzędy, tacy ludzie, niezależnie od poglądów politycznych, powinny mieć w sobie jakąś taką... rycerskość. Bo czymże teraz ta pani krawcowa różni się od innych kobiet tego kraju? Ano tym, że nie musi martwić się o to, co do garnka włożyć. Ale narzeka tak samo. I ta książka? Nie chciałabym jej nawet w prezencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulina - każdy pisze książki i dobrze, wielu robi to znakomicie, cieszę się, żę można poczytać ich zapisku czy wspomnienia, ale ta pozycja akurat w takiej formie nie powinna była się ukazać. Złe świadectwo wystawiła sobie pani premierowa

      Usuń
  20. Witaj Kasiu,jak zwykle post na 6+. A ja jakoś od początku miałam negatywne nastawienie do książki mimo,że jej jeszcze nie czytałam.Może dlatego,że kilka wywiadów przeczytanych z Panią Tusk zrobiło swoje,nie wiem.W każdym razie szycie??? Ziemniaki??? Ja wiem,że z założenia ma być rodzinnie,bo to domena Nas kobiet,ale przecież może być rodzinnie,a na dodatek ciekawie.Chyba ktoś tu miał parcie na szkło i na szybkie napisanie książki,nie ważne jak byle szybko,a przecież na samej okładce kokosów się nie zbije.Takie moje zdanie i już.Zapraszam do mnie NA KONKURS,STOSIK DO ZGARNIĘCIA!!! Pozdrawiam Missy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Missy - dzięki za zaproszenie, zaraz zajrzę.
      uważam, że pani Tusk pozazdrościła pani Wałęsowej. I tyle

      Usuń
  21. U mnie w polskiej ksiegarni w Brukseli nawet jeden egzemplarz ksiazki autorstwa pani premierowej sie nie sprzedal i pani ksiagarka podobno zwrocila go do hurtowni. A przeciez my na emigracji jestesmy bardzo lasi na polskie ksiazki. Sama sporo co miesiac wydaje na ksiazki, ale tej od poczatku wiedzialam, ze nie kupie po przeczytaniu kilku recenzji.
    A tak poza tym bardzo lubie Twoje recenzje i czesto zapisuje sobie tytuly, ktore polecasz. Pozdrawiam sedecznie, Halina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halino, cieszę się, że się odezwałaś.
      A to mnie dziwi, że ani jedna się nie sprzedała, w Polsce to jest hit

      Usuń
  22. Dzieki za ostrzezenie, choc przyznam sie, ze nie mialam specjalnie zamiaru wglebiac sie w zycie duchowe i towarzyslkie pani T. Jakos za malo dramatyzmu jak na moj gust. Za to polecam to co ostatnio poleca wielu: Beksinskich. Znakomita biografia(e)!!!
    Emigrata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emigrata, Beksińskich oczywiście jak najbardziej, niech no ja tylko mam okazję i fundusze :-)

      Usuń
  23. Com się obśmiał, to moje. Dzięki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazylu, cieszę się, że chociaż śmiesznie

      Usuń
    2. Bazyle strasznie lubią śmieszne :D

      Usuń
  24. Ale się ubawiłam, przy tych podpisach wyplułam rumiankową, bo też mnie to zawsze rozbraja. A książkę sobie podarowałam patrząc na filozoficzne zdanie na okładce. Poza tym jakoś za nią nie przepadam, wystarczył mi jeden wywiad i wyrobiłam sobie zdanie. Negatywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksandro - jedank byłam jej ciekawa, przecież chodziło o rodzinę naszego premiera. Można sobie odpuścić, niczego się człowiek ciekawego nie dowie, poza tym, że pani premeirowa chce być wolna

      Usuń

Z powodu zalewu spamu, wyłączyłam możliwość komentowania anonimowego. Przepraszam